Poszukiwanie zagubionej hierarchii

Przetłumacz:

Co ma największy wpływ na sukces karpiowej zasiadki? Przynęta, wybór miejsca, a może zestaw końcowy lub pogoda? Do napisania tekstu skłoniło mnie zdarzenie tak typowe, że niemal wywołujące wrażenie deja vu.

Średnia ocen:

Na łowisku cisza. Nic nikomu nie bierze. Mija godzina, dwie, trzy. Nagle kołowrotek jednego z wędkarzy gra piękną, jednostajną melodię odjazdu, a po kilku minutach pompowania na macie ląduje całkiem okazały lustrzeń. Obok stoi już początkujący karpiarz, który przybiegł z sąsiedniego stanowiska. Wyraźnie widać, że bije się z myślami. Zapytać czy nie zapytać? – oto jest pytanie.

W końcu nie wytrzymuje i rzuca w kierunku szczęśliwego łowcy nieśmiertelne: - Na co wziął?

Sam swoje karpiowe początki kojarzę z pewnego rodzaju kuchniocentryzmem. Niepowodzenia zdawały się sprowadzać do złego wyboru kulek, a sukcesy do „trafienia ze smakiem w samo sedno”. Jednak dobra przynęta to tylko jeden z wielu komponentów udanego karpiowania. Ale który pod względem ważności? Postanowiłem się pobawić i ułożyć swoisty ranking. Każdy element oceniłem w skali od 0 do 10 punktów. Za kryterium przyjąłem stopień niezbędności danego czynnika do schwytania karpia na wędkę. 0 – całkowicie bez znaczenia, a 10 – konieczny do złowienia karpia przez wędkarza. Przepraszam też za takie chwyty jak sprowadzanie rzeczy do absurdu, ale myślę, że uczyniły one argumentację bogatszą. Poszczególne pozycje rankingu przedstawiam od mniej ważnych do najwyższych pozycji. Dlaczego? Po prostu tak przedstawione zestawienia ze względów dramaturgicznych wydają się bardziej strawne dla czytelnika. W rankingu świadomie pomijam problematykę wiedzy karpiarza, jego doświadczenie, cierpliwość czy zdolności rzutowe. Powyższe umiejętności przenikają bowiem i scalają wszystkie elementy uwzględnione w klasyfikacji niczym jajko składniki ciasta.

MIEJSCE VI. Pozostały sprzęt i akcesoria – 6 punktów
Karpiowanie dawno przestało być leniwym oczekiwaniem na branie od czasu do czasu przerywanym pompowaniem cyprinusów. Na łowiskach pełnych zaczepów, podwodnych górek i wodorostów nasze hobby przypomina swoistą mieszankę motorowodniactwa, wioślarstwa oraz krawiectwa. Wymaga nie tylko kondycji fizycznej (wiosłowanie), dobrej koordynacji ruchowej (równoczesne trzymanie wędki i podbieraka na chybotliwym pontonie), ale i odpowiedniego sprzętu, który jeszcze kilka lat temu wydawał się wielu karpiarzom zbędny. Mam tu na myśli na przykład niektóre środki pływające czy tyczki do wyjmowania linki spod drzew. Coraz częściej stosuje się też pływaki i haki do omijania zaczepów w wodzie, aby nad jej taflą umieścić żyłkę albo plecionkę. Jednak bez tych akcesoriów można się obejść na łatwiejszych technicznie wodach.

MIEJSCE V. Szczęście – 7 punktów
Pokaźna kula na długim włosie, chwytny zestaw, dobrze dobrana miejscówka, a po nim... krótki odjazd lub lekko wygięta szczytówka. Następnie niezbyt emocjonujący hol i na macie ląduje... mieszczący się w dłoni leszczyk. Brak szczęścia może przybrać różne formy. Pojawienie się człowieka przy naszym zestawie, przelot bielika, przepłynięcie suma lub wydry. Jednak najczęstszym przejawem pecha jest splątanie zestawu. Następuje zarówno w fazie lotu, opadania w wodzie, jak i w miejscu docelowym (przesunięcie przyponu przez ryby, ptaki, raki i inne żyjątka). Dlaczego szczęście dostaje tylko siedem punktów? Po pierwsze statystyka w końcu zadziała na naszą korzyść. Po drugie szczęściu można pomóc. Użycie odpowiednich zestawów końcowych (np. Chod Rig) minimalizuje ryzyko splątania, a kiedy z zestawem jest coś nie tak, może poinformować nas o tym obraz z podwodnej kamery.

