Ni to mucha, ni to spinning, czyli pstrąg na jigi
Ni to mucha, ni to spinning, czyli pstrąg na jigi

Przetłumacz:

Różne, często wydawać by się mogło zupełnie odmienne techniki wędkarskiego rzemiosła, mocno się przenikają. Ma to miejsce zwłaszcza w przypadku metod, którymi kusimy te same gatunki. Dziś, z racji rozpoczęcia sezonu na pstrągi, poruszę temat właśnie ich, jednak w sposób nieco odmienny niż zazwyczaj.

Średnia ocen:

Muszkarze przy pomocy streamerów imitują niewielkie wodne stworzenia, również narybek, a w pudełkach spiningistów coraz częściej można znaleźć, najczęściej gumowe, imitacje wszelkiego rodzaju larw czy innych bezkręgowców, stanowiących znaczną część menu naszych nakrapianych przeciwników. Jednak dlaczego by nie iść krok dalej i nie spróbować zaczerpnąć tego, co stanowi o wielkiej skuteczności much – naturalności.

Może nie mają one pracy rasowego woblera, ale żadna przynęta spinningowa nie ma akcji subtelnie falującego pióra marabuta. Mucha charakteryzuje się tym, że praktycznie nic nie waży i jej zastosowanie w przypadku zestawu spiningowego wydaje się być bezsensowne. Czy na pewno? Wyjścia z tej sytuacji są dwa.

Idealnie zgrany zestaw i pijawka w wersji jigowej
Idealnie zgrany zestaw i pijawka w wersji jigowej

Po pierwsze: główka jigowa
Ołowiana kulka z wtopionym wewnątrz hakiem to spinningowy klasyk. Każdy z nas ma całe mnóstwo przeróżnych główek, które oprócz przeróżnych gramatur i kolorów, przybierają też coraz to nowe kształy. Jak połączyć je z muchowym odpowiednikiem streamera? Można poszukać czegoś w sklepach, ewentualnie zaadaptować do tej techniki lekkie koguty okoniowe, ale dużo lepiej jest spróbować ukręcić coś samemu. Ideałem będzie... znaleźć znajomego muszkarza i odwiedzić go, najlepiej z porcją „wody rozmownej”, w ilości adekwatnej do wielkości braków w naszym pudełku i pozostałego czasu do otwarcia sezonu. Serio. Warto zdać się na ich wiedzę w komponowaniu tego typu przynęt, doborze materiałów i wzorów, a nie próbować samodzielnie wyważać otwarte drzwi. Ja postawiłem na moich przyjaciół, Agnieszkę i Arka. To wędkujące małżeństwo, wirtuozi imadła, a przede wszystkim otwarci i serdeczni ludzie. Dzięki nim w moim pudełku nie hula wiatr, a ja jestem pewny wartości użytkowej każdej przynęty. Do budowy jigów polecam główki na haczykach rozmiarze 2-6. Dokładnej gramatury wam nie podam, gdyż należy ją dobrać w zależności od stanu (głębokości) wody, siły uciągu, sposobu prowadzenia, a także aktywności ryb. Osobiście stosuję możliwie najlżejsze obciążenie, jakie pozwoli mi prawidłowo zaprezentować wabik w danych warunkach. Takie przynęty zachowują się najbardziej naturalnie, a więc są najskuteczniejsze. Zwróćcie uwagę na długość trzonka, kształt haczyka, a także na to, by na korpusie nie było ołowianego „kołnierza”, służącego do przytrzymania założonej gumy. W zupełności wystarczą mikrozadziory na trzonku, które pewnie utrzymują zawiązaną muchę. Aha, jak nie znajdziecie główek na haczykach bezzadziorowych, usuńcie je we własnym zakresie. To nie tylko wymóg regulaminu wielu łowisk, ale i dobry nawyk coraz większego grona wędkarzy.

Przynęty najlepiej wykonywać na główkach odlanych na sprawdzonych, ostrych hakach
Przynęty najlepiej wykonywać na główkach odlanych na sprawdzonych, ostrych hakach

Po drugie: czeburaszka…
czyli niewielka, ołowiana lub wolframowa kulka, z dwoma oczkami. Jedno z nich służy do zamocowania do zestawu, na drugim – mocujemy przynętę. Rozwiązanie to ma kilka zalet. Między innymi, mając zapas różnych wariantów obciążenia, możemy szybko i łatwo dostosować się do konkretnej miejscówki, aby jak najlepiej zaprezentować przynętę rybom, wciąż używając tej samej przynęty. Dodatkowo, czeburaszki wolframowe są mniejsze niż ich wagowe odpowiedniki ołowiane, a więc będą stawiały w wodzie mniejszy opór. Kolejną zaletą jest możliwość łatwego doboru skutecznego koloru obciążenia, a przede wszystkim, „przegubowo” zamontowana przynęta. Pracuje zupełnie inaczej, będąc dużo podatniejszą na wszelkie próby animacji. Dodatkowo, poprzez zniwelowanie dźwigni, ogranicza spady młynkujących ryb. Do czeburaszki stosujemy muchy, więc warto wybrać egzemplarze ukręcone na haczykach o nieco większych oczkach, aby zmieścić w nich drut do zbrojenia, a przy niewielkich gramaturach jest to z reguły 0,5 mm.

