Spożywcze alternatywy
Spożywcze alternatywy

Przetłumacz:

Spora część karpiarzy nie zdaje sobie sprawy z tego, jak wiele przynęt karpiowych można nabyć w bardzo przystępnych cenach w zwykłych marketach. Niekiedy takie smakołyki sprawdzają się znacznie lepiej niż tradycyjne kulki bądź pellet.

Średnia ocen:

Warto czasem pokombinować
Każdy z mężczyzn z pewnością wie, jak uparte potrafią być kobiety, a ja zdecydowanie do takich należę. Dokładnie pamiętam lata, kiedy byłam początkującą karpiarką i lubiłam eksperymentować zarówno z zanętami, jak i z przynętami. Ale nie zawsze kończyło się to wielkimi sukcesami. Mój serdeczny przyjaciel zawsze mi mówił, że im mniej kombinacji, tym większa skuteczność. Ale jak wcześniej wspomniałam, jestem niesamowicie upartą osobą i nie mogłabym czegoś odpuścić. Zawsze muszę dopiąć swego. Po kilku latach „spokoju” wróciłam do wielkich eksperymentów karpiowych, które wyszły mi na dobre. Na pierwszy rzut - całkiem przypadkiem - poszły odkryte ślimaki, które opisywałam w poprzednim numerze magazynu. Drugim wyborem zaś stały się popularne smakołyki, które bez problemu możemy kupić w każdym, nawet najmniejszym, osiedlowym sklepie spożywczym, a co najważniejsze – smakujące karpiom. Jestem przekonana, że co najmniej połowa z wędkarzy nigdy nie myślała o tym, w jakie killery można się wyposażyć, robiąc codzienne zakupy. Jak się okazało, takie przynęty są równie skuteczne, co tradycyjne kulki czy pellet. Ich cena jest natomiast kilkukrotnie niższa niż wyżej wspomnianych rarytasów karpiowych. O ich skuteczności przekonałam się na własnym przykładzie podczas moich zasiadek.

Angielskim karpiom niesamowicie smakowały winogrona.
Angielskim karpiom niesamowicie smakowały winogrona.

Od najdawniejszych czasów
Nie znam osoby, która w swojej rodzinie nie miałