Zrób krok w tył, by ruszyć naprzód!
Zrób krok w tył, by ruszyć naprzód!

Przetłumacz:

Czasem dochodzimy do wędkarskiej ściany, zadając sobie pytanie „co robię źle”? Mamy wiedzę, sprzęt i doświadczenie, a nasze wyniki nie poprawiają się. Jak przełamać ten impas? Cofając się!

Średnia ocen:

Przymusowa kwarantanna wszystkim nam dała się we znaki i chyba wiele osób poczuło w tym czasie swoisty głód łowienia jaki niektórzy czują każdego dnia, gdy nie są nad wodą! Jedni wzięli się za czytanie gazet, inni ostro dyskutowali na grupach, jeszcze inni zaczęli planować sezon tydzień po tygodniu. Osobiście też wykonałem masę zaległych prac i masę porządków, by być gotowym na otwarcie łowisk.

Pewnego wieczoru zadzwonił do mnie kolega i zadał mi ciekawe pytanie – Mario co zrobić by być skutecznym nad wodą ?!?
Być może wiele osób pomyśli, że chyba pytał „amator” albo „niedzielny”. Ale „niedzielny” ma mega sprzęt – wiadomo sprzęt nie łowi, ponton, echosonda, kamera, torby pełne przynęt, 300 kg towaru w garażu różnych firm, łódki zdalnie sterowane, dziesiątki katalogów, a nawet własnoręcznie rolowane kulki z wszelkich możliwych sypkich cudów dostępnych na rynku. „Kumaty” gość z zapleczem, a pyta jak łowić… Po dłuższej rozmowie kolega stwierdził, że ma wszystkie gadżety do „podglądania” ryb, przynęty jakie tylko chcą ryby, a mimo to czuje, że jego wyniki z sezonu na sezon wcale nie są lepsze!

Wiedza i doświadczenie oraz szczypta zdrowego rozsądku są najlepszymi składnikami miksu na kulki proteinowe
Wiedza i doświadczenie oraz szczypta zdrowego rozsądku są najlepszymi składnikami miksu na kulki proteinowe

Pewnie z wielu z Was w tym momencie ma wrażenie, że są właśnie tym wspomnianym kolegą! Powiem więcej, sam kiedyś byłem w takiej sytuacji! Pogłębiałem swoją wiedzę, angielskie gazety, które prenumerowałem łykałem codziennie w mgnieniu oka myśląc, że teraz o karpiach wiem już wszystko, a na macie będą lądowały same 20+! Poznałem również kilka „tajemnic” zagranicznych przynęt karpiowych, naczytałem się o składnikach, bez których kulka wręcz nie jest kulką… Zainwestowanych kilka dobrych tysięcy w komponenty, rolling świeżutkich kuleczek, a nad wodą ryby 10-15 kg. OK – karpiowanie uczy pokory, warunki pogodowe niekorzystne, skoki ciśnienia, za ciepło, za zimno... Ciągle było jakieś „ale”, a sezon leciał nieubłaganie. Połowa roku, wyniki średnie, portfel kwiczy, półki uginają się od nowości, od magicznych składników, a dużych ryb jak na lekarstwo…

Prostota bywa nadzwyczaj skuteczna... choć nie zawsze...
Prostota bywa nadzwyczaj skuteczna... choć nie zawsze...

