Czas ołowianej wody
Czas ołowianej wody

Przetłumacz:

Ostatnie dni roku wielu wędkarzy spędza bezczynnie. Ale ja, kiedy pomyślę, że na następne sandaczowe łowy będę musiał poczekać aż pół roku ruszam nad wodę. Wodę szarą o tej porze, toczącą się ciężko niczym płynny ołów.

Średnia ocen:

Miejsce kluczem do sukcesu
Szykujące się do nadchodzących ciężkich dni ryby migrują na zimowiska. Nie są już losowo porozstawiane po miejscówkach. Nawet prądolubne gatunki zajmują spokojniejsze rewiry. Chłodna woda jest o wiele bogatsza w tlen, poza tym w czasie ograniczonej dostępności pożywienia walka z nurtem jest zupełnie nieekonomiczna. Ryby muszą gromadzić zapasy na zimę, więc bezsensowne wydatkowanie energii mija się z celem.

W tym okresie szukam miejsc jak najgłębszych, a takie znajdziemy na zewnętrznych zakrętach, gdzie napierający nurt wymywa za ostrogami najgłębsze doły. Przy okazji woda często odsłania zalegające na dnie przeszkody, które są świetnymi kryjówkami, dającymi jednocześnie możliwość uzupełniania kalorii. Zimowiska jak magnes przyciągają białoryb, a za nimi, jak zwykle, podążają drapieżniki.

Niezbędnik na jesienne łowy.
Niezbędnik na jesienne łowy.

Kto gra grubo, wygrać musi
To powiedzenie jest bardzo popularne i wydawałoby się, że wyczerpuje temat. Jednak nie do końca. Bez wątpienia zestaw na jesienne łowy musi być mocny, dający pewność i pozwalający zmierzyć się z grubą, silną rybą. Jednak nie może być toporny. W zależności od stosowanych przynęt staram się dopasować adekwatny kij. Zaś wybór przynęt, a dokładnie ich gramaturę, determinuje poziom wody, który regularnie śledzę. Staram się stosować możliwie najlżejsze obciążenie, biorąc pod uwagę głębokość łowiska, moc wstecznych prądów i zachowanie czucia dna. Dlaczego jak najlżejsze? Staram się łowić wolno, prezentując przynętę w jak najdłuższym opadzie. Gramatura główek jigowych potrafi się wahać pomiędzy 7 a nawet 25 gramów, więc mam w swoim arsenale wędziska o górnej gramaturze 15-18 g, a także 28-30 g , po które sięgam zamiennie. Wędziska uzupełniają kołowrotki o szerokich szpulach i precyzyjnych hamulcach. Co ważne, przed łowieniem warto sprawdzić je w domowej lodówce, czy łożysko oporowe nie przepuszcza i nie wymaga przeczyszczenia. Póki aura pozwala, łowię na plecionkę. Jej wytrzymałość dobieram do zestawu, z reguły posługując się linkami opisanymi w przedziale 0,10-0,14 mm. Warto sięgnąć po linkę w kolorze fluo, która ułatwi obserwację delikatnych brań. Pomimo iż szczupaków trafia mi się niewiele, zabezpieczam koniec linki przyponem z fluorocarbonu. Chroni on końcowy fragment linki przed przetarciem o ostre kamienie i oblepiającymi go muszlami.

Szeroka paleta barw to podstawa sandaczowego arsenału.
Szeroka paleta barw to podstawa sandaczowego arsenału.

Długi czy krótki, czyli jeszcze o wędkach
Długość wędziska sandaczowego to temat na oddzielny, obszerny artykuł, jeśli nie cały rozdział książki. Wiele zależy od indywidualnych preferencji wędkarza. Późnojesienne łowy, kiedy sięgam wyłącznie po gumy (o nich napiszę więcej w kolejnym akapicie), zdecydowanie wybieram wędziska nieco dłuższe, najchętniej o długości 275 cm. Pozwalają one jednocześnie na dość wysokie poderwanie naszej przynęty, kontrolowanie jej opadu i natychmiastową reakcję na każde branie. Wybieram modele szybkie, z mocnym dolnikiem i czułą, ale niezbyt spolegliwą szczytówką. Długa wędka pozwala też swobodnie obłowić miejsca, gdzie nie mamy dostępu do linii brzegowej. Świetnie sprawdza się też podczas tzw. „kontrolowanego dryfu”, kiedy stojąc w środku basenu pomiędzy ostrogami rzucam nieco pod prąd, w kierunku warkocza i prowadzę przynętę siłą nurtu, wybierając luźną linkę. Wysoko uniesiona szczytówka pozwala w pełni kontrolować dryfujący wabik, przestawiając go po każdym kontakcie z dnem. Oczywiście podczas silnego wiatru przydałaby się nam krótsza wędka, dzięki której łuk, jaki tworzy linka pomiędzy przelotką szczytową a taflą wody, jest mniejszy, a więc mniej podatny na podmuchy.

