Łowimy w zatokach - leśna woda
Łowimy w zatokach - leśna woda

Przetłumacz:

Małe, dwunastohektarowe jezioro leśne położone w całkiem odludnym miejscu. Dookoła piękny las, przyroda i klimatyczne zatoczki porośnięte grążelem. Odgłosy natury i czyste powietrze, tylko ja, woda i … karpie? No właśnie, czy były karpie i jak je łowić w tych zatokach? Zapraszam do artykułu.

Średnia ocen:

Wyprawę nad leśne jezioro Studniczka, miałem w głowie od dwóch lat, kiedy to przy okazji rekonesansu nad nową wodę karpiową Missisipi, która leży nieopodal i którą zapewne już dobrze znacie, przyjechałem nad ten zbiornik. Urok wody powalił mnie na tyle, że od razu w głowie zaświtał pomysł na przyjazd na tygodniową sesję z zamiarem „otwarcia” wody i sprawdzenia co w niej pływa.

Z racji tego, że uwielbiam wyprawy w nieznane i lubię zbiorniki, gdzie niepoliczona jest ilość ryb, lipiec 2020 był miesiącem, w którym zwarty i gotowy, wspólnie z moją drugą połową, stawiliśmy się nad brzegiem wody. To było już drugie moje podejście do zbadania tego jeziora. Pierwsze miało miejsce na początku kwietnia, wówczas udało się złowić jednego karpia. Kwiecień jednak to dość zimny miesiąc na północy Polski, przyroda i woda były lekko mówiąc „martwe”, ciężko było mi wówczas zaobserwować cokolwiek, co pozwoliłoby zaplanować jakąś realną taktykę. Natomiast lipiec, środek lata, ryby już po tarle - był to więc doskonały okres, aby ponownie zweryfikować, co pływa w toni tego polodowcowego jeziora z leśnych ostępów.

Otoczone lasem jeziorko ma niesamowity klimat
Otoczone lasem jeziorko ma niesamowity klimat

Obraz zbiornika i terenu wokoło całkowicie się zmienił w porównaniu do kwietnia, lustro wody w zatokach pięknie porośnięte roślinnością, w strefie przybrzeżnej trzcinowiska, a pod wodą widać było połacie rdestnicy. Całe jezioro wyglądało bardzo malowniczo, teraz można było zaplanować miejsca położenia zestawów, a potencjalnych miejsc było naprawdę dużo. Przy jedynym stanowisku, jakie istnieje w linii brzegowej i jakie oferuje obecny gospodarz wody, mając całe dwanaście hektarów na wyłączność, mamy niemalże nieograniczone możliwości! To wręcz spełnienie marzeń, cała woda tylko dla nas. Trzeba naprawdę docenić gospodarza za możliwość obcowania z dziką przyrodą w zupełnym odosobnieniu, jest to naturalne jezioro polodowcowe, co jest wielkim atutem. Nie spotkałem się jeszcze w Europie z takim łowiskiem – 12 hektarów i tylko jedno stanowisko - to prawdziwa gratka dla każdego konesera karpiowej sztuki.
Wróćmy jednak do sedna, czyli sposobu łowienia w kameralnej, płytkiej wodzie z zarośniętymi zatokami. Uwielbiam łowić właśnie w takich wodach, ma to swój szczególny urok, ale wymaga sporego zaangażowania i przygotowania sprzętowego, co osobiście dla mnie jest zawsze na plus.

Płytkie zatoczki to wbrew pozorom całkiem dobre miejsca na ulokowanie zestawu
Płytkie zatoczki to wbrew pozorom całkiem dobre miejsca na ulokowanie zestawu

Mając do dyspozycji całe jezioro, ciężko było się zdecydować, jakie miejsce wybrać na nęcenie i położenie zestawów. Wybór padł po kilku godzinach pływania z echosondą i stukadłem. Jezioro nie jest głębokie, dno na większości obszaru okazało się bardzo miękkie i muliste, co zresztą jest uzasadnione w małej leśnej wodzie. Jeśli ryby mają do dyspozycji tylko miękki muł, a takie dno występuje na 90% powierzchni, to właśnie na takim mule będą żerowały, są do tego przyzwyczajone i szukanie wówczas na siłę twardego dna mija się z celem. Jezioro to ma kilka zatoczek, w tym jedną bardzo dużą i płytką, porośniętą grążelami i rdestnicą. Są to atrakcyjne miejsca na położenie naszych kulek. Trzeba tylko dokładnie i precyzyjnie wytypować miejsce postawienia samych zestawów tak, aby nie zatopiły się w zbyt miękkim dnie lub nie zginęły w gęstym dywanie roślinności bądź zaczepiły o kłącza lilii wodnych. Łowiąc w bezpośrednim sąsiedztwie grążela, musimy zwrócić uwagę na gęstość roślin, przewidzieć, gdzie karp po braniu może wpłynąć, przeanalizować czy będziemy w stanie go holować i podebrać z tej gęstwiny. Czasem warto zaryzykować i położyć nasz zestaw bardzo blisko grążela, ale czasem, szczególnie gdy ma to miejsce w dużym oddaleniu od naszego stanowiska, trzeba odsunąć się na kilka metrów i zrobić ścieżki z zanęty. Możemy także pokusić się o łowienie bezpośrednio w samych roślinach, wtedy jednak nasze szanse wyholowania maleją, a i zestaw musimy położyć niezwykle dokładnie. Wówczas trzeba odpowiednio ułożyć i przymocować żyłkę, by nie wpleść jej we wszystkie rośliny po drodze do naszego stanowiska, a także być przygotowanym na hol z pontonu.

