Casting nocą
Casting nocą

Przetłumacz:

Kiedy dzień staje się naprawdę krótki, temperatury spadają w nocy w okolice 5-0 stopni, wielu wędkarzy zaczyna atakować rzeki i zbiorniki w poszukiwaniu przygotowujących się do zimy drapieżników. Ryby o tej porze roku zdecydowanie najintensywniej żerują, a ich gabaryty często są dużo większe niż podczas wiosny i lata.

Dzień jest zdecydowanie krótszy, a pory żerowania dłuższe i bardziej intensywne. Dla mnie to czas wzmożonej pracy zawodowej, w ciągu dnia rzadko mogę sobie pozwolić na normalny wyjazd na ryby. Tak naprawdę zostają mi późnowieczorne pory i oczywiście noc, ale to wtedy tak naprawdę pod wodą rozpoczyna się pora bardzo intensywnego żerowania drapieżników, które opuszczają swoje dzienne kryjówki, stają się bardzo aktywne i mniej płochliwe. Dla wędkarzy to doskonała okazja, odrobinę niestandardowa, aby dobrać się do ryb, które w ciągu dnia nie wykazywały większego zainteresowania przynętą. Na pewno wielu wędkarzy sięgnie po klasyczne spinningi, które znamy od lat i są pozornie proste w obsłudze, ale są tacy, którzy będą używać tylko zestawów castingowych.

O tym, że casting w dzisiejszych czasach stał się bardzo popularną metodą wędkowania, pisałem w poprzednich swoich artykułach i każdy nowoczesny polski spinningista na pewno miał większą lub mniejszą styczność z mutiplikatorem i wędką z pazurem w uchwycie. Wielu ludzi próbowało swoich sił w łowieniu na kołowrotek z ruchomą szpulą. Jednych po kilku rzutach przeraziło opanowanie szybko kręcącej się szpulki, inni – odkryli zupełnie inny wymiar, sposób łowienia, ale pewnie każdy na początku swojej przygody był przerażony, jak okiełznać szpulę i nie zrobić wielkiego ptasiego gniazda z żyłki lub plecionki. Kiedy mówię kolegom po kiju o castingowaniu w nocy, często słyszę komentarze, że szkoda nerwów albo będę ciągle odplątywał linkę i walczył ze zgrabiałymi od zimowych temperatur palcami.

Zachód słońca, pora na nocne drapieżniki
Zachód słońca, pora na nocne drapieżniki

Na początku chciałbym powiedzieć o podstawowym doborze sprzętu na nocne łowienie. Na pewno niezbędną rzeczą oprócz naszego zestawu i przynęt, co jest oczywiste, jest dobra latarka – oczywiście czołowa. Na rynku jest bardzo dużo tego sprzętu i wcale nie trzeba wydawać krocie na markowe latarki, które nie zawsze są najlepsze. W czasach alliexpres można kupić doskonałe latarki, które są wstrząso- i wodoodporne, wyposażone w diody CREE, i bardzo je polecam. Moc świecenia jest nieporównywalna z klasyczną żarówką albo diodą, a pobór prądu jest na tyle mały, że na jednym ładowaniu baterii spokojnie połowimy nawet do rana, chociaż o tej porze roku noc zaczyna się w okolicach 16.00-17.00 i nigdy nie wytrzymałem tak długo. Bardzo przydatną rzeczą w latarkach jest opcja świecenia klasyczną diodą, która wyzwala bardzo niewielką ilość żółtego światła. Ta opcja bardzo nam pomaga podczas zmiany przynęt, wiązania nowych przyponów/krętlików. W tym momencie trzeba przyświecić sobie blisko, bezpośrednio na ręce, a bardzo mocne światło najzwyczajniej mocno razi i czasami bardzo przeszkadza. Może nam popsuć łowisko, jeśli łowimy np. na małej rzece, gdzie panuje całkowita ciemność i cisza. Mając dobrą latarkę, kolejną drobną, ale bardzo ważną rzeczą są rękawiczki. Niska temperatura i kontakt z wodą (łowimy na multiplikatory, które podczas rzutów serwują nam małe chmurki wody) wymagają, aby nasze dłonie były w dobrej formie. Nie można dopuścić, aby nasze palce przypominały zamarznięte gałęzie, wtedy nasz komfort spada drastycznie i często jedyną myślą jest uciec do ciepłego domu. W tym przypadku bardzo polecam stosunkowo cienkie, ale ciepłe rękawiczki z dobrą membraną, która zatrzyma całkowicie dostęp zimnej wody do naszych dłoni. Osobiście stosuję rękawiczki Simmsa z membraną GORE i uważam, że są rewelacyjne, mimo że ich cena jest wysoka. Odnośnie pozostałej części garderoby uważam, że nie ma co się rozpisywać. Bielizna termoaktywna, wszelkiego rodzaju polary, solidne spodnie i kurtka, oczywiście z membranami oraz ciepłe, nieprzemakalne buty. Wiadomo, że o tej porze roku często lubi popadać deszcz albo śnieg, a wiatr również może nam towarzyszyć. Odnośnie samych zestawów, na nocne łowienie stawiam na minimalizm. Jeśli ktoś łowi w nocy z łodzi, może pozwolić sobie na dużą ilość sprzętu, ale w nocy zawsze jest problem ze zbędnymi rzeczami. Moje nocne łowienie zazwyczaj odbywa się z brzegu bądź kajaka, a to wymaga, aby czuć się komfortowo i nie nieść ze sobą dużej ilości niepotrzebnych pudeł i wędek.

