Na jaką kulkę? Praktyka a teoria.

Przetłumacz:

Pytanie „na jaką kulkę” przewija się na każdym forum. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, iż wywołuje to często bardzo skrajne emocje i niepotrzebne przepychanki a wręcz kłótnie o skuteczność tej jednej czy innej, jedynej kulki. Czy to ma sens ? Gdzie tu praktyka a gdzie teoria ?

Średnia ocen:

Nie na próżno we wstępie zwróciłem uwagę na dyskusje karpiarzy, jakie możemy zaobserwować na forach internetowych. Te medialne wywody skłoniły mnie do napisania tego artykułu. Nie bez znaczenia jest także jego wymowny tytuł. Spróbujmy rozszerzyć temat skuteczności przynęt, a w szczególności kulek proteinowych na przykładach znad wody.

Zestaw na wiosenne karpie, odpowiednia konstrukcja przyponu to klucz.

Pierwsze kulki, czyli jak to było dawniej
Gdy sięgam pamięcią wstecz, do lat, gdy próbowałem łowić jeden gatunek ryb, czyli specjalizować się w dziedzinie zwanej karpiarstwem, nie mieliśmy na rynku żadnego wyboru, jeśli chodzi o typowo karpiowe przynęty, jaką bez wątpienia była i jest przełomowa w dziedzinie wędkarstwa, kultowa już, kulka proteinowa. Wówczas na próżno było szukać informacji na temat doboru czy skuteczności tej czy innej przynęty. Szczątkowa wiedza pojawiała się tu i ówdzie na łamach wydawanej wówczas prasy wędkarskiej, ale nie było tego dużo. Wiedziałem, że jest to skuteczna przynęta, wierzyłem, iż jej zastosowanie może przynieść mi wymierne korzyści, ale nie było to dla mnie najważniejsze, więc nie zaprzątałem sobie tym głowy. Wspomnę tylko, że pierwsze kulki proteinowe, jakie użyłem do połowu swoich pierwszych karpi, zrobione były z czterech składników. Dostawcą komponentów był pobliski sklep spożywczy, a cała „produkcja” odbywała się ręcznie, bezpośrednio nad wodą. Głównym i jedynym komponentem białkowym w moich mieszankach było mleko w proszku.

Nie zawsze łowimy duże karpie, ale takie szczególnie zapamiętujemy, tym bardziej jak łowimy je na nasze ulubione kulki.

Ilość tej zanęty sypana przeze mnie do wody była wówczas liczona na sztuki! Po wysuszeniu kulek pieczołowicie przygotowywałem „odpowiednią” porcję tej zanęty… 50 sztuk sypane rano… 50 sztuk sypane wieczorem z dokładnością do 1 sztuki. Taką wówczas miałem swoją teorię czy mówiąc inaczej, zaplanowaną taktykę na przechytrzenie cyprinusa. Dzisiaj wydawać by się to mogło zabawne, ale wtedy wierzyłem, iż robię wszystko jak należy, by złowić karpia. Jednak najważniejsze wówczas dla mnie, jako osoby młodej, uczącej się, było przebywanie nad wodą. Każdy wolny dzień spędzałem nad jeziorem, była to ogromna dawka praktycznej wiedzy spoza świata wirtualnego, jaki obserwujemy dzisiaj. Kontakt z wodą przyczynił się do osobistego rozwoju w dziedzinie wędkarstwa karpiowego i osiągania regularnych sukcesów w połowach. Dodać należy, że na te proste przynęty w postaci czteroskładnikowych kulek miałem bardzo dobre efekty, mimo braków sprzętowych. Dlatego nie bez powodu powracam do lat minionych. Kluczem do sukcesów było miejsce położenia tej przynęty, co odkryłem już w pierwszym roku mojej karpiowej przygody. Kluczem do sukcesu dzisiaj jest dokładnie to samo.

Najprostsze sposoby bywają czasem najbardziej niezawodne, PVA plus bałwanek z kontrastową kulką.

