Druga część lata

Przetłumacz:

Przełom sierpnia i września jest dla mnie jednym z najlepszych okresów na łowienie karpi. Nie ma już takich upałów w dzień, noce są znacznie chłodniejsze i krótsze, coraz mniej turystów pływa na rowerkach wokół naszych zestawów.

Średnia ocen:

Dodajmy, że komary są mniej irytujące i - co najważniejsze - karpie zaczynają coraz lepiej żerować. Powoli zaczyna się okres wielkiej uczty dla ryb, dlatego staram się w tym czasie spędzać jak najwięcej czasu nad wodą. Najczęściej w tym okresie wybieram niewielkie zbiorniki, maksymalnie do 25 ha, gdzie o wiele łatwiej jest mi zlokalizować ryby i podczas krótkich zasiadek niemal zawsze wybieram nawietrzną stronę zbiornika. Woda w tych miejscach jest lepiej natleniona oraz fale wypłukują naturalny pokarm, za którym podążają karpie. W tym okresie zestawy można kłaść już w nieco głębszych partiach zbiornika, ponieważ woda jest znacznie chłodniejsza. Najczęściej typuję dwa różne miejsca. Jedno na podwodnych górkach, a drugie nieopodal roślinności, gdzie ryba również znajduje dużo naturalnego pożywienia. Dla mnie obserwacja wody ma największe znaczenie. Ten często pomijany szczegół decyduje o końcowym sukcesie. Jeśli odnajdziemy potencjalne stołówki karpi, to możemy być niemal pewni, że zaowocuje to wieloma okazałymi „miśkami" na macie.

Dobrze wytypowana miejscówka i niemal natychmiastowy odjazd. Gdy właściwie zlokalizujemy miejsce, w którym karpie żerują, to możemy być niemal pewni brania.

Jeśli chodzi o samo nęcenie, musimy mieć na uwadze fakt, że wraz z ochłodzeniami karpie w tym okresie zaczynają intensywnie żerować i szukać pokarmu w zbiorniku. Z własnego doświadczenia radzę, aby na początek nie sypać dużo, a bardziej punktowo. Kilka kulek rozsypanych niedaleko naszego zestawu powinno w zupełności wystarczyć. Dopiero, gdy zauważymy, że ryba weszła w nasze łowisko i odnotowujemy pierwsze branie, to wtedy możemy znacznie zwiększyć ilość zanęty w celu utrzymania ryby w naszym łowisku.

W tym okresie używam kulek oraz pelletu o nie mniejszej średnicy niż 20 mm. Dzięki temu w prosty sposób eliminuję z łowiska wszędobylskiego leszcza i mam pewność, że kulki leżą właśnie w nęconym miejscu. Miejmy na uwadze również wspomnianą już obserwację wody. Wszelkiego rodzaju spławy, „bąblowania” oraz „otarcia” o żyłkę uświadamiają nam, że ryby znajdują się w nęconym miejscu i w każdym momencie można się spodziewać upragnionej roli na kołowrotku…

Piękny karp z nęcenia punktowego. Wystarczyło kilka kulek wokół zestawu, żeby skusić tego cyprinusa do brania.

Teraz kwestia smaków. Każdy z nas ma ulubione zapachy, które skutecznie pomagają mu w łowieniu dorodnych karpi. Ja w tym okresie zostaję jeszcze przy aromatach słodkich i w tym sezonie świetnie sprawdzają mi się boostery od Marcela Van Den Eynde. Szczególnie do gustu przypadł mi zapach peach i orange, który karpie po prostu pokochały i nieraz, podczas gdy inni siedzieli bez brania, ja mogłem cieszyć się holami. Zapachy te szczególnie sprawdzają się w mocno zamulonych łowiskach, gdzie musimy przebić się zapachem, żeby ściągnąć karpie w nęcone łowisko. Warto nadmienić, że gdy łowię z marszu, czyli na zasiadkę przeznaczam kilka godzin, to robię tak zwaną „burzę zanętową”, która polega na dodaniu do kulek oraz pelletu sypkiej zanęty, dodatkowo mocno dipowanej boosterem. Dzięki temu po zanęceniu tworzy się smuga zapachowa, która ściąga ryby w łowisko.