Nawet niewielki sandacz potrafi skutecznie podnieść temperaturę...
Nawet niewielki sandacz potrafi skutecznie podnieść temperaturę...

Silikonowy zawrót głowy
Moją podstawową, późnojesienną przynętą jest gumowa imitacja niewielkiej rybki. Stosuję wabiki w przedziale 7-12 cm, jednak z powodu wielości dostępnych wariacji, nierzadko tej samej długości przynęty diametralnie różnią się pracą i - co za tym idzie - falą hydroakustyczną, jaką generują. Warto też sprawdzić, przy jakim obciążeniu nasza przynęta ma najatrakcyjniejszą pracę i jakie najlżejsze obciążenie wystarcza, by ją „uruchomić” podczas swobodnego opadu. Warto pamiętać, że niektóre wysokie, imitujące na przykład krąpia przynęty potrafią przy zbyt małym obciążeniu wpadać w ruch wirowy. Należy wtedy sięgnąć po większą porcję ołowiu lub umieścić niewielki odważnik w brzuszku naszego wabika.
Paleta barw to jeszcze szerszy temat. Wybieram wabiki zarówno w naturalnych, brudnych barwach, jak i tych agresywnych. Biorąc pod uwagę to, jakie barwy rozróżniają sandacze, moje pudełka wypełniają gumy w kolorach perły z różnokolorowymi grzbietami, motor-oile, zielenie, brązy, a także nieśmiertelne seledyny, „marchewy”, a nawet coraz popularniejsze róże. Niestety, nie ma jednej, skutecznej recepty, jaki kolor będzie danego dnia skuteczny. Dopasowanie gramatury obciążenia, a także koloru i charakterystyki pracy gumy, daje olbrzymią ilość kombinacji. Tak dużą, że aby nie popaść w paranoję, zacznijmy od czytania wody i odnalezienia stanowisk ryb, a przynęty, choć są bardzo istotne, ograniczmy do jednego lub dwóch pudełek. W zupełności wystarczą na krótki wypad, nie powodując zbytniego chaosu w naszym łowieniu.

Delikatne skubnięcia wymagają zacięcia w tempo.
Delikatne skubnięcia wymagają zacięcia w tempo.

Opad opadowi nierówny
Oczywiście nie ten atmosferyczny, choć i ten będzie nam nierzadko towarzyszył. Poderwana z dna przynęta po chwili zamiera w bezruchu i zaczyna swobodnie opadać aż nie zetknie się z podłożem, wbijając obłoczek mułu lub interesująco stukając o kamień. I znowu. Opad jest metodą znaną i lubianą. Od nas tylko zależy, czy podbijemy przynętę na raz, czy też na dwa. Tempo i wysokość skoku dopasowujemy do aktywności ryb, własnych preferencji i umiejętności. Najważniejsze to zachować stałą kontrolę nad naszą przynętą i natychmiast reagować na każde nienaturalne zachowanie linki. Już jej najmniejsze przesunięcie może świadczyć o delikatnym braniu, które należy skwitować zacięciem. Pomimo iż to akapit o technice opadowej, to oprócz niej, zwłaszcza w miejscu już poznanym, warto spróbować także szurania przynętą po dnie. Świetnie do tej techniki sprawdzają się główki jigowe typu stand up, utrzymujące hak i ogon przynęty nad dnem. Wabik możemy prowadzić zarówno za pomocą kołowrotka, jak i przeciągać go samym wędziskiem, wybierając jedynie luźną linkę. Technika ta może mocno uszczuplić nasze przynętowe zapasy, ale są dni, kiedy przynosi bardzo dobre efekty.

Gruby, złoty sandacz - nagroda za wytrwałość.
Gruby, złoty sandacz - nagroda za wytrwałość.

Ostatnie dni roku to trudny i niewdzięczny okres. Z drugiej strony - wypracowany w trudzie sukces smakuje podwójnie, zwłaszcza że to ostatnia szansa na starcie z mętnookimi drapieżcami, po której nastanie półroczny post, spowodowany okresem ochronnym. Oczywiście nie zamierzam tego czasu spędzić bezczynnie. Zacznę standardowo od noworocznych pstrągów lub - jeśli aura pozwoli - podlodowych wojaży, ale te tematy, pozwolicie, że poruszę w kolejnych publikacjach. A tymczasem, z racji, że jest to ostatnie tegoroczne wydanie „Świata Suma i Spinningu", przyjmijcie ode mnie najlepsze życzenia świąteczne i noworoczne. Wszystkiego wędkarskiego!
Kamil Zaczkiewicz

Takiego strzału nie da się przegapić.
Takiego strzału nie da się przegapić.

Skomentuj