Tajemnice górskich zaporówek cz. 2
Tajemnice górskich zaporówek cz. 2

Przetłumacz:

Karpiowanie w zaporówkach w moim regionie, a mam tu na myśli południe Polski, cieszy się ogromnym powodzeniem, gdyż są stosunkowo liczne. Te górskie są mniejsze, ich specyfika budowy znacznie różni się od tych wielkich, nizinnych. Są za to bardziej tajemnicze.

Średnia ocen:

Zbiorniki zaporowe należą do najtrudniejszych łowisk dla wędkarzy nastawionych na połów ryb karpiowatych. W pierwszej części o górskich zaporówkach opisałem moje odczucia i obserwacje jakie poczyniłem bywając nad brzegiem różnych zbiorników. Choć każdy ma swój niepowtarzalny charakter to można zauważyć podobieństwo w zachowaniu ryb oraz inne cechy wspólne tych wód. W takim łowisku trzeba po prostu umieć prawidłowo wytypować miejscówkę, a ustalenie tego z marszu opiera się prawie wyłącznie na szczęściu wędkarza. Dlatego przed pierwszym obfitym nęceniem, oprócz długotrwałej obserwacji wody, wskazane byłoby odnalezienie koryta rzeki. Górskie zaporówki przede wszystkim są wodami przepływowymi, więc mają dość wyraźne koryto. Rzecz jasna koryto współczesne, może przebiegać inaczej niż koryto rzeki przed zalaniem zaporówki, zwłaszcza w wodach nizinnych. W tych górskich, w odróżnieniu raczej nie znajdziemy koryta współczesnego i starego. Prawie zawsze jest jedno. A dlaczego? Duże wahania wody, szybkie przepływy, wąski i długi charakter zbiornika nie wpływają na wytypowanie nowego szlaku przepływającej rzeki.

Poranny przymrozek nad górską zaporówką
Poranny przymrozek nad górską zaporówką

Można również szukać dużych półek skalnych, nie koniecznie blisko koryta rzeki. Znalezienie ich nie jest łatwe, ale na pewno są często odwiedzane przez naszych ulubieńców. Mnie jednak najbardziej interesuje samo koryto przepływającej rzeki w takich zaporówkach, jest najczęstszym miejscem przebywania i podróżowania karpi. O jednej z takich wytypowanych miejscówek wspomniałem w pierwszej części, w miarę dokładnie ją opisałem choć samo wytypowanie zawdzięczam mojemu przyjacielowi, który pościelił dużo czasu na odnalezienie wspomnianego miejsca.

