Wszystko na jedną kartę
Wszystko na jedną kartę

Przetłumacz:

Kiedy rozpoczynał się obecny sezon karpiowy zastanawiałem się co zrobić aby był on inny od kilku poprzednich. Co zmienić aby poczuć coś takiego jak na początku mojej karpiowej drogi. Do dzisiaj pamiętam tego pierwszego karpia złowionego na typowy zestaw karpiowy... Czad!!!

Po pierwsze, łowienie z rzutu. Niektórzy z Was na pewno czytali moje artykuły o łowieniu spod nóg. Uwielbiałem i uwielbiam takie łowienie, jest w nim coś specyficznego. Takie zasiadki to z reguły samotne wyprawy, które należy spędzać w ciszy i spokoju. To czas dla siebie samego, czas w którym można się zatrzymać i chwile pomyśleć, nie tylko o karpiach, ale również o całym świecie, który nas otacza.

Samotne noce spędzone pod gwiazdami w ciszy, może nie zupełnej, ale to co słychać dookoła to głos natury.

Dla takich widoków warto się poświęcić!
Dla takich widoków warto się poświęcić!


Po drugie, woda. Typuje jedną z wód na której wiele lat temu miałem okazję parę razy łowić, ale bez większych efektów. Słyszałem, że udało się komuś złowić tam kilka większych karpi, ale poza suchymi informacjami, to woda o nieciekawej reputacji - przekłusowana, o duże presji osób praktykujących zasadę „ile złowię tyle zjem”, straszne, ale prawdziwe. Pomimo tak słabej opinii postanawiam cały sezon spędzić na tym jednym zbiorniku.

Po trzecie, miejsce. Zasada jednego miejsca. Biorąc pod uwagę wielkość, ukształtowanie dna i kilka innych aspektów jest to woda, na której ryby powinny się dość często przemieszczać. Może być tak, że przez kilka lub kilkanaście nocek nic nie złowię, ale jak to mówią „świat należy do odważnych”. Typuje miejsce. Mam na nim do dyspozycji płytszą półkę na głębokości około 2 metrów wzdłuż gęstego pasa trzcin i kilka metrów dalej fajnie opadający stok do głębokości prawie 4 metrów. Co daje ciekawe perspektywy i na zimo i na ciepło. Woda wytypowana, miejsce wybrane, czas rozpocząć sezon w którym planuje spędzić minimum 10 nocek w każdym miesiącu. Jedna woda, jedno miejsce, samotne nocki, cały sezon przede mną.

Nie tylko wielkie ryby cieszą
Nie tylko wielkie ryby cieszą

Maj. Pierwsza zasiadka. Tak jak postanowiłem, wracam do najskuteczniejszego stylu łowienia, do starego stylu. Łowienie z rzutu, hol do brzegu, proste, ale przygotowane z największą precyzją zestawy, systematyczność, brak pośpiechu i spokój. To tu się wszystko zaczyna.
Z tego wszystkiego zapomniałem. W tym sezonie dołączyłem do zespołu AVID CARP i z jednym kolegą z Krakowa będziemy reprezentować barwy AVID w Polsce. Dziękuję firmie AVID za zaufanie i cieszę się, że akurat w takim sezonie jak ten będę mógł testować ich sprzęt. Zwłaszcza na tak trudnej wodzie. A więc do dzieła.
Pierwszy zestaw buduje na miękkiej plecionce przyponowej Avid Pin Down 20lb. Bardzo miękka i dość ciężka plecionka dzięki czemu można być pewnym, że przypon idealnie przylega do dna. Bardzo fajny kolor, ciemne kamo idealnie kamufluje zestaw na każdym rodzaju dna. To co jeszcze zwróciło moją uwagę to to, że dzięki sporej masie i idealnie okrągłemu przekrojowi plecionka podczas rzutów nie plącze się i idealnie układa na dnie. Haczyk Reaction CRV również ze stajni Avid to jeden z moich ulubionych kształtów, a więc w tym sezonie również stawiam na niego. Do tego jeszcze małe kółeczko łącznikowe i zestaw gotowy.
Zestaw drugi buduje podobnie jak pierwszy, a jedynymi różnicami jaką będę stosował to inna długość przyponu, inny aromat przynęty i inna jej prezentacja.

