Z czym nad rzekę?

Przetłumacz:

Ten tytuł może wydać się dość kontrowersyjny, w stosunku do tego, co opiszę poniżej. Pragnę jednak podzielić się swoimi spostrzeżeniami i skromnym doświadczeniem, by karpiarze, którzy chcą rozpocząć swoją przygodę z łowieniem rzecznych karpi i amurów, wiedzieli, z czym muszą się zmierzyć.

Średnia ocen:

Rzeczny karpiarz musi pokonać wiele trudności, więc przede wszystkim powinien mieć dobrze zaplanowany pod względem logistycznym sezon. Roczne wyprzedzenie da pożądany efekt. Gruntowne przygotowania przed sezonem to podstawa rzecznego odkrywcy, który naprawdę musi kochać łowienie w rzece, by wracać nad jej brzeg każdego sezonu. Bo wędkowanie w dużej rzece o szybkim nurcie wymaga dużej cierpliwości i samozaparcia z uwagi na wiele czynników, jakie trzeba wziąć pod uwagę, by złowić upragnionego karpia czy też amura. Od długoterminowego nęcenia, przez utrudniony dostęp do rzeki, co wynika z braku dobrych dróg dojazdowych, po borykanie się z dużą wodą, która może popsuć zaplanowaną zasiadkę na kilkanaście dni czy też tygodni.

Rzeka z rana.

Chcę się jednak bardziej skupić na przygotowaniach, które trzeba zrealizować, by spędzić choć jeden sezon nad rzeką. Wielu kolegów karpiarzy z różnych stron kraju, gdzie mieszkają nieopodal jakiejś dużej rzeki, chce spróbować swoich sił i zmierzyć się z rzecznymi karpiami. W luźnych rozmowach - w czasie, gdy się spotkamy nad jakąś wodą - pada najczęstsze pytanie: jeśli mam worek (50 kg) kukurydzy, chcę łowić karpie i amury w rzece, to na ile nęcenia wystarczy? Zawsze delikatnie się uśmiecham i odpowiadam: pomnóż ten worek razy dziesięć. Wtedy widzę w ich oczach niedowierzanie, a nawet lekkie poirytowanie, bo myślą, że robię ich w balona. Rozpoczynając wyprawę nad dużą rzekę, musimy się zaopatrzyć w znaczne ilości zanęty (ziarna, kulki, pellet). Nęcenie rzeki powinno być obfite, a raczej wymuszają to ryby, bo duża populacja klenia, leszcza czy jazia wręcz zmusza nas do tego. A nęcenie dużą ilością ziarna jest oszczędną opcją, która zaspokoi apetyt tego białorybu, a niejednokrotnie jest dodatkowym bodźcem dla karpi, gdyż ruch w wodzie i żerowanie tych ryb pobudza naszych ulubieńców do walki o pożywienie.

Mam tu na myśli długotrwałe nęcenie, gdyż takie przynosi pożądany efekt. 

Jedne z pierwszych nęceń narazie skromnie, ale dawka ziarna wzrośnie dwukrotnie.

Może zacznę od początku, jak to jest w moim przypadku. Ma to miejsce w zimie lub nawet wcześniej, gdy podsumowuję i analizuję mijający sezon. Zaczynam przygotowania do następnego rzecznego sezonu, gromadząc zapasy suchego ziarna (kukurydzy). Dlaczego zimą? Bo właśnie w tym okresie jest ono najtańsze. Jesienią i zimą mamy dużą dostępność ziarna już suchego i zdatnego do przechowywania. Przyznam się, że gdy nie mam około pięciuset kilogramów nagromadzonego ziarna, to nie zaczynam sezonu w rzece. Zresztą następne pół tony dokupuję w trakcie sezonu, a raczej na jego początku. Pewnie zaopatrzyłbym się w tonę ziarna (kukurydzy) przez zimę, ale z braku możliwości przechowywania tak dużej ilości staram się to dzielić na dwa etapy.