Była ona strzałem w dziesiątkę i przynosiła wiele ładnych karpi. Samo nęcenie w górskich zbiornikach zaporowych wymaga od nas poświęcenia, a także czasu. Czas jest czynnikiem który wpływa pozytywnie, na osiągane rezultaty. Duża woda wymusza dłuższe nęcenie, co ma na celu przede wszystkim przyzwyczajenie karpi do danego miejsca. Najważniejszy będzie początek nęcenia, podczas którego musimy użyć dużych ilości zanęty. Mimo że te rodzaje łowisk są mniejsze od nizinnych kuzynek. To nęcenie musi być równie obfite, gdyż karpie w tych zbiornikach lubią podróżować niczym w rzece. Przemieszczając się i poszukując stołówki różne stada karpi (mam tu na myśli roczniki i wielkość) zaczną odwiedzać nasze dobrze wytypowane miejsce. To tylko kwestia czasu. Owszem możemy mieć je w kilka godzin w łowisku, ale na te największe i ostrożne możemy czekać kilka dni. Takie zbiorniki nie są zarybiane dużymi sztukami. Przysłowiowy „patelniak” to jest podstawa zarybienia w wodach PZW, a trzeba wiedzieć, że zbiorniki zaporowe są zarządzane przez te największe stowarzyszenie wędkarzy w Polsce. Wszyscy dobrze wiemy, że niewiele z tych zarybieniowych karpików z racji dużej presji wędkarskiej przetrwa i urośnie do satysfakcjonujących, dla nas karpiarzy, rozmiarów. Dlatego dużych ryb w takich zbiornikach jest mało, bo nie nadążą urosnąć. Tym samym są sprytniejsze i bardziej doświadczone, a co za tym idzie trudniejsze do złowienia. Musimy dłużej czekać, aż się pojawią w nęconej miejscówce. Wracając do samego nęcenia na takich wodach skupiam się na jakości podawanego karpiowego żarcia. W skład wchodzi dobrze ugotowane ziarno kukurydzy, pellet różnej granulacji i porządnie przyrządzony orzech tygrysi. Te trzy rodzaje „żarcia” w dużej ilości nawet do dwudziestu kilogramów jednorazowo, to trochę „zapchaj dziura”, aby w wodzie inne ryby robiły zamieszanie. Białorybu w górskich zaporówkach nie brakuje. Daniem głównym jednak jest kulka, musi to być rarytas dla koneserów podanego jedzonka. Nie może to być zwykła najtańsza tzw. plastelina, która składa się z trzech składników, nisko energetycznych i mało wartościowych. Kulki zanętowe, których staram się używać w takich specyficznych wodach muszą bardzo dobrze pracować w wodzie, co sprawia, że ryby szybko na nie reagują i trafiają na podane kąski. Ich skład oparty musi być wyłącznie na naturalnych składnikach! Obstawiam to, co żyje w danym akwenie, naturalny pokarm wodny – tego typu kulka zdobywa zaufanie sprytnych i ostrożnych karpi. Dobrze dobrane dodatki w postaci różnego rodzaju witamin i betainy sprawiają, że kulki smakują karpiom, ale przede wszystkim dostarczają odpowiednich składników odżywczych. Dzięki temu nasi ulubieńcy będą do nich ciągle powracać, a w przyszłości wpłynie to na zdrowie i roczne przyrosty masy ryb.

Dobrane wielkości i smaki przynęty to jeden z kluczy do sukcesu
Dobrane wielkości i smaki przynęty to jeden z kluczy do sukcesu

Wśród dywanu zanęty jaką położymy na naszej wytypowanej półce nieopodal starego koryta rzeki, dobrej jakości kulka będzie spełniać swoją selektywną i łowną moc. Te trzy-cztery kilo jednorazowo z pewnością zostanie dla tych największych, cwanych karpi, które przypływają jako ostatnie, po dwudziesto-milimetrowe smakołyki. Z moich obserwacji i użytej strategii nęcenia dawkowanie trzy-cztery razy przed zasiadką w odstępach dwudniowych dawało niezłe rezultaty. Do tego dochodziło donęcanie na każdy wywieziony zestaw w postaci zawartości łódki zanętowej, czyli do czterech kilogramów z mixu ziaren, orzechów, pelletu i kulek. Samo miejsce położenia zestawu również nie może być przypadkowe, lecz dokładnie przemyślane. Sam umieszczam jeden zestaw w środku obszaru nęcenia, drugi zaś na jego skraju lub nawet kilka metrów od nęciska. Taki sposób pozwala z dużą pewnością sprawdzić, z których miejsc są częstsze brania, i wytypować z którego kierunku karpie przypływają.

Górski wojownik
Górski wojownik

Zazwyczaj na takich zasiadkach nie jestem sam, a to jest dodatkowy plus, ponieważ mamy do dyspozycji cztery zestawy. Pozwala to bardziej się „rozstrzelić” i poeksperymentować, chociaż przez pierwsze kilka dni łowienia w górskiej zaporówce. Wielkość i rodzaj przynęty staram się podzielić. Często na jeden zestaw zakładam kulkę o średnicy 25 mm, a na drugi jakiegoś dużego bałwana z dwóch kulek 20mm. Trzeba pamiętać, że karpie są przyzwyczajone do tak dużych kęsów, gdyż ich naturalnym pożywieniem są racicznice i raki. Zapewnia to również selektywność, a to jest to co chcę osiągnąć w pierwszej kolejności w wodach PZW. Niezaprzeczalnym bonusem takich zasiadek na górskich zbiornikach zaporowych są wspaniałe widoki, wśród których można łowić i wypoczywać wraz z rodziną

Po emocjonującym holu karp spokojnie odpływa w skalistą głębię
Po emocjonującym holu karp spokojnie odpływa w skalistą głębię

Skomentuj