Spinningowe początki
Spinningowe początki

Przetłumacz:

Moja przygoda ze spinningiem rozpoczęła się dosyć spontanicznie. Gdy temperatura wody nie dawała zbyt dużych szans na sumy, a pogoda dopisywała postanowiłem podszkolić się w innej technice wędkarskiej.

W pewnych okresach do połowu sumów potrzebowałem żywców. Niestety nie miałem prywatnego oczka z rybami, więc musiałem je pozyskać w tradycyjny sposób. Używałem do tego bazarowej wędki, którą wykorzystywałem zarówno pod spławik jak i spinning. Wiedząc gdzie o danej porze roku znajdują się potencjalne ofiary wąsatych przeważnie po jakimś czasie udawało się coś złowić.

Okonie to zazwyczaj pierwsza zdobycz każdego spinningisty
Okonie to zazwyczaj pierwsza zdobycz każdego spinningisty

Okres ochronny suma w Polsce zaczyna się od 1 stycznia i trwa aż do 31 maja. Nie licząc pojedynczych wypadów na feeder, czy karpiki cały sprzęt wędkarski na pół roku wędrował do szafy. Tak na dobre zacząłem myśleć o spinningu pod koniec sezonu sumowego, gdy odczuwałem dosłownie w kościach późnojesienne spadki temperatur. Z pomocą w doborze sprzętu przyszli znajomi spinningiści. Gdy zobaczyli na co łowię ze śmiechu ledwo utrzymali się na nogach. Stwierdzili, że obojętnie co kupię będzie lepsze, niż to co mam. Chłopaki przetestowali masę wędek, kołowrotków i plecionek, więc bez problemu złożyli mi dwa zestawy. Jeden do lekkiego a drugi do średniego spinningu. Dla mnie samo przejście z wędzisk sumowych na lżejszy kaliber powodowało jakiś strach i niepewność. Zamieniłem mocne wędziska z grubymi plecionkami na cienkie wykałaczki z pajęczyną. Tłumaczyłem sobie, że to tylko na przeczekanie. Później okazało się, że wciągnąłem się w to bez reszty.

Zabawa z taką rybą na lekkim zestawie to już małe wyzwanie
Zabawa z taką rybą na lekkim zestawie to już małe wyzwanie

Ile ludzi tyle teorii. Część spinningistów łowi na ciężko z dużymi przynętami, inni na lekko z mikro zestawami. Jako zupełny amator słuchałem rad od bardziej doświadczonych kolegów i porównywałem to z wynikami na wodzie. Uporządkowałem w głowie wszystkie informacje i standardowo samotnie wyruszyłem nad brzegi Odry. Nie ma lepszej nauczycielki od praktyki. Dokładnie wiedziałem gdzie znajdują się doły, wypłycenia i gdzie gromadzą się ławice białorybu. Początki były straszne, jednak z wyjazdu na wyjazd było coraz lepiej. Zawsze te małe sukcesy były moją wewnętrzną motywacją. Takim motorkiem do dalszych działań. Zacząłem łowić częściej i coraz to większe sztuki. Do okazów jeszcze im dużo brakowało, jednak dla mnie to było wielkie osiągnięcie. Pojawiły się pierwsze okonie, klenie, brzany, szczupaki, sandacze i nawet sumy. Zaobserwowałem zależność jednych gatunków ryb od drugich. Ich obecność, aktywność a temperatura, uciąg i przejrzystość wody. Co wyjazd Odra odsłaniała kolejne tajemnice. Podążając za określonymi rybami można wywnioskować położenie zjadających je drapieżników. Wykorzystywałem z powodzeniem tę wiedzę nie tylko w spinningu, ale w sezonie pomagała mi ona w poszukiwaniu sumów.
Przerwa zimowa zanikła. Zaraz po Nowym Roku pogoda dopisywała na tyle, że nie było możliwości usiedzenia w domu. Średnie temperatury dobowe przeważnie na plusie i brak opadów śniegu zachęciły mnie do szybszego niż planowałem opłacenia karty. W związku z brakiem przymrozków wszelkiego rodzaju kanały, odnogi i baseny Odry nie były zamarznięte. Wziąłem więc delikatny spinning i ruszyłem na poszukiwanie okoni.

Łowienie okoni nigdy się nie nudzi
Łowienie okoni nigdy się nie nudzi

Warto zaznaczyć, że nigdy wcześniej nie łowiłem na spinning o tej porze roku. Zazwyczaj siedziałem w ciepłym domku w pobliżu kaloryfera. Nie było łatwo takiemu zmarźlakowi jak ja wystać nad wodą zbyt długo. Ten kto ze mną kiedykolwiek łowił wie jak szybko marznę. Dostaję telepawki i zaczynam zębami nadawać alfabetem Morse'a. Nie pomagają najcieplejsze ciuchy ani odzież termoaktywna, więc zawsze wyglądam jak trzęsący się bałwanek Buli.