Ponton na pełnym roślinności łowisku to nieoceniona pomoc
Ponton na pełnym roślinności łowisku to nieoceniona pomoc

Ja zdecydowałem się na trzy całkiem odmienne miejsca, celem było sprawdzenie, gdzie może przebywać ryba. Jedno z miejsc to była głębsza zatoka, częściowo porośnięta grążelem, ale nie było tam rdestnicy. Średnia głębokość tej zatoczki to trzy metry, więc jak na to jezioro, gdzie znalazłem maksymalnie cztery metry, to głęboko. Drugi zestaw powędrował w kolejną zatoczkę, tym razem płytką, gdzie zaraz za pasem grążela miałem maksymalnie 1 metr, ale za to kilkanaście metrów dalej dno gwałtownie schodziło do czterech metrów, idealne miejsce! Karpie mogą wychodzić z głębszej wody na zanęconą stołówkę lub wędrować w pasie płytkiej wody przy grążelach, rokowało to optymistycznie. Trzeci zestaw położyłem na otwartej wodzie, było to wyjście z zatoki. Nie było tam grążela, a dno porastały połacie rdestnicy. Łowienie w bezpośredniej bliskości rdestnicy jest ryzykowne, ponieważ roślina ta ma twarde łodygi, z których ciężko wyplątać karpia, byłem jednak na to przygotowany. Wędzisko, jakie stosuję przy połowie z pontonu, jest krótsze i mierzy 3,30 m z możliwością skrócenia topu do 3 metrów, co ułatwia hol ze środka pływającego. Do kompletu solidny podbierak, koniecznie ze sztywną ramą, plus hak na sztycy do odhaczania z zarośli i do dzieła!

Odludne łowisko, piękna przyroda i najlepszy towarzysz karpiowych wypraw. Czego chcieć więcej?
Odludne łowisko, piękna przyroda i najlepszy towarzysz karpiowych wypraw. Czego chcieć więcej?

Jakk nęcić w niedużej, zarośniętej wodzie? Moja szkoła wyznaje zasadę, iż ilość zanęty uzależniam od wielkości wody, jej temperatury oraz pogłowia ryb. Dwa pierwsze czynniki były mi znane, natomiast pogłowie karpia zupełnie niewiadome, co, notabene, jest bardzo atrakcyjne, ponieważ pobudza wyobraźnię karpiarza. Zdecydowałem się więc na trzy różne sposoby nęcenia w tej wodzie tak, aby sprawdzić, co będzie się działo i uatrakcyjnić swoją zasiadkę. Trzy sposoby w trzy różne miejsca, czyli: dużo i grubo, mało i drobno oraz punktowo z PVA i garścią kulek dookoła...ot cała taktyka nęcenia. Uzależniłem to tylko od twardości dna. Same smaki kulek to była zupełnie nieistotna dla mnie kwestia.

Trzy wędki, trzy odmienne miejscówki i trzy różne sposoby nęcenia. Czy to się uda?
Trzy wędki, trzy odmienne miejscówki i trzy różne sposoby nęcenia. Czy to się uda?

Jak skończyła się moja karpiowa walka nad leśnym jeziorem? Otóż bardzo pozytywnie, wszystkie zatoki dały mi ryby! Jakie wnioski się nasunęły i które miejsce okazało się najbardziej owocne? Tutaj muszę powiedzieć, że różnice były minimalne, ryba intensywnie żerowała i wchodziła mi regularnie w każde miejsce, ale tylko w nocy. Każdej nocy notowałem brania, w dzień karpie w ogóle nie były aktywne. Czy któreś miejsce było szczególne? Otóż najwięcej ryb wyholowałem z miejsca, gdzie płytka zatoka stykała się z najgłębszym miejscem w tym jeziorze, tym sposobem potwierdzając moje domysły, że to może być bardzo interesujące miejsce dla ryb. Kolejnym z miejsc było wyjście z zatoki tuż przy dywanie z rdestnicą, tam również wyholowałem kilka karpi. Jednak na końcowy efekt nałożyło się wiele czynników, więc moje doświadczenie to nie recepta na złowienie karpia z tej wody, zawsze musimy brać poprawkę na to, że w innym czasie, z inną pogodą te miejsca mogą być zupełnie nieefektywne. Łowienie karpi to ciągłe doskonalenie i ciągła nauka, a i tak wciąż karpie nas zaskakują, nie ma 100% recepty na złowienie karpia i to jest w tym hobby najpiękniejsze. Jeśli do tego mamy taką piękną i klimatyczną leśną wodę jak Jezioro Studniczka, nazwane przez obecnego gospodarza „Missisipi VIP”, no to już mamy pełnię szczęścia.

Skomentuj