Piękna, zdrowa ryba bezpiecznie ląduje w kołysce
Piękna, zdrowa ryba bezpiecznie ląduje w kołysce

Swoją pierwszą w tym sezonie majową zasiadkę poprzedziłem kilkudniowym nęceniem. Po zimowej przerwie od łowienia człowiek jest tak spragniony pobytu nad wodą, że nawet brak brań nie zniechęca. I właśnie tak mija moja pierwsza majowa nocka. Bez brań.
Druga noc minęła podobnie jak pierwsza, z tym, że było kilka drobnych piknięć sygnalizatora, które obudziły zmysły. To dopiero początek moich przygód na tej wodzie, także mam czas, cały sezon przede mną i na pewno nie zamierzam się zniechęcać.
Trzecia noc to przełom. Kilka minut po północy kładę na matę dużego karpia pełnołuskiego i to jest szok. Tylko trzy noce nad wodą i mam piękną rybę z nowo poznawanej wody. Walka jakiej już dawno nie stoczyłem z żadnym karpiem. Ciemna noc, w spodniobutach na skraju trzcin, bez latarki aby nie zdradzić swojego miejsca. Przez te kilka minut czułem się w pełni połączony z wodą, rybą i całą otaczającą mnie naturą. Wszystkie myśli skupione tylko na jednym, na holu, aby nie popełnić jakiegoś błędu o który nietrudno po dłuższej przerwie od łowienia. Po kilkunastu emocjonujących minutach piękny pełnołuski sprinter ląduje na macie. Tylko trzy nocki wystarczyły aby przechytrzyć taką bestię. Co ta woda jeszcze przede mną kryje.
Do rana nic już się nie dzieje. Dopiero przy pakowaniu sprzętu sygnalizator znowu się odzywa. Krótki pik i po kilku sekundach mocny odjazd. Kilka minut pięknego holu z wody i drugi karp gości na mojej macie. Ryba znacznie mniejsza, ale specyfika holu podobna, tak więc satysfakcja olbrzymia. Już nie mogę się doczekać kolejnych nocy. Jak to zwykle jednak bywa po wzlotach zdarzają się również upadki. I tak też się stało. Kilka kolejnych nocek notuje całkowicie bez brań.

Pełnołuski karp o sportowej sylwetce okazał się godnym przeciwnikiem
Pełnołuski karp o sportowej sylwetce okazał się godnym przeciwnikiem

Czerwiec. Nie zwalniam tempa. Miejsce jest systematycznie nęcone i przygotowywane do czerwcowych nocek. Pierwsze dwie noce mijają szybko, nie tylko z powodu braku ryb ale również jak to w czerwcu bywa dni są teraz najdłuższe. Zmiana przychodzi trzeciej nocy. Jest branie. Po wspaniałym holu nieduży, ale pięknie ubarwiony karp ląduje na mojej macie. Sam sposób holu, czyli te zakładane za każdym razem spodniobuty, hol z wody, ze skraju trzcin w zupełnej ciemności jest tak emocjonujący, że w tym wypadku wielkość ryby nie ma znaczenia.
Kolejne dwie czerwcowe noce i kolejne dwa nieduże karpie na macie. Jak do tej pory wszystko się sprawdza, a więc same zestawy, miejsca ich kładzenia i przynęty pozostawiam bez zmian. Po trzech pięknych nocach z rybami na macie przyszedł czas na przerwę w braniach i tak kolejne parę nocek notuje bez brań.