Gdy zależy mi na szybkim ściągnięciu ryby w łowisko, to bardzo często używam dobrej jakości method miksów oraz zanęt, które mieszam z kulkami i pelletem, by następnie całość bardzo mocno zalać intensywnie pachnącym boosterem.

Jak dobrze wiemy, sama zanęta to tylko jeden z aspektów, składających się na nasz końcowy sukces, dlatego skupmy się przede wszystkim na naszym zestawie końcowym. Z racji, że uwielbiam łowić z rzutu, to niemal każdy zestaw zarzucam z siatką PVA. Mam wtedy pewność, że przypon nie jest splątany i odpowiednio ułożył się na dnie. Stosuję siatki o dużej średnicy, najczęściej 40 mm, do których z łatwością mieszczą mi się kulki o średnicy 20 mm. Pozwala mi to na stworzenie tak zwanego „selektywnego zestawu” i nabranie pewności, że kulki obok przyponu nie zostaną wyjedzone przez inny białoryb. Na zestawie końcowym niemal zawsze stosuję bałwanki. Uważam, że kolor kulki ma o tej porze roku ogromne znaczenie, dlatego do kulki tonącej daję zawsze mniejszą kulkę pop-up o rażącym, jasnym kolorze. Dodam, że nieraz to porównywałem, mając zestawy położone blisko siebie i o wiele więcej brań miałem na bałwanka podpiętego kulką pop-up niż na samą kulkę tonącą. Odnośnie samego przyponu, to coraz częściej przekonuję się do dużych haczyków z długim włosem. Zawsze miałem obawy, że mniejszy karp nie będzie w stanie tego typu zestawu zassać, dopóki oczywiście sam się o tym nie przekonałem, gdy nie tak dawno na haczyk Carpex TSS 3 w rozmiarze 2 złowiłem kilka karpi nie przekraczających 3 kg. Wszystkie karpie niemal idealnie zapinały się w dolną wargę, co przekonało mnie i dało jeszcze większą pewność w zastosowaniu dużych haczyków.

Sprzęt, jak zawsze, czy to łowimy z wywózki czy z rzutu, musi być bardzo solidny, dlatego używam tutaj mocnych wędek Carpex Camou o wyrzucie 3,5 lb, które pozwalają mi na oddawanie bardzo dalekich rzutów, nawet przy zastosowaniu siatki PVA. Kołowrotki muszą być mocne, z precyzyjnym hamulcem, dlatego w tym roku moje serce skradł Nano Tech 200, który jeszcze ani razu mnie nie zawiódł i pozwolił wyholować wiele okazałych cyprinusów. O żyłce myślę, że już nie muszę wspominać, ale polecam, aby na ostatnie 10 metrów zestawu końcowego użyć przyponu strzałowego o średnicy nie mniejszej niż 0,45 lb. Uchroni nas to przed przetarciem żyłki o różnego rodzaju ostre zaczepy znajdujące się na dnie, ponieważ ostatnio sam się o tym boleśnie przekonałem, tracąc niedaleko brzegu pięknego karpia.

Solidny sprzęt to podstawa końcowego sukcesu. Dlatego musimy mieć pewność, że zarówno żyłka, jak i kołowrotek, nie zawiodą nas podczas holu, ponieważ nigdy nie wiemy, jakiej wielkości karp weźmie na naszą przynętę.

Podsumowując uważam, że druga część lata to dopiero początek naszej przygody z największymi karpiami. Niższa temperatura wody w znacznym stopniu pobudza metabolizm naszych ulubieńców, które zaczynają obficie żerować. Dla nas jest to sygnał, aby ruszyć nad wodę i spędzać z wędkami w wodzie jak najwięcej czasu, ponieważ nigdy nie wiemy, kiedy ryby wejdą w nasze łowisko. Determinacja, wytypowanie odpowiedniego miejsca oraz systematyka nęcenia dadzą nam niemal stuprocentową gwarancję na końcowy sukces. Dlatego wszystkim wam w tym oraz późniejszym okresie życzę wielu okazałych karpi na macie, które dostarczą wam ogromnej adrenaliny i wielu pozytywnych emocji. Pamiętajmy tylko, żeby z każdą złowioną rybą odpowiednio się obchodzić i jak najszybciej pozwolić jej wrócić do swojego podwodnego domu.

Skomentuj