Pijawki w wersji muchowej i paleta kolorowych czeburaszek o różnej gramaturze
Pijawki w wersji muchowej i paleta kolorowych czeburaszek o różnej gramaturze

Wzory much
W tej kwestii, jak już napisałem powyżej, warto zdać się na doświadczenie i wiedzę muszkarzy. Jesli chodzi o streamery, będą to zazwyczaj imitacje niewielkich rybek, zamieszkujących górskie rzeki, jak ślizy, kozy, czy głowacze. Tutaj królują brązy, z elementami czerni i jasnymi wstawkami. Dobra jest do tego odrobina flasha, która czasem błyśnie niczym rybia łuska. Po deszczach, na nieco wyższej i „trąconej” wodzie, świetnie sprawdza się imitacja dżdżownicy, czyli tzw. „glajcha”. Jednak moim faworytem jest „pijawka ssąca ikrę”, czyli popularna Egg Sucking Leech. To czarna mucha wykonywana zazwyczaj na nieco dłuższym haku streamerowym. Świetnie wygląda na dłuższym haku główki jigowej. Mucha imituje pijawkę i jest wykonana najczęściej z piór marabuta. W wersji jigowej ma ukręcony jaskrawy, najczęściej pomarańczowy „kołnierz” tuż przy główce. Możemy także samodzielnie pomalować ołowianą kulkę, np. lakierem do paznokci. W wersji z czeburaszką wystarczy sama cała czarna mucha, do której zapinamy pomarańczową główkę. Całość do złudzenia przypomina niewielką pijawkę, która przyssała się do ziarna ikry i wraz z nią niesiona jest przez rzeczny nurt.

Pojedynczy, bezzadziorowy hak pozwala skutecznie zaciąć rybę, jednocześnie minimalizując jej obrażenia
Pojedynczy, bezzadziorowy hak pozwala skutecznie zaciąć rybę, jednocześnie minimalizując jej obrażenia

Sprzęt i technika łowienia
Łowię możliwie lekkimi obciążeniami, dlatego staram się maksymalnie odchudzić mój zestaw. Krótkie, niespełna dwumetrowe wędzisko o pełnym ugięciu i górnej granicy wyrzutu nieprzekraczającej 10g będzie w sam raz. Do tego adekwatny, lekki kołowrotek z precyzyjnym hamulcem, dobrym nawojem i o szerokiej szpuli, wypełnionej prawie po rant cienką, 0,06-0,08 mm, najlepiej bezbarwną plecionką. Podczas mrozów zmuszeni jesteśmy sięgnąć po żyłkę, ale plecionka jest do tej metody o wiele lepsza. Koniec linki wieńczę odcinkiem 0,5-1m fluorocarbonu, czasem z mikroagrafką.
Pomimo iż łowienie leniwych, zimowych pstrągów zazwyczaj kojarzy nam się z powolnym prowadzeniem wabika pod prąd lub w poprzek nurtu, łowiąc na jigi, zdecydowanie preferuję łowienie tym drugim sposobem lub wręcz prowadzenie wabika z prądem. Nie łowię pstrągów techniką szybkiego, sandaczowego opadu. Takie opukiwanie dna powoduje sporą ilość zaczepów, poza tym przeciążona przynęta często porusza się zbyt szybko dla odrętwiałych zimną wodą ryb. Bardzo skuteczne są rzuty pod prąd i nawet nie tyle prowadzenie wabika, co pozwolenie, aby to nurt stanowił napęd naszej przynęty. Naszym zadaniem jest tylko i aż wybieranie luźnej linki oraz utrzymanie kontroli i kontaktu z przynętą, ewentualne delikatne animowanie samymi ruchami nadgarstka. Warto tutaj obserwować linkę i jej styk z powierzchnią wody, gdzie dostrzeżemy sporą ilość delikatnych brań, najczęściej objawiających się jako nienaturalne zatrzymanie dryfującego wabika. Podczas łowienia w poprzek nurtu podajemy przynętę w przegłębienia i prowadzimy ją wachlarzem, bez zwijania kołowrotkiem, stale ją kontrolując. To bardzo finezyjne i precyzyjne łowienie, dlatego odpowiednie zestrojenie wszystkich elementów naszego zestawu jest tak istotne. Począwszy od wędki i linki, a na gramaturze obciążenia kończąc. Pamiętajmy, że łowiąc z prądem, nurt niejako „dociska” nasz wabik do dna, a łowiąc w poprzek nurtu, im bardziej przynęta zbliża się do brzegu, na którym stoimy, tym mocniej nurt będzie przynętę wypychał ku powierzchni. Po to będzie nam właśnie potrzebny szeroki wachlarz rozmaitych obciążeń.

Ryby lubią zatrzymać się na końcu płani, którą bardzo wygodnie można obłowić podając wabik wachlarzem
Ryby lubią zatrzymać się na końcu płani, którą bardzo wygodnie można obłowić podając wabik wachlarzem

Brania ryb zaobserwujemy czasem jako delikatne zatrzymania, przesunięcia linki, a czasem, ale dużo rzadziej, agresywne szarpnięcia. Każde nienaturalne jej zachowanie kwitujemy zacięciem, które może przerodzić się w serię młynków walczącej ryby. Kolejną zaletą łowienia na jigi jest łatwość wyhaczania naszych zdobyczy i znikome obrażenia zadawane rybom. Pamiętajmy, że niektóre odcinki specjalne naszych rzek są dostępne dla muszkarzy bądź spinningistów, łowiących na przynęty sztuczne, uzbrojone wyłącznie w pojedynczy, bezzadziorowy hak. Dzięki opanowaniu techniki łowienia jigami nie musimy rezygnować z nich i zameszkujących je ryb.

Pasma ciemnej wody oznaczają przegłębienie - potencjalne stanowisko zimowego pstrąga
Pasma ciemnej wody oznaczają przegłębienie - potencjalne stanowisko zimowego pstrąga

Skomentuj