Do nocnego łowienia jedno pudełko przynęt i dwie wędki w zupełności wystarczą
Do nocnego łowienia jedno pudełko przynęt i dwie wędki w zupełności wystarczą

Późną, jesienną nocną rybą nr 1 jest sandacz. Oczywiście przyłowy się zdarzają, w postaci szczupaków, już mało aktywnych sumów, kleni oraz boleni. Tutaj moje zestawy sprawdzą się w stu procentach, oprócz przyłowu dużego suma, ale takiego nigdy nie trafiłem o tej porze roku. Zazwyczaj zabieram ze sobą dwa zestawy. Jeden o mocy 12-14 lb, którym łowię na przynęty 8-12 cm i są to zazwyczaj wąskie, uklejopodobne woblery oraz gumy na lekkich główkach, maksymalnie 15 g oraz drugi, 20 lb, którym łowię wyłącznie dużymi gumami w okolicach 14-20 cm. Użytkuję wędki o zbliżonej długości, około 2 m i takimi mi się bardzo dobrze łowi, ale znam wędkarzy, którzy muszą mieć 2,7 m, szczególnie na rzeki. O gustach się nie dyskutuje. Bardzo ważnym czynnikiem jest materiał i jakość kijów, które służą do nocnego łowienia. W ciągu dnia brania bardzo często można obserwować na lince, szczytówce po prostu delikatne bądź mocne pstryknięcia, które wyczuwamy w nadgarstku. Noc wymusza na nas, aby używać wędzisk doskonale czułych. Nie ma mowy o spolegliwych, mało czułych parabolikach, chyba że łowimy wyłącznie na ciągane woblery, na których ryby się po prostu nieraz wieszają, nawet za dwie kotwice, bez zacinania, w tej jednej sekundzie. Moje wędziska mają mocno szczytowe akcje, które przechodzą w niepełną parabolę pod dużym obciążeniem. Wykonane z bardzo wysokich modułów grafitu, przez co nie są wyjątkowo stworzone do woblerów. Rzuty muszą być bardziej dynamiczne, ale czucie na takich wędkach jest niesamowite. Trzeba znaleźć odpowiedni kompromis pomiędzy dynamiką rzutu, czuciem przynęty i długością, aby móc używać jednej, maksymalnie dwóch wędek. Kolejną sprawą jest dobór odpowiedniego multiplikatora, który jest dużo prostszy. Osoba, która użytkuje swój sprzęt, zna go i odpowiednio czuje, więc nie będzie mieć większych problemów w nocnym użytkowaniu. Potrzebna jest duża wprawa, aby wiedzieć, kiedy zablokować szpulkę kciukiem podczas lotu przynęty, ale to są już kwestie wyczucia kołowrotka. Osobiście używam multiplikatorów o niskim profilu, z hamulcem magnetycznym Daiwa i Megabass, ale komuś innemu może bardzo dobrze leżeć poczciwy pancerny okrąglak od ABU. Linki, jakie stosuję, są odpowiednio dobrane do mocy wędki. Jedynym problemem, jaki może się pojawić, są naprawdę niskie temperatury, poniżej zera, wtedy i plecionka staje się problemem. Namoknięty sznurek bardzo często uniemożliwia skuteczne i komfortowe łowienie, i wtedy można założyć żyłkę bądź wrócić do domu. Osobiście nie lubię stosować żyłek w multiplikatorach. Czucie przynęty, opadu zmienia się diametralnie i osoby, które stosują wyłącznie plecionki, bardzo rzadko sięgają po klasyczne żyłki.

