Karpie w upale

Przetłumacz:

Doskonale wiemy, że letnie upały nie należą do ulubionej pory roku dla karpi. Nie są one wtedy chętne do współpracy, jak podczas zimniejszych okresów w roku. Jak być skutecznym, kiedy przyjdzie nam łowić podczas niemal „afrykańskich” upałów?

Średnia ocen:

Obserwacja wody to klucz do sukcesu
Warto wyposażyć się w dobrej jakości okulary polaryzacyjne, które bez wątpienia ułatwią nam szukanie wygrzewających się tuż pod powierzchnią ryb. Kolejnym elementem, który jest równie istotny jest lornetka. Wiadomo, że nie jesteśmy w stanie dostrzec gołym okiem wygrzewającego się karpia, który oddalony jest od nas o np. 60 metrów. Przed zarzuceniem wędek powinniśmy dokładnie obserwować łowisko. Karpie o tej porze roku uwielbiają zamieszkiwać przybrzeżne trzciny, jak również wygrzewać się na powierzchni wody. Ułatwi nam to znacznie bardziej obranie odpowiedniej taktyki zarówno łowienia, jak i nęcenia.

Tuż pod powierzchnią
Kiedy zaobserwuję wygrzewające się ryby pod powierzchnią, rezygnuję z typowego łowienia „z podłogi”. Wspólnie z moim chłopakiem decydujemy się na małą zmianę naszego zestawu. Pierwszy z nich prezentuje się następująco: do żyłki głównej przywiązujemy strzałówkę, następnie leadcore z bezpiecznym klipsem, a na samym końcu oczywiście przypon. Ostatni element naszego zestawu ma kolosalne znaczenie. Wykonujemy go z żyłki, dokładnie takiej samej, jakiej używa się do łowienia na zig riga. Przypon wykonujemy na małym haczyku (w rozmiarze 6-10) oraz robimy bardzo krótki włos – taki, że przynęta praktycznie dotyka trzonka haczyka. Długość całego przyponu jest zależna od głębokości zbiornika. My akurat wędkowaliśmy na dość płytkiej, bo nie przekraczającej 3 metrów wodzie, a więc nasz przypon miał około 2 metrów. Po wpadnięciu do wody nasza przynęta znajdowała się niedaleko od powierzchni wody, a więc mieliśmy ogromne szanse na złowienie wygrzewających się sztuk.

24 kilogramy szczęścia.

Kolejną propozycją jest wykorzystanie specjalnej kuli do łowienia z powierzchni (plastikową kulkę napełniamy wodą, przez co dodatkowo ją dociążamy). Wykonanie takiego zestawu nie jest również skomplikowane - do żyłki głównej możemy dowiązać żyłkę strzałową, jednak nie jest to potrzebne. Następnie mocujemy kulę wodną i przypon. Również powinien zostać on wykonany z żyłki do zig riga, aby nasz przypon nie tonął. Jego długość również nie powinna być najkrótsza. Myślę, że około metrowy odcinek powinien być wystarczający.

Jaką zanętę wykonać?
Jak już odkryliśmy podczas obserwacji, karpie znajdują się przy powierzchni wody, a nie przy dnie i w takim wypadku należy zrezygnować z nęcenia pokarmami, które opadną na sam dół. Do tego celu proponuję wykorzystać specjalistyczną zanętę do zig riga, którą możemy dodatkowo wzbogacić pływającymi smakołykami. Ja do tego celu wykorzystałam Zig Cloud Milky Mix, czyli mleczną, białą, słodką zanętę, która pracuje w całym słupie wody - od dna, aż po samą powierzchnię, wykonując przy tym ogromną smugę w łowisku. Przed dodaniem wody mieszam ją z moim ulubionym liquidem o smaku słodkiego orzecha, który wzmocni smugę zanęty jeszcze bardziej. Nie mogę pominąć „grubszych” składników. Dodaję również pływający pellet, który wyglądem przypomina czekoladowe płatki do mleka, a kiedy napęcznieje jest w stanie utrzymać się nawet kilka godzin na powierzchni wody. Jednakże karpie szybko się nim delektują.

Taką smugę w wodzie wywołuje mój ulubiony, orzechowy liquid.