Gotowe orzechy tygrysie kiszą się w dużej beczce - zapas na pół sezonu.

Owszem, dziś można kupować ziarno co miesiąc, kiedy dana dawka się już kończy i nie trzeba go magazynować w tak dużej ilości, ale ja dmucham na zimne, wolę mieć zapas i wiem z doświadczenia, że czasem trzeba było po ziarno jeździć po sto kilometrów w jedną stronę, bo w okolicy nie można było dostać, a to są już dodatkowe koszty i stracony czas. Wracając do przechowywania… Ziarno kukurydzy powinno być suche, by się nie zepsuło w czasie przechowywania. Kiedyś magazynowałem je w drewnianej skrzyni, ale zawsze gdzieś dostawało się trochę wilgoci, a to nie sprzyjało długoterminowemu przechowywaniu. Od kilku lat stoją u mnie duże plastikowe beczki, w których bez problemu mieści się kilka worków ziarna, a atutem takiej beczki jest szczelność. Dobrze zakręcona chroni od wilgoci, robactwa, moli spożywczych, które pojawiały się w drewnianej skrzyni. Jednym słowem: dobrze chroni magazynowane ziarno.

Amury pięknie żerują, gdy nęci się miejscówkę kukurydzą.

Kilka lat temu nęciłem rzeczną miejscówkę różnymi ziarnami, ale pozostałem tylko przy kukurydzy, zwiększając jej dawki, a pozostałe ziarna, jak pszenica, wyka, bobik czy konopie zamieniłem na orzech tygrysi. To jest drugi rodzaj karpiowego jedzonka, którym zanęcam miejscówkę w większej ilości, czyli kilku kilogramów na jednorazowe nęcenie. To ziarno, a raczej bulwę, bo taka jest fachowa nazwa tego przysmaku, również magazynuję i „towaruję” w chłodnych porach roku. Staram się mieć około dwustu kilogramów suchego orzecha na rzeczny sezon. A wiosną połowę, czyli około stu kilogramów, suchego wcześniej moczę i gotuję. Poświęcam na to cały dzień, by wszystko za jednym zamachem ugotować. Dobrze ugotowany umieszczam w dużej beczce i tam całość kisi się z dodatkiem coca coli, by szybciej fermentował. Tak przygotowany orzech mam już gotowy na część rzeczną sezonu. Przyrządzam naraz tak duże ilość orzecha, bo w sezonie prawie codziennie gotuję kukurydzę, a orzech mam już ugotowany i dobrze ukiszony. Tylko naładować do wiaderka i… nad wodę.

Wcześniej namoczoną kukurydzę gotuję prawie codziennie.

A co się tyczy kulki i pelletu, to również robię zapasy. Choć pellet używam wyłącznie wiosną i o grubym rozmiarze, to kilkadziesiąt kilogramów szczelnie zamkniętych czeka na swoją kolej. Trochę inaczej jest z kulką, bo nią nęcę za każdym razem, może nie w takiej ilości jak kukurydzą, bo byłoby to niezłe przegięcie, ale średnio około pięć kilogramów trafia do wody na jednorazowe nęcenie, czyli w miesiącu zużywam około sześćdziesiąt kilogramów tego karpiowego przysmaku. Najbardziej sprawdzającym się smakiem jest Adrenalina. Sezon karpiowy w rzece, w zależności od pogody, trwa sześć miesięcy, także łatwo policzyć, ile materiału zanętowego trzeba wrzucić do wody. Zdaję sobie sprawę, że łowiąc w rzece ponosi się duże koszty. Jednych może to zniechęcać i przerażać, a drugich dziwić i śmieszyć, ale gdy chce się regularnie w rzece łowić karpie i amury, pewne minimum zanętowe trzeba spełnić. Do tego dochodzi cierpliwość i regularność nęcenia. Rzeka jednak nam to wynagrodzi.

Skomentuj