Odpowiednio skomponowany zestaw końcowy potrafi wiele zmienić
Odpowiednio skomponowany zestaw końcowy potrafi wiele zmienić

Lipiec i sierpień, rozpoczęły się wakacje. To okres w którym jeden z zestawów z reguły przerabiam pod amurowe brania. Jednak tym razem postanowiłem nic nie zmieniać. Mija parę nocek podczas których odnotowuje kilka mocnych szarpnięć za przynętę, ale bez zacięcia się ryby. Łowię również dwa spore leszcze. Niektóre z tych brań, które miałem pasowały pod typowe próby pobrania przynęty przez leszcze, ale dwa lub trzy były zupełnie inne. Obstawiam na amury. Słyszałem o wielkich amurach łowionych w dawnych latach na tym zbiorniku, więc pora na zmiany w przyponach. Na efekty nie trzeba był długo czekać. Już drugiej nocy po zmianie zestawów mam mocny wyjazd, zanim założyłem spodni buty i zanim wszedłem do wody ryba wyjechała już na sporo ponad 100 metrów. Spojrzałem na szpulę kołowrotka i nie mogłem uwierzyć, że w tak krótkim czasie można zrobić taki długi wyjazd. Rozpoczął się ciężki hol, ryba była bardzo daleko, a podwodne górki i zaczepy nie ułatwiały zadania. Udało mi się podholować rybę na około 40 metrów, po czym zrobiła kolejny mocny odjazd. Nie chcąc dopuścić aby weszła w zaczepy postanowiłem ją przytrzymać siłowo. I to był błąd. Próba sił skończyła się spinką. Nie chcecie usłyszeć jaka wiązanka poszła w kierunku wody... Nie mogłem zasnąć przez kolejne godziny po tej spince, ale już wiedziałem, że bez pontonu tych największych sztuk nie uda się wyjąć. Od kolejnej zasiadki postanawiam zabierać ze sobą ponton i w tych najtrudniejszych sytuacjach wypływać po rybę.
Wakacje natomiast mijają już tylko pod znakiem mniejszych, a wręcz tych najmniejszych karpi i leszczy. Amura również nie udało mi się przechytrzyć. Jednak idziemy w kierunku czasu, który będzie sprzyjał największym sztukom. Już nie mogę się doczekać jesiennych zasiadek. Chłodnych, nie raz deszczowych, ale to właśnie ten czas kiedy będę liczył na wyjazd dużego karpia.

Worek w wodzie, czyli karp odpoczywa po wyczerpującym holu
Worek w wodzie, czyli karp odpoczywa po wyczerpującym holu