Co na włos?
Podczas tego sposobu łowienia, jak już większość z was się domyśla, rezygnujemy z zastosowania przynęt tonących czy tych o neutralnej wyporności. Nie oznacza to jednak, że nasz wybór jest ograniczony tylko do pop-upów. Gama przynęt, jaką możemy wykorzystać w tej sytuacji, jest przeogromna. Oczywiście możemy stosować kulki pływające, które sprawdzają się rewelacyjnie. Na rynku dostępna jest masa kolorów, jak i smaków tego rodzaju przynęt. Wiele firm ma w swojej ofercie pływające imitacje różnych ziaren. Chyba do najbardziej popularnych należy sztuczna pływająca kukurydza. Jednakże dostępne są również imitacje orzechów tygrysich. Oprócz wyżej opisanych sztucznych ziaren możemy skorzystać ze sztucznych, pływających robaków, przeróżnych larw, owadów, a nawet zwykłej pływającej pianki, którą możemy wcześniej zadipować. Pianka ta bardzo dobrze wchłania wszelkiego rodzaju aromaty, które później uwalniają się stopniowo w wodzie.

Wachlarz kolorów, rozmiarów i smaków jest naprawdę szeroki.

Z własnego doświadczenia
Doskonale pamiętam pewien upalny dzień, gdy karpie nie były skore do współpracy z dna. Postanowiliśmy wtedy wspólnie z Kacprem przerobić jeden z zestawów i zaryzykować. W końcu jedna wędka z zestawem do łowienia z powierzchni nie miała kolosalnego znaczenia, podczas gdy mieliśmy do dyspozycji kilka wędek „z podłogi”. A może akurat to była dobra opcja? Zaobserwowaliśmy sporą ilość przepięknych karpi pokazujących się przy powierzchni. Było to dla nas zielone światło do zmiany zestawu. Skorzystaliśmy wtedy z pierwszego wyżej opisanego wariantu, a więc do żyłki głównej przywiązaliśmy strzałówkę, następnie leadcore z ciężarkiem i długi przypon. Ta modyfikacja zestawu tak naprawdę nie zajęła nam sporo czasu. Jedyne, co musieliśmy zrobić, to zmienić przypon. Tym razem jako przynętę użyliśmy małego, żarówiastożółtego pop upa 10 mm o smaku banana i ananasa. Poobserwowaliśmy przez chwilkę wodę, popatrzyliśmy, w jakiej części zbiornika pokazują się karpie i tam posłaliśmy nasz zestaw. Na efekty nie musieliśmy długo czekać. Po upływie kilku, może 20 minut nastąpiło energiczne branie. Kiedy tylko usłyszałam upragniony dźwięk centralki, poleciałam jak strzała.

Przypon z bardzo krótkim włosem i małą, dobrze widoczną kuleczką okazał się strzałem w dziesiątkę!

Niesłychanie silna ryba, która kilkukrotnie wykonywała gwałtowne odjazdy. Okazała się trudnym przeciwnikiem. Delikatny zestaw nie ułatwiał zadania, pamiętajmy, że łowimy z niełatwym zestawem. Hol musi być bardzo czuły i delikatny, a każdy odjazd ryby i nasza nieumiejętna reakcja mogą skończyć się po prostu niechcianą spinką. Po około 30-minutowym holu karp pokazał się bliżej brzegu, jednakże wcale nie był chętny, aby znaleźć się w podbieraku. Wpłynął on w przybrzeżne trzciny, w których „pięknie” się zaplątał. Na szczęście szybko zareagował Kacper, który dosłownie w kilka sekund pobiegł po spodniobuty i wskoczył do wody. Nie poddawał się, mimo że wlatywała mu woda do butów, ponieważ było tam dość głęboko. Po kilku minutach walki z rozplątywaniem, cały i zdrowy karp wylądował w podbieraku. Na pierwszy rzut oka stwierdziliśmy, że to tłusta mamuśka! W głębi duszy przeszła mi myśl, czy to właśnie mój nowy rekord? Po wytarowaniu wagi nadszedł magiczny, długo wyczekiwany moment. Zważyliśmy przepięknego golasa. Jak wskazała waga, ryba miała równe 24 kilogramy!!!

Podczas zachodu słońca można złowić wiele pięknych ryb.

Zgodnie z moimi oczekiwaniami i przypuszczeniami, był to mój nowy rekord. Jak widać, duże karpie wcale nie gardzą małymi przynętami. Czasem nawet pobierają je chętniej niż grubaśnego bałwanka.
Jeśli więc zestawy z podłogi nie zdają egzaminu, a zaobserwujemy pokazujące się przy powierzchni karpie, nie powinniśmy się długo zastanawiać, ponieważ zmiana zestawu nie zajmie nam dużo czasu, dosłownie 2-3 minutki. A taki krok może okazać się kluczem do sukcesu. Czasem warto zaryzykować i może nam to przynieść przepiękny wynik, jak ten mój 24-kilogramowy okaz.

Skomentuj