Ebro 2018. Topowe miesiące i przynęty

Przetłumacz:

Do napisania tego artykułu skłoniły mnie częste telefony i maile moich klientów z pytaniem, jaki miesiąc wybrać na swoją wielką hiszpańską przygodę z rybami. Od sześciu lat zajmuję się organizacją wyjazdów do bazy www.karolinaebro.pl.

Średnia ocen:

Gdy jestem w Polsce w każdym tygodniu dostaję aktualne informacje od naszych przewodników o sytuacji w zbiorniku. W tym artykule przeanalizuję sezon 2018 w naszej bazie, co może pomóc miłośnikom rzeki Ebro w wyborze odpowiedniego terminu wyprawy. Zwrócę uwagę na przynęty, które się sprawdziły oraz na najlepsze miesiące i metody łowienia takich gatunków jak bass, karp, sandacz, okoń i oczywiście sum.

Sum od wiosny do jesieni
Sezon w bazie rozpoczynamy z końcem lutego. Wtedy to przewodnicy przylatują do Hiszpanii po zimowym odpoczynku i rozpoczynają wędkarski maraton. Zacznę od tego, co cieszy się największym zainteresowaniem, czyli jak wyglądała sprawa z braniami sumów oraz jaka metoda okazała się najskuteczniejsza. Aktywny połów sumów rozpoczynamy już z początkiem marca w górnej tamie Maquinenzy. W wiosennym okresie preferujemy łowienie sumów w verticalu. Jest to metoda polegająca na łowieniu pionowo z łodzi w dryfie. Dobrze sprawdza się przy niewielkim wietrze, a najlepiej w bezwietrzne dni. Ponadto wymagana jest dobra wysokość słupa i siła strumienia wody. Wiosną 2018 roku ta metoda się nam jednak nie sprawdziła.

Tym razem wiosną vertical się nie sprawdził.

W Pirenejach w tym roku pokrywa śnieżna sięgała siedmiu metrów, a topnienie śniegu było gwałtowne. W rezultacie poziom wody w rzece gwałtownie wzrósł. W dodatku wiał silny wiatr, co całkowicie uniemożliwiło łowienie w verticalu. Nie znaczy to jednak, że całkowicie odpuściliśmy polowanie na rzeczne potwory. Skupiliśmy się na podwodnym spławiku w głównym korycie oraz na łowieniu na bojkę w zatokach. Te dwie metody w marcu okazały się skuteczne i mogliśmy liczyć na suma praktycznie każdego dnia.

Mimo bardzo zimnych wieczorów ryby brały naprawdę dobrze. Pod koniec kwietnia dzięki odpowiedniej pogodzie i rosnącej temperaturze wody mogliśmy rozpocząć łowienie na vertical z kwokiem.

Klienci z sumem 250 cm złowionym w kwietniu.

Metoda ta była niezwykle skuteczna aż do końca wakacji, z wyjątkiem czasu trwania tarła sumów. Wakacje spędziliśmy na sumowym spinningu. Podczas upalnego lata ławice uklejek, na których żerują sumy, gromadzą się w dopływie górnej zapory. Spinning w tym miejscu to prawdziwy zastrzyk adrenaliny i niezapomniana przygoda. Złowienie suma od metra w górę nie był wielkim wyczynem i złowiliśmy ich naprawdę dużo. Trolling, podobnie jak w poprzednich latach, był skuteczny od połowy maja do końca czerwca. Te niecałe dwa miesiące są idealne dla miłośników tej metody. Trollingowaliśmy również przez resztę sezonu, ale tak jak wcześniej wspomniałam maj i czerwiec to topowe miesiące. Wrzesień i październik w tym sezonie z powodu wielkiego wiosennego tarła wszystkich gatunków ryb był dużym wyzwaniem. Przed dziesięcioma laty szef naszej bazy właśnie w tych miesiącach łowił głównie na vertical z kwokiem. Kiedy pogoda mu sprzyjała, wypływał z bazy na duże głębokości. Sumy brały wtedy dobrze na głębokościach od 17 do 35 metrów. Rok 2018 był wyjątkiem - sumy na dużych głębokościach brały kiepsko. W tych miesiącach najwięcej sumów złowionych zostało przy samej bazie. Jak już wcześniej wspomniałam, wiosna była rajem dla tarła wszystkich gatunków ryb występujących w Ebro.

