Szczupak na płytko

Przetłumacz:

Esox Lucius, czyli szczupak, był pierwszą rybą drapieżną, z którą miałam kontakt w swojej spinningowej przygodzie. Na miejscówce byłam sama, a podebranie, mimo iż szczupak miał zaledwie 55 cm, było dla mnie nie lada wyzwaniem.

Średnia ocen:

Kiedy wszystko się udało, a szczupak wylądował na brzegu, trzymając go w drżących od emocji dłoniach, zaczęłam obserwację tej niezwykłej ryby. Paszcza kształtem przypominająca dziób kaczki, przepiękne pomarańczowoczerwone płetwy i te oliwkowozielone ciało w żółtawe plamy zrobiły na mnie duże wrażenie. To prawdziwy „tygrys” słodkich wód. W tym artykule skupię się na łowieniu szczupaków na płytkiej wodzie.

Opiszę przynęty, które sprawdzają mi się w takich miejscach oraz wspomnę o pozostałych elementach szczupakowego sprzętu.

Płyciakami nazywam wody do głębokości mniej więcej 2 m.

„Płyciaki” - czym są i gdzie szukać ryby?
„Kaczorki” łowię głównie w zbiornikach zaporowych oraz rzekach w różnych rejonach Polski i Czech. Jednak z początkiem sezonu szczupakowego za miejsce swoich potyczek wędkarskich obieram „płyciaki”. No właśnie… Czym są „płyciaki”? Dla każdego to pojęcie może znaczyć coś innego. Dla jednych będzie to woda o głębokości poniżej metra, dla drugich - sięgająca kilku metrów. Ja płyciakami nazywam wody do głębokości mniej więcej 2 m. Udaję się przeważnie nad rozlewiska oraz starorzecza. Te miejsca bohatera tego artykułu przyciągają przede wszystkim łatwo dostępnym pokarmem w postaci małych rybek. Wiosną woda na płytkiej wodzie silnie się nagrzewa. Takie miejsca charakteryzują się zwykle bardzo zarośniętym dnem. Mówię tu o rozległych podwodnych łąkach, trzcinowiskach i pasmach grążeli. Miejsca dość ciężkie do obłowienia, ale trud może zaowocować pięknym szczupakiem. Dlatego też postanowiłam przybliżyć w tym artykule takie łowiska, ponieważ to właśnie na płytkich wodach złowiłam najwięcej szczupaków w swoim życiu. Musimy pamiętać, że na takich wodach esoxy są bardzo płochliwe. W miarę możliwości poruszajmy się w obrębie łowiska bardzo cicho.

Szczupak - tygrys słodkich wód.

Przynęty - offsetowe, jerk, a może żaba?
Większość artykułów wędkarskich zaczyna się od opisu sprzętu. Ja zrobię wyjątek, ponieważ w mojej opinii, łowiąc na płytkich wodach, podstawą jest dobra przynęta. Wiedząc już, czym charakteryzuje się płytkie łowisko, kluczem jest dobranie wabika, który jednocześnie poradzi sobie w „zaczepach” i sprowokuje drapieżnika do ataku. Zaczynałam od obrotówek, ponieważ przed laty moje pudełka były naprawdę ubogie i nic lepszego nie przychodziło mi do głowy, a o ciężko zbrojonych tradycyjnie gumach mogłam zapomnieć. Owszem, obrotówki robiły robotę, szczególnie w słoneczne dni. Z biegiem lat stałam się bardziej doświadczona, starając się jednocześnie wyszukiwać przynęty, które sprostają moim oraz „kaczorowym” wymaganiom. Pewnego dnia w moich rękach pojawił się wobler slider w wersji pływającej. Ta przynęta dała mi ogromną frajdę, gdy szczupak pokazał pysk w całej okazałości, ściągając wabik z powierzchni. Coś niesamowitego… Ta przynęta gości w moim pudełku od lat, dając rewelacyjne efekty, ale to sposób prowadzenia gra pierwsze skrzypce. Slider to jerk, czyli wobler bezsterowy, dlatego to w głównej mierze „on tańczy, jak mu zagramy”. Gramy szczytówką, wykonując cykliczne, następujące po sobie szarpnięcia. Czasem szybsze, czasem wolniejsze, robiąc chwilowe przerwy. Pamiętajmy o tym, aby jednocześnie zsynchronizować nawijanie plecionki na kołowrotek, w przeciwnym razie pojawi się nam luz, co może skutkować utratą ryby.

Jerki, przynęty offsetowe i żabki to moi faworyci na płycizny.