Przynętowy zawrót głowy, czyli jak to jest dzisiaj
Dzisiaj rynek i media związane z zagadnieniami wędkarskimi są bardzo rozbudowane, czerpiemy do woli wiedzę i wykorzystujemy ją nad wodą. Wiedza teoretyczna o przynętach jest na wyciągnięcie ręki, ale czy zawsze ona nam pomaga? Osobiście nauczyłem się starannie „filtrować” wszelkie doniesienia o cudownych przynętach. W sieci znajdziemy bardzo rozbudowane przepisy na zrobienie własnych kulek, często przepisy te rozpisane są z aptekarską dokładnością, składniki w nich zawarte tylko chemik z wykształcenia potrafi rozróżnić, a ilość komponentów, której potrzebujemy do stworzenia tych „cudownych” kulek, potrafi naprawdę przerazić, zdezorientować i zniechęcić tych, którzy chcieliby je wykonać. Czy rzeczywiście tak wymyślne i skomplikowane przepisy są niezbędne? Czy są potrzebne do złowienia cyprinusa? Odpowiedź na to pytanie wymaga kilku analiz z lat spędzonych nad wodą, bo tylko z wiedzy praktycznej wyciągam swoje wnioski. Wszystko zależy od tego, jak, kiedy i gdzie chcemy użyć kulek jako zanęty i przynęty. W mojej wieloletniej karpiowej karierze używałem wielu rodzajów przynęt, eksperymentowałem z wieloma mieszankami przy wyrobie własnych kulek i próbowałem wielu gotowych rozwiązań, a także przynęt kilkunastu producentów.

Najlepsze kulki to te w które sami wierzymy, a najwięcej brań mamy na te, na które łowimy.

Od tych z najwyższej, najdroższej półki, po te o rozsądnej i niskiej cenie. Jakie wnioski z tej praktyki nasuwają mi się po latach? Może niektórych to zaskoczy, ale bardzo szybko i prosto, bez zbędnej filozofii, potrafię na to pytanie odpowiedzieć - nie zanotowałem drastycznej różnicy w efektach, jeśli chodzi o wybór samej przynęty między kulką „topowych”, drogich, najczęściej importowanych producentów a kulką na bazie kilku prostych składników, często wykonaną w domu, czy też kulką firmową z tańszych czy droższych serii. Czy były to przynęty wykonane własnoręcznie na bardzo bogatych, w sensie rozbudowanych mieszankach, czy były to proste mieszanki wykonane na bazie składników o profilu słodkim składających się głównie z wypełniaczy dopalonych zapachem - efekty były i jedne, i drugie. Bywało również, że nie było efektów wcale, niezależnie od rodzaju przynęty, jaką użyłem. Podkreślić należy, że mowa tutaj o krótkich zasiadkach, bez wstępnego nęcenia. Za szybkie zasiadki uważam wyprawy, które trwają krócej niż trzy-cztery doby, dłuższe spędzanie czasu nad wodą i nęcenie można już zaliczyć do długotrwałego przyzwyczajania karpi do pokarmu, ale o tym powiem później. Wracając do zasiadek krótszych, możemy przyjąć zasadę, iż karp nie zdąży przyzwyczaić się do pokarmu, jaki mu podajemy, ryba nie zdąży zakodować i zapamiętać tych przynęt w tak krótkim czasie. Często brania ryby są podyktowane ich zaciekawieniem, niekoniecznie nasze sukcesy musimy wiązać z wysokoproteinowym składem naszej kulki. Stwierdzałem nawet nad wieloma wodami, iż brania karpi następowały szybciej na kulki, które były wykonane na ubogim, ale bardzo aromatycznym, często kolorowym miksie. Oczywiście nie jest to regułą.

Nasze proteiny pobierają nie tylko karpie, to dowód na skuteczność tej kultowej przynęty.