Wrzesień czas zacząć. Pierwszy tydzień, to całkowity brak czasu na szybkie nocki. Pozostaje nęcenie i przygotowywanie miejsca na dłuższy maraton który szykuje. Zaplanowane mam 9 nocy z rzędu z jedną pauzą na weekendy. Startuje. Kilka pierwszych nocy to drobne brania i jeden leszcz. Dopiero piątej nocy, a już raczej nad ranem budzi mnie piękna rolka. Walka kończy się wynikiem 1:0 dla mnie i na macie ląduje piękny prawie 14kg karp. Jest fajnie. Zapał rośnie. Przede mną kolejne noce. Pojawił się pierwszy muszą przypłynąć kolejne. Jedna noc przerwy i kolejny karp ląduje na mojej macie. Mniejszy, bo waga wskazuje trochę ponad 10kg, ale bardzo waleczny, także fajne dwie noce za mną. Zaliczam dwie dwu cyfrowe ryby, a więc teraz pora na mojego upragnionego „big fisha” z dwójką z przodu. Przedostatnia noc z mojego wrześniowego maratonu i już przed godzina 23.00 ląduje na macie piękny 11kg karp. Szybka zmiana przynęty, sprawdzenie czy wszystko jest ok i zestaw ląduje w tym samym miejscu. Mija zaledwie niecała godzina i jest piękna długa rola. Zakładając spodniobuty słyszę ciągły dźwięk sygnalizatora, który przypomniał mi branie z wakacji, to branie, po którym mogłem stracić swoją życiówkę. Dobiegam do wędki i widzę podobną sytuację jak w wakacje. Na kołowrotku brakuje ponad 100 metrów żyłki. Rozpoczynam hol, który trwa około 4 minut i jest bardzo trudny, ryba mocno muruje i trzyma się bardzo głębokich partii wody. Robi kolejny wyjazd i w tym momencie podejmuje decyzję o użyciu pontonu. Nie chcę jej stracić tak jak to miało miejsce w wakacje. Wypływam i ku mojemu zdziwieniu dopływam prawie do drugiego brzegu oddalonego o ponad 150 metrów od położenia zestawu, ale to nie koniec. Ryba robi zwrot i wraca na środek wody. Idzie najgłębszą jej rynną trzymając się dna. Zacząłem się nawet zastanawiać czy aby to nie sum, ale z drugiej strony nie zdarzyło mi się aby sum zrobił aż taki długi wyjazd. W końcu udaje mi się podciągnąć rybę pod lustro wody i w tym momencie widzę olbrzymiego karpia. Jest duży, bardzo duży. Już wiem, że jak uda się go podebrać to będzie moje PB z mazowieckich wód. Natomiast w tym momencie karp mocno dociska i znów nurkuje na około 5 metrów poda samo dno. Hol trwa jeszcze około 2-3 minut i zmęczony karp ląduje w moim podbieraku. JEST!!! Płynę do brzegu. Karp na matę i czas na ważenie. Wskazówka wagi zatrzymuje się sporo poza dwójką z przodu, jest!!! to moje nowe PB z mazowieckich wód. Te dwie ryby z tej nocy to moje ostatnie wrześniowe ryby. Jedno co mogę powiedzieć to sukces, moja wytrwałość została nagrodzona. Trwało to kilka miesięcy, kilkadziesiąt nocy, ale się udało, mam 20+ i to grube 20+ z mazowieckiej dzikiej wody.

Po udanym holu trzeba przybić "piątkę" ze swoim przeciwnikiem...
Po udanym holu trzeba przybić "piątkę" ze swoim przeciwnikiem...

Październik poukładał się całkowicie nie po mojej myśli i z kilkunastu zaplanowanych nocy zostały mi tylko 4-ry podczas których udało mi się złowić jednego niedużego karpia. Mój sezon karpiowy dobiega końca. Trudne czasy które w tym roku nastały dały mi w kość, a że prowadzę własny interes, drukarnię, to muszę myśleć też o swojej firmie. Ostatnie trzy miesiące roku to czas dla drukarni, dlatego odpuszczam już i dam odpocząć karpiom. Jestem spełniony w tym sezonie, wykonałem założony plan w 100%.

Na koniec dodam jeszcze. Może nie powinienem, ale nie mogę zrozumieć takiego postępowania dlatego zdecydowałem się to napisać. Osoby tak postępujące nie powinny zwać się karpiarzami tylko, właśnie tylko jak ich nazwać? Jedyne co mi przychodzi do głowy nie może być opublikowane na łamach czasopisma, ale zrozumcie, że karpiarz to osoba:
umiejąca samodzielnie wytypować wodę
umiejąca samodzielnie zlokalizować karpie
i umiejąca poświęcić czas na przygotowanie miejsca
W tym sezonie natomiast spotkałem kilku „agentów Tomków”, którzy zamiast samodzielnie pomyśleć, włożyć trochę pracy i złowić piękne karpie próbowali mnie śledzić, próbowali zdobyć informacje, gdzie łowię, na co łowię. Czy karpiowanie polega na tym by przyjść „na gotowe”? By bez wysiłku zdobyć to na co inni ciężko pracują cały sezon?
Życzę wszystkim samych sukcesów nad wodą i spełnienia założonych planów w nadchodzącym sezonie 2021. Do zobaczenia nad wodą.

Postawienie wszystkiego na jedną kartę opłaciło się!
Postawienie wszystkiego na jedną kartę opłaciło się!

Skomentuj