MIEJSCE IV. Przynęta, zanęta – 8,4 punktu
Czas przejść do elementów, bez których trudno sobie wyobrazić zasiadkę. Na pewno należą do nich przynęta i zanęta. W tym wypadku najlepiej zacząć od dokładnej analizy naturalnych zasobów pokarmowych danego zbiornika. Dzięki niej możemy dobrać nie tylko rodzaj przynęty, jej wielkość, ale i ilość sypanej zanęty. Co innego założymy na włos w jałowym stawie (raczej ziarna, np. kukurydzę), a co innego w pełnej raków i racicznic żwirowni, gdzie warto rozważyć użycie mięsnych kulek. Świetnie sprawdzają się kulki wrzucone tuż po ugotowaniu w wodzie z łowiska. Z jednej strony mają coś swojskiego dla karpi, z drugiej - działają niczym świeże ciasto z blachy. Pamiętamy pewnie bezwiedne pałaszowanie pachnącej i jeszcze ciepłej drożdżówki przygotowanej przez mamę czy babcię. W podobny trans mogą wpaść karpie. Dlaczego daję tu tylko nieco ponad osiem punktów? Po pierwsze nierzadko na matach lądują karpie zahaczone za zestaw końcowy i resztki żyłki, które tkwiły w pysku ryby po dawnej zrywce. Ponadto sposób żerowania cyprinusów, tj. wsysanie fragmentu dna z piaskiem czy mułem, aż prosi się o przypadkowe zacięcie nawet bez przynęty.

Trudno o lepszą wodę do gotowania kulek, niż ta z łowiska.

MIEJSCE III. Warunki atmosferyczne – 9,7 punktu
Bez odpowiedniej pogody trudno o jakiekolwiek branie. Ciśnienie (najlepiej stałe i mieszczące się w granicach: 990-1020 HPa), temperatura wody (12-28 °C) i powietrza, wiatr, zachmurzenie, a nawet fazy księżyca mają decydujący wpływ na aktywność żerową ryb. Jak wielkie jest znaczenie warunków atmosferycznych, widać w skrajnych sytuacjach. W czasie letnich czy zimowych przyduch nie tylko karpie totalnie ignorują przynęty, ale nawet wędkarze łapczywe chwytają każdą porcję tlenu. Jednak i wtedy zdarzają się hole fartownie zahaczonych osobników.

MIEJSCE II. Podstawowy sprzęt, czyli wędka, linka, haczyk, kołowrotek... – 10 punktów
W artykule tym staram się ustalić hierarchię czynników, mających wpływ na sukces w wędkarstwie karpiowym. Dla potrzeb zestawienia proponuję określić karpiowanie jako łowienie cyprinusów na wędkę, czyli przyrząd służący do łowienia ryb, składający się z wędziska, kołowrotka oraz żyłki z haczykiem. Oczywiście można próbować łowić karpie na tyczkę, jednak w większości przypadków trudno się obejść bez amortyzującego karpiowe zrywy solidnego kołowrotka. Blisko zaczepów, przy wędkowaniu na sztywno warto użyć mocne oraz mało elastyczne kije. Kluczowy dla satysfakcji z zasiadki jest również wybór linki głównej. Nie powinna odstraszać karpi, zachowując przy tym moc podtrzymywania holowanej ryby. Na dalekim dystansie czy przy zaczepach raczej wybieramy plecionkę, w innych sytuacjach możemy postawić na bardziej rozciągliwą żyłkę. O kluczowym znaczeniu zestawu końcowego napisano już tony tekstów. Wiadomo, że powinien prezentować się i zachowywać możliwie naturalnie. Hak ma być ostry i tak umocowany, aby w razie brania pozycjonował się w kierunku dolnej wargi ryby. Szczególnie w miejscach pozbawionych mułu czy namułku warto dopasować linki przyponowe, ciężarki, krętliki i haczyki do koloru dna. Dodatkowo można rozważyć użycie haków pokrytych teflonem, który ogranicza odbicia światła. Zgodnie z przyjętą wcześniej definicją karpiowania nie można złapać karpia na wędkę bez kija, linek, haczyka, kołowrotka itd. Przyznajemy więc im najwyższą notę - 10.