Testy, testy, czyli czas spędzony nad wodą
Przykładem może być dzień na jednej z zasiadek na znanej mi wodzie, w którym przełamałem swoją niechęć do białych kulek i po założeniu zwykłej pływającej kulki pop-up o tym kolorze, doświadczyłem prawdziwego „eldorado” na wszystkich zestawach z tą przynętą. Oczywiście na nasze efekty poza samą przynętą składa się jeszcze bardzo wiele czynników. Takie, na które my mamy wpływ, jak odpowiednie zestawy, odpowiednia technika holu, sprzęt itp. I czynniki zewnętrzne jak pogoda, warunki nad wodą, populacja karpi itd. Dodatkowo musimy prawidłowo wykorzystać branie karpia, aby jego zwieńczeniem była ryba na macie, czyli nie możemy pozwolić sobie na błędy podczas holu, a i nasz zestaw musi być na tyle dobrze skonstruowany, aby prawidłowo zapiął rybę przy jej pobieraniu kulki z dna. Popatrzcie, jak wiele musi się nałożyć czynników, aby osiągać sukcesy, dlatego też wyniki naszych testów, aby były miarodajne, a nie przypadkowe, muszą być poprzedzone wieloma wyjazdami nad wodę. Jeden wyjazd na karpie to nie test tej czy innej przynęty, po którym możemy postawić diagnozę o skuteczności lub nie danej kulki.
W wielu medialnych dyskusjach, jakie czasami obserwuję – a pracuję w branży wędkarskiej - pojawiają się mylące opinie osób, które za test przynęty przyjmują kilka godzin zasiadki. Polecam nie skupiać się na tym, nie zaprzątać sobie tym głowy, tak jak to było dawnej, o czym wspominałem w powyższym tekście, tylko próbować swoich sił nad wodą i wyciągać własne wnioski. Najważniejszy będzie czas spędzony nad wodą.

Co rok pojawia się wiele nowych serii przynętowych, bawmy się nimi, eksperymentujmy, po to są, ale róbmy to bez zbędnej presji.

Wracając jednak do samej przynęty i jej rodzaju, mogę potwierdzić, iż przy długotrwałym nęceniu może wam sprawdzić się kulka o wysokich parametrach odżywczych, zbilansowanym składzie, niekoniecznie ta najdroższa, ponieważ cena kulek nie jest ich wyznacznikiem, jednak mączki rybne czy produkty z różnych wodnych organizmów nie są tanimi komponentami i kulki na bazie tych składników nie będą też tanie. Możemy przyjąć zasadę, iż na krótkich zasiadkach nie potrzebujemy drogich przynęt, ważniejsze będzie miejsce położenia naszego zestawu i nad tym powinniśmy skupić się najbardziej. Jednak przy dłuższym przyzwyczajaniu ryb do naszego miejsca odpowiedni pokarm, o dużej dawce wartościowych składników, które karpie wyczuwają, często o aromacie samych komponentów, może przyczynić się do naszych dalszych sukcesów, oczywiście z zachowaniem wszystkich czynników, o których wspomniałem. Tu również dodam, iż nie jest to regułą.
No tak…., ale ktoś powie: „tyle się rozpisał, a ja dalej nie wiem, na jakie kulki mam łowić” - i to jest sedno tego tematu! Przy wyborze przynęty nie ma sztywnych reguł, nie ma złotych kulek, nie ma idealniej przynęty skutecznej w każdych warunkach. Raz sprawdzi nam się różowa kuleczka o smaku landrynki, raz kulka z dodatkiem drogiego extraktu GLM, a raz karpia złowimy na sztuczną kukurydzę. Jednak bezsprzecznie, najważniejsze zawsze będzie miejsce położenia zestawu. Osobiście od kilku lat używam kulek gotowych z racji, iż mało mam czasu na zabawę w domową produkcję, wybieram jednak kulki naszych rodzimych polskich producentów. A dlaczego? Odpowiedź jest prosta, tak lubię. Niech każdy z nas ma tę swoją, najlepszą kuleczkę, bo najlepsza kulka to ta, w którą sami wierzymy! A najwięcej karpi złowimy na tę kulkę, na którą zawsze łowimy! A zatem nad wodę i bawmy się naszymi przynętami.

Karp z zamulonej wody PZW, na takim dnie sprawdziły się kulki o mocnej owocowej nucie.
Ilość komentarzy: 3
Bartłomiej Stępień
2018-03-21 08:34:58
Super ????
Bartłomiej Stępień
2018-03-21 08:35:18
Super :)
Robert Rakowicz
2018-03-24 10:58:23
Cała prawda o "magicznych" kulkach. Super artykuł. Graty Przemo.
Skomentuj