W 2018 roku złowiono wiele karpi przekraczających 20 kg.

W sezonie 2017 w jesiennych miesiącach na zaporze Maquinenza było bardzo mało wody. Brzegi, które normalnie były pod wodą, zarosły różnorodnymi trawami. Wiosną tego sezonu dzięki szybkiemu topnieniu zapora wpuściła płotki, oknie, sandacze i karpie, które w tych miejscach się wytarły. Był to spektakularny widok, ale całkowicie popsuł jesienne łowienie na większych głębokościach w verticalu. Przy brzegu na głębokości około 10 metrów echosonda często pokazywała pięciometrową warstwę ryb wszelkiego gatunku. W sezonie 2018 w naszej bazie sumów o długości ponad 250 cm złowiono łącznie 5. Ryb w przedziale 225-245 cm złowiono tak wiele, że przestaliśmy je liczyć. Był to udany sezon w przypadku sumów, a większość z nich jest udokumentowana w postaci zdjęć w dziale aktualności na stronie www.karolinaebro.pl.

Sierpniowy sum 251 cm

Bassy, karpie, okonie i sandacze
Karpie brały od kwietnia do końca sezonu bardzo dobrze. Złowionych zostało dużo „prosiaczków”, których waga przekraczała 20 kg. Kto regularnie nęcił około 5 kg pelletu dziennie, nie miał najmniejszego problemu z łowieniem. Wiosną i jesienią można było liczyć na karpia, wywożąc zestawy na odległość około 200 m od bazy. Od lat najbardziej skuteczną przynętą jest halibutowy pellet, czy to red halibut czy też klasyczny. Maj i czerwiec był okazją do zabawy z bassami. Najlepszą metodą był oczywiście spinning na różnego rodzaju poppery i woblery. Ja preferuję wabiki maksymalnie do 5 cm, kołowrotki o wielkości 2000, plecionkę grubości 0,20 mm i wędkę do 10 g wyrzutu. Przez resztę sezonu nie było już niestety czasu na bassy.

Maj i czerwiec należał do bassów.

Opowiem teraz, jak sprawa wyglądała z moimi ukochanymi okoniami. W ubiegłym sezonie ataki pasiaków na przynęty nieco się różniły. O łowieniu na gumy można było zapomnieć, ale oczywiście znaleźliśmy przynętę, która ją przechytrzyła. Topową przynętą okazały się srebrne pilkery o wadze 15 g. Konieczne było użycie silnika elektrycznego, aby opływać miejscówki, znajdujące się przy przybrzeżnych skałach i podwodnych górkach. Prawie zawsze, przy częstym zmienianiu miejsca, naszym klientom udawało się złowić reprezentatywnego okonia. Pomimo obfitości pokarmu, jaki ten drapieżnik miał dostępny w wodzie, ubiegły sezon i tak zaliczamy do udanych, jeśli chodzi o brania tego gatunku.

Topową przynętą na hiszpańskie okonie są pilkery.

Sandacze pięknie współpracowały na spinning wiosną tylko w pierwszym tygodniu marca. Używaliśmy główek jigowych o gramaturze 5 g, a topowymi kolorami okazały się seledyn, perła i naturalna srebrno-czarna guma. Po pierwszym tygodniu marca pogoda pokrzyżowała dalsze łowienie sandaczy, spadła woda z Pirenejów, a wiatr nie ustępował. Jedynym plusem było to, że dzięki temu, że wędkarze nie łowili, sandacz bardzo dobrze się wytarł. W październiku zapora była pełna sandaczy o długości mniej więcej 12 cm. Przez resztę sezonu sandacze łowiliśmy w strefie dopływu, głównie o świcie.

Tylko w pierwszym tygodniu marca można było liczyć na sandacza.

Co przyniesie sezon 2019? Tego nie wie nikt, ale ta nieprzewidywalność jest właśnie piękna w wędkarstwie. Ten artykuł piszę jeszcze w marcu i wierzę, że jeśli pogoda dopisze, ten sezon będzie jeszcze lepszy!

Skomentuj