Pewnego razu dzwoni do mnie kolega – „Mario siedzę na żwirowni, wpadnij do mnie chociaż na weekend posiedzimy razem, pogadamy”. W pracy roboty po pachy, ale w piątek po południu spakuję się minimalistycznie i skoczę do kumpla na nockę chociaż posiedzieć pooddychać świeżym powietrzem po całym tygodniu stresów. W czwartek po południu dzwonię do kumpla zapytać jak tam sytuacja nad wodą – bierze coś? W słuchawce słyszę przykrą informację w żargonie karpiowym – totalny stoper na wodzie! Kurde człowiek to ma zawsze „szczęście” jak idzie weekend to akurat nie biorą.. No trudno – realizuję plan B pomyślałem – nie biorę żadnych kulek skoro nie gryzą, ugotuję kilka ziemniaków, trochę ziaren i pobawię się z „drobnicą” przy trzcinkach. Nad wodą byłem wieczorkiem, sondowanie poszło mi sprawnie, bo taktyka była prosta – płynę w prawo pod trzciny i na „półce” stawiam ziemniaka! Godzinka roboty i zestawy już były rozstawione. Dwa drinki i do wyra – czas wreszcie odpocząć i „dychnąć” po całym tygodniu. Zero spławów w nocy, zero spławów nad ranem, martwica totalna, kolegi zestawy nęcone od tygodnia również milczały jak zaklęte. Rano przyszła pora na śniadanko i pyszną jajecznicę karpiową. Nagle kolega krzyczy do mnie – Mario gdzieś jedzie – to chyba twoje sygnałki – obracam się, a ze szpuli jedzie aż miło!! Wskakuję w ponton, zmniejszam kąt żyłki i zaczyna się walka! Po kilkunastu minutach podbieram nawet fajnego karpia, który na macie prezentuje się całkiem okazale. Szok, na „ziemniora” spod samych trzcin taka ryba! Śmiejemy się z tego faktu, ale jak to mówią takie też się liczą! Szybka sesja – nowe ziemniaki na włos i wiozę zestawy z powrotem pod trzciny. Nie wierzę już w żadne branie, a jegomościa z poranka traktujemy trochę jak łut szczęścia. Godzina 10, robi się naprawdę gorąco (połowa czerwca), a na moim prawym kiju stary dobry Fox zaczyna wyć w niebo głosy! Drugie branie i to w tak upalny dzień! Udany hol i kolejna ryba wpada do podbieraka. Dobijam do brzegu i już się tylko z Mańkiem śmiejemy. Sesja, piątka, zimne piwko i to uczucie… Radość, spełnienie, zaskoczenie, mętlik w głowie, ale taki pozytywny… Upał, łowienie z marszu, brak brań od kilku dni na wodzie, nęcone miejsca milczą, a dwa piękne karpie biorą na ziemniaka spod brzegu… Jak, dlaczego, ale… To jest właśnie karpiowanie!

Stary, poczciwy ziemniak w nowoczesnym wyadniu. Ciągle o nim pamiętam...
Stary, poczciwy ziemniak w nowoczesnym wyadniu. Ciągle o nim pamiętam...

Dzisiejszy świat, rynek, w ogóle życie pędzi naprzód! Producenci prześcigają się w wprowadzaniu nowości, adaptowaniu kolejnych mączek, ekstraktów na potrzeby rynku karpiowego. Sam lubię nowości, trzeba iść z duchem czasu przecież, fajnie spróbować czegoś nowego. Myślę, że to nic złego i kto chce może korzystać z bogatej oferty firm karpiowych. Uważam jednak, iż stosowany dzisiaj agresywny marketing w połączeniu z „presją” mediów społecznościowych w postaci wrzucania setek zdjęć z rybami sprawia, iż wielu z dzisiejszych karpiarzy ulega „zatraceniu”! Pokazuje się im, „magiczne” właściwości nowości, kusi jaskrawym kolorami sprawiając, iż decyzję o zakupie podejmujemy pod wpływem impulsu, a nie przemyślanej decyzji. Tak jak wspominałem na początku wszystko jest dla ludzi i tylko od nas zależy, czy będziemy zadowoleni z zakupów o ile dobierzemy je odpowiednio do sytuacji i łowiska, na którym chcemy je zastosować! Osobiście doszedłem kiedyś do „ściany” i powiedziałem sobie dość! Pomny mojej wyprawy z ziemniakami w wiaderku, postanowiłem odłożyć katalogi na bok, nie szukać cudownych dodatków, a skupiłem się na tym, by zacząć od początku, od podstaw. Moja „przemiana” była prosta i to samo doradziłem koledze, który zapytał mnie jak poprawić swoją skuteczność. Wyposażyłem się na nowo w notatnik – zapiski i odpowiednia ich analiza to mega ważna rzecz – nawet w życiu jak i na gruncie zawodowym to coś kluczowego! Lornetka i okulary polaryzacyjne do skutecznej obserwacji łowiska. W kwestii przynęt zacząłem od tych „prostych” – stawiając na odpowiednią wartość odżywczą, ale bez użycia 40 składników, z wykorzystaniem produktów naturalnych.

Zawsze zwracam uwagę na bazę pokarmową danego zbiornika, by wiedzieć co włożyć na włos.
Zawsze zwracam uwagę na bazę pokarmową danego zbiornika, by wiedzieć co włożyć na włos.

Ktoś powie, że koleś się uwstecznił – tak dokładnie – zrobiłem krok w tył by potem ruszyć na przód! Miałem wiedzę, którą przesadnie wykorzystywałem zwłaszcza w komponowaniu miksów – już taka natura człowieka, że pokusa stworzenia „lepszego” z czegoś dobrego często daje efekt odwrotny. Okazuje się, że kulki niemal z samych mączek i ekstraktów jednak nie są „najatrakcyjniejsze” dla karpi w dłuższej perspektywie, a najdroższe dodatki nie zawsze podnoszą skuteczność. Zaskoczeni? Miszmasz i ułańska fantazja w komponowaniu miksów nie zawsze spotka się z entuzjazmem karpiowych podniebień. Więcej czasu również spędzałem na obserwacji ryb oraz analizie połowów i to nie tylko moich w określonych warunkach pogodowych. Mając taką przekrojowa informację i notatki nagle pewne prawidłowości zaczynały być oczywiste.