Jeden z fundamentów sukcesu - ostry i pokryty teflonem hak.

MIEJSCE I. Miejscówka - 10 punktów
Właściwie dwie pierwsze lokaty mogłyby się zamienić pozycjami. Nie zmienia to faktu, że wybór miejscówki stanowi prawdziwy klucz do sukcesu. Bywa jednak bardzo często lekceważony. Zdarza się, że przyjeżdżamy na łowisko, rozkładamy wędki oraz rod pody i bezrefleksyjnie wyrzucamy zestaw przed siebie. Tymczasem nawet w przysłowiowych wannach pełnych karpi takie postępowanie osłabia szansę na sukces. Jak wybrać dobre miejsce? Jest kilka doskonale znanych prawideł. W równo kopanych stawach ryby często krążą wzdłuż brzegów, bo tam spłukiwany jest naturalny pokarm. W żwirowniach karpie mają swoje półki i rowy, którymi wędrują, a w rzekach głębokie klatki między główkami lub spowolnienia blisko głównego nurtu. Wszędzie godne sprawdzenia są okolice trzcinowisk i zawad, jak powalone drzewa, kołki, zalane krzaki, pomosty itd. Warto również oprócz zmierzenia temperatury wody określić kierunek wiatru, nawet na małych zbiornikach. Właściciel pewnego półtorahektarowego łowiska regularnie korzystał z analizatora parametrów wody. Powiedział mi, że poziom natlenienia wody w okolicach nawietrznego brzegu bywał wyższy w stosunku do strony zawietrznej nawet o kilkadziesiąt procent (!). Dzięki temu, jak i wypłukiwaniu pokarmu przy ich burcie, wędkarze, którym wiało w oczy, zwłaszcza w upalne dni mieli zazwyczaj dużo więcej brań niż ich koledzy z naprzeciwka. Ta reguła nie zawsze działa. W chłodniejszych porach roku zimne podmuchy w twarz mogą być zwiastunem porażki.

Wybór miejscówki stanowi prawdziwy klucz do sukcesu.

Obok lornetki, okularów polaryzacyjnych, środków pływających bardzo pomocny w typowaniu miejscówki może być Deeper. Urządzenie jest łatwe w transporcie oraz zastosowaniu. Sondę, nieco większą od piłki tenisowej, przywiązujemy do żyłki i zarzucamy. Następnie powoli prowadzimy po tafli łowiska. Na ekranie telefonu dzięki sygnałowi wi-fi widzimy głębokość zbiornika, temperaturę wody, roślinność, rodzaj dna, a przede wszystkich echo samych ryb.

Najłatwiej uświadomić sobie fundamentalne znaczenie wyboru miejscówki uruchamiając wyobraźnię. W pierwszym akcie takiego „filmu” bierzemy do ręki super wędzisko. Potem nawijamy na mega kręciołek najlepszą żyłkę. Montując zestaw końcowy z odpowiednich materiałów, dostosujemy długość włosa do wysokiej jakości kulki. Następnie wlewamy do pustej wanny wodę i wrzucamy tam naszą superkulkę z hiper zestawem. Oczywiście mimo spełnienia wszystkich pozostałych prawideł sztuki wędkarskiej efekty będą łatwe do przewidzenia. Bo jak schwytać karpia bez udziału karpia?

Skomentuj