Nocne killery na sandacze
Nocne killery na sandacze

Ostatnią częścią zestawu są oczywiście przynęty. W nocnym łowieniu królują woblery uklejokształtne, które pracują metr, maksymalnie dwa pod powierzchnią o wyczuwalnej akcji, które wytwarzają dość mocną falę hydroakustyczną. Woblerami obławiam górną i środkową część wody, bo aktywne drapieżniki zazwyczaj żerują w wyższych strefach wody, szukając skupisk drobnicy, która bardzo często skupia się w klatkach pomiędzy główkami, za większymi przeszkodami i w miejscach ze wstecznym prądem. Właśnie takie miejsca są naszymi potencjalnymi łowiskami. Książkową, doskonałą miejscówką jest szczyt główki, gdzie na jej końcu tworzy się warkocz, po którym często spuszczam woblera z nurtem w dół rzeki, sprowadzając w stronę brzegu, na spokojniejszą wodę ze wstecznymi prądami, gdzie zazwyczaj gromadzi się drobnica. Jeśli po długim czasie nie ma brań i oznak żerowania, zakładam jaskrawe gumy z odpowiednim obciążeniem i w zależności od głębokości rozpoczynam obławianie dnia. Łowiąc w ten sposób mamy pewność, że aktywne ryby, żerujące w górnej strefie wody, mają dużą szansę znaleźć nasz wobler oraz ryby, które stoją przy dnie i mają szansę na kontakt z naszą gumą. Podczas monotonnego obławiania klatki i szczytu główki z prądem co 10-15. rzut kieruję w stronę środka, prowadząc przynętę bardzo powoli wachlarzem i zdarzało się ściągnąć rybę ze środka rzeki. Łowiąc na wodach stojących zazwyczaj wędkuję z kajaka i wtedy dla mnie głównymi przynętami są gumy, często bardzo duże, na lekkich główkach, które spokojnie prowadzę dużymi skokami, obławiając duży zakres wody. Z moich doświadczeń wynika, że wobler jest mniej skuteczny na wodach stojących, ale są to tylko subiektywne odczucia.

W dzień w tym miejscu nie widać ani jednej ryby - wszystko zmienia się po zmroku
W dzień w tym miejscu nie widać ani jednej ryby - wszystko zmienia się po zmroku

Pływając w nocy po zbiornikach wodnych albo łowiąc z brzegu, należy zachować szczególną ostrożność. Nocne wędkowanie wymaga dodatkowego skupienia i uwagi. Nie wolno wybierać całkowicie nieznanych miejsc, które mogą okazać się niebezpieczne. Wpadnięcie do wody o tej porze roku może okazać się tragiczne w skutkach i trzeba do tego podejść bardzo odpowiedzialnie, z wyobraźnią i trzeźwą głową. Emocje, które może nam zaserwować nocne wędkowanie z multiplikatorem w ręku, energiczne brania, które serwują nam porcję adrenaliny, wybudzając z monotonnego kręcenia i rzuty warte są zachodu. Przy odrobinie szczęścia można trafić w moment, w którym ryby meldują się w ekspresowym tempie, czego w dzień praktycznie nie można doświadczyć, a ciemność i niepewność, co jest na końcu zestawu, sprawia, że frajda jest nieporównywalna z niczym innym, a szansa na medalową rybę maksymalnie wysoka.

Piękny nocny sandacz. Dla takich ryb warto zmarznąć!
Piękny nocny sandacz. Dla takich ryb warto zmarznąć!

Skomentuj