Wschód słońca to najlepsza pora na branie.
Wschód słońca to najlepsza pora na branie.

Najważniejszą rzeczą w karpiowaniu jest jednak otwarty umysł i odwaga. Niewiele pozostało łowisk, gdzie możemy korzystać z wody praktycznie bez presji innych karpiarzy. Intensywne nęcenie, częste organizowanie na wodzie zawodów karpiowych jak i sama presja wędkarska wpływa na zachowanie ryb. Nagle okazuje się, że karpie lepiej biorą z płaskiego dna lub spod „nóg” niż z górek czy z podwodnych blatów, tudzież innych książkowych spotów. Okres kwarantanny był bardzo ciekawym potwierdzeniem tego co piszę. Pierwsze słoneczne dni i „nielegalne” wypady nad wodę, by posiedzieć w krzakach pokazały jak „książkowo” zachowują się ryby, gdy nie ma wędkarzy nad wodą. Ba, można powiedzieć więcej – wszystkie zwierzęta zmieniły swoje zachowania, gdy ludzie został w domach! To niesamowite jak natura szybko zareagowała na ten fakt i jak wiele zmian zaszło w środowisku naturalnym! Dlatego zamiast ścigać się w pontonach, kto dalej wywiezie zestawy i spieszyć się w czasie sondowania warto „zwolnić” i rzucić okiem również na ciekawe miejsca przy brzegu, gdzie potencjalnie karpie mogą mieć trasy swoich wędrówek lub źródło pokarmu spadające z drzew czy też zarośli. Jedna uwaga i wskazówka – warto jednak zachowywać się ciszej na brzegu w takich sytuacjach i rozstawić namiot kawałek dalej od wody. Dalekie wywózki „nauczyły” wielu z nas „imprezowania” nad wodą, a jednak duże ryby lubią ciszę…

Banalna czynność, która stanowi o sukcesie każdej zasiadki - obserwacja!
Banalna czynność, która stanowi o sukcesie każdej zasiadki - obserwacja!

Karpiowanie zawsze było dla mnie sztuką. Jako młody chłopak podziwiałem wytrwałość i taktyczne łowienie karpiarzy. Typowanie łowiska, nęcenie wstępne, mega kosmiczne przynęty intrygowały mnie niesamowicie. Komercjalizacja tego hobby i dziesiątki łowisk prywatnych zmieniły bardzo oblicze karpiowania. Łowienie stało się „łatwiejsze”, wygodniejsze i dostępne dla większej rzeszy osób. Na pewnych łowiskach by być skutecznym wystarczyło serwować rybom nowości, coś innego by łowić dziesiątki ryb. Na wodach ogólnodostępnych, które obecnie przeżywają swoją drugą młodość trzeba jednak czegoś innego, instynktu, czucia, ale i wiedzy, mądrych decyzji. By łowić skutecznie warto zatrzymać się na chwilę, zapomnieć o schematach i szablonowym działaniu, a skupić nie na tym co „tu i teraz”! Doskonałym „treningiem” są wypady w nieznane, na nowe łowiska. Wtedy niejako jesteśmy zmuszeni do myślenia i poszukiwania ryb jeśli chcemy odnieść sukces! Na „swojej” wodzie często mamy wypracowane gotowe scenariusze, które stosujemy niezależnie od warunków, a zjeżdżając o blanku pojawiają się tłumaczenia typu pełnia księżyca, wysokie ciśnienie, warunki niekorzystne lub niestety brały tylko małe. Mamy dwa kije dlaczego chociaż jednego zestawu nie poślesz w miejsce, w które nikt by nie odważył?! Warto kombinować i wierzyć w siebie oraz swoje możliwości. Warto być cierpliwym i mozolnie pracować na swój sukces – bo tylko wtedy będzie nas cieszył i zapewni nam uczucie spełnienia – którego każdemu z Was życzę z całego serca! Nie bójcie zrobić czasami kroku w tył by ruszyć na przód!

Zachód słońca to magiczna chwila i początek nowej nadziei na nocnego potwora.
Zachód słońca to magiczna chwila i początek nowej nadziei na nocnego potwora.

Skomentuj