Aby udoskonalać łowienie w trudnych miejscach, wciąż szukałam i testowałam kolejne przynęty. Pewnego dnia moim oczom ukazały się przynęty offsetowe. Niby nic specjalnego, guma jak guma, z jakimś rowkiem i co robić z tym dalej? Cały „myk” polega na tym, że ukrywamy w gumie grot haka, co naturalnie zapobiega zaczepom. W momencie brania wysuwa się on z przynęty. Pokazując je kolegom, słyszałam, że stracę niejedną rybę, łowiąc w ten sposób. I tu się mylili… Początkowo sugerując się ich zdaniem, robiłam domowe symulacje brań. Oczywiście starałam się, aby wszystko przebiegało bezpiecznie. Początkowo zbroiłam gumy w czeburaszkę, co uważam za dobry pomysł, jednak w końcu natrafiłam na gumę Magic Swimmer Soft. Była to trójsegmentowa przynęta miękka zaopatrzona w zestaw obciążników (Soft Weight System). Dodatkowo przynęta ta ma szerokie spektrum działania. Posiada własną pracę podczas jednostajnego prowadzenia, ale zbrojona w tradycyjną główkę jigową sprawdza się też przy łowieniu z opadu na głębszej wodzie. Zacięcie ryby nie sprawia problemu, dlatego przestałam się bać offsetu, w zapomnienie poszły setki niecenzuralnych słów, które padały, gdy ściągałam kolejne zielsko z wody zamiast ryby. Obserwacja wody oczywiście robi swoje i skłania do logicznego myślenia. Już drugi sezon jestem zafascynowana woblerami imitującymi żabę. Na początku przygody z tą przynętą podekscytowana momentem brania zacinałam rybę zbyt szybko, co rujnowało moje wyniki. Jednak z czasem nauczyłam się zacinania w tempie. Mam tu na myśli chwilowe odczekanie od zacięcia, aby nieufna ryba mogła odciągnąć przynętę pod taflę wody. Wydaje mi się, że już pod wodą staje się mniej ostrożna i bardziej łapczywie zgryza swoją ofiarę. Przy tym krótkim odjeździe staram się kontrolować palcem, co dzieje się na mojej plecionce. Obecnie w podstawowym ekwipunku posiadam dwie żabki. Pierwszą jest powierzchniowa Pivot Frog, wykonana z miękkiego tworzywa i uzbrojona w jeden hak z dociążeniem. Podczas ataku ugina się, maksymalizując penetrację haka i minimalizując puste brania. Kolejną przynętą jest Frenzy Pop Frog, posiada twardy korpus i elastyczne nogi. Nazwałabym ją hybrydą woblera i gumy. Kuszącą cechą jest to, że posiada wbudowaną grzechotkę.

Magic Swimmer dał mi niejedną piękną rybę.

Dobór sprzętu
Podstawą jest dobranie odpowiedniej wędki, aby swobodnie można było obłowić trudne miejsca, jakimi są „płyciaki” oraz takiej, która umożliwi nam dalekie rzuty. Używam wędziska w zakresie 2,70-3 m. Ciężar wyrzutu przeważnie w granicach 10-35 g. Wszystko jednak zależy od wielkości przynęt, jakimi będziemy łowić. Ważną kwestią jest dla mnie, aby „kij” miał szybką akcję (fast). Kołowrotek też jest ważny, ponieważ to on ma za zadanie poradzić sobie z odjazdami i często siłowym holem. Stosuję plecionkę o grubości 0,16 mm. Jest to według mnie optymalna grubość, która jeszcze mnie nie zawiodła. Obowiązkowym elementem zestawu końcowego jest przypon, sięgam głównie po wolframy. Łowiska, na których łowię, mają często podmokłe brzegi, często niezbędne są mi wodery, żeby dotrzeć w trudno dostępne miejsca.

Tereny w okolicach płycizn często są podmokłe. Niejednokrotnie niezbędne okazują się wodery.

Uważam, że płycizny są niedoceniane przez wędkarzy, a strach przed zerwanymi przynętami w zaczepach jest kluczem, aby zrezygnować z obławiania takich miejsc. Jednak to właśnie takie wody dały mi najwięcej ryb oraz najbardziej emocjonujące hole i brania z powierzchni. Przy odpowiednim dobrze przynęty jesteśmy w stanie zminimalizować straty w naszych pudełkach. Warto się przełamać i poświęcić kilka wędkarskich wypraw na poszukiwanie szczupaków właśnie w „płyciakach”.

Skomentuj