Szczupak bywa miłą odmianą po zakończeniu sezonu na suma
Szczupak bywa miłą odmianą po zakończeniu sezonu na suma

Na pierwszy ogień poszły kanały miejskie. Okresy ochronne ryb wytypowały okonia jako główny cel zimowych wypraw. Pasiaki zlokalizowane były w głębokich miejscach w małych, często rozrzuconych grupkach. Brania były bardzo słabe, ledwo wyczuwalne. Jednak dzięki dobrze dobranemu sprzętowi nawet niewielkie sztuki dały dużo radości z holu. To uczucie, gdy wędka wygina się prawie po dolnik przy 30 centymetrowej rybie jest nie do opisania. Używałem dwu calowych gum imitujących małe rybki. Zaskoczyło mnie jak duże znaczenie ma odpowiedni dobór ich kolorystyki. Nie miałem okazji za często być nad wodą, jednak kombinując z przynętami i miejscówkami systematycznie piąłem się rozmiarówkami w górę. Wraz ze wzrostem temperatury wody brania były częstsze i mocniejsze. Aktywowały się do życia kolejne, głodne gatunki ryb, które na zestawie okoniowym stanowiły nie lada wyzwanie.
Klenie, szczupaki i okonie dotrzymywały mi towarzystwa aż do pierwszego czerwca. Ta magiczna data zakończyła moje spacery po brzegach rzeki z wędką w ręku i rozpoczęła polowanie na grube ryby. Przyszedł czas by przywitać się z wędkami dla prawdziwych mężczyzn. Odkurzyłem grube kije z wielkimi kołowrotkami. Plecionka w końcu była wyczuwalna w palcach a kotwice i haki można było wrzucić do torby bez obawy ich zgubienia. Spinning jednak wpisał się na stałe w wyposażenie mojej jednostki pływającej. Dzięki częstym treningom złowienie żywca na wyprawach sumowych nie zajmowało mi już tak dużo czasu.

Sezon sumowy jest za krótki, żeby przez pół roku nie wędkować. A takie ryby jak ta cieszą
Sezon sumowy jest za krótki, żeby przez pół roku nie wędkować. A takie ryby jak ta cieszą

Późną jesienią zacząłem przeplatać vertical ze spinningiem. Wkrótce sandacze były głównym celem moich wypraw. Jednak szczupaki i okonie stanowiły ich mocną linię obrony. Przebijałem się przez nią podnosząc gramaturę i wagę przynęt. Razem z przyjaciółmi zaczęliśmy analizować każdy wyjazd. Niestety porażki przeważały i nie miały się ku dobremu. Z odsieczą nadeszło wysokie ciśnienie atmosferyczne, które otworzyło nam wodę. W końcu znaleźliśmy duże ławice i zaraz za nimi duże sandacze. Zbliżał się okres przedświąteczny i ekipa zaczęła się wykruszać. Bardzo dużo nauki i wiedzy dały mi samotne wypady, gdzie najszybciej uczyłem się co można, co należy a czego się wystrzegać. Do Nowego Roku udało się złowić kilka dużych ryb bijąc kolejno swoje rekordy osobiste. Zakończyłem sezon 2019 pięknymi mętnookimi sandaczami.

Czasem zdarza się i taki przyłów...
Czasem zdarza się i taki przyłów...

Rok ze spinningiem w ręku urozmaicił moje wędkarskie umiejętności, jednak widzę ile nauki jeszcze przede mną. W mojej głowie pojawiły się nowe wyzwania takie jak łososiowate, czy ciężki spinning sumowy. Rozpocząłem sezon 2020 pięknymi rybami. Dużo szybciej odnajdywałem miejscówki i nawet udało mi się sprowokować kilka ryb do brania. Przestałem trzymać się utartych szlaków i ruszyłem swoimi ścieżkami. Gdy woda zaczęła się otwierać do Polski wtargnęła epidemia koronawirusa. Rząd, by zapobiec rozprzestrzenianiu się choroby ograniczył swobodne poruszanie się do minimum zabraniając również wędkowania. Zakazy powoli znoszono, w końcu zezwalając na rekreację. Wędkarze w maseczkach chirurgicznych to był zabawny widok, który później już nikogo nie dziwił. Czekam z utęsknieniem na całkowite wycofanie się wirusa z Polski i zniesienie wszystkich ograniczeń.
Spinning otworzył mi oczy na wiele aspektów, na które wcześniej nie zwracałem uwagi. Chodząc wzdłuż brzegów Odry poznawałem rzekę z innej strony. Pokonując wiele kilometrów dziennnie utrzymywałem organizm w dobrej kondycji jednocześnie typując potencjalne miejscówki do łowienia sumów latem. Już nie mogę się doczekać następnych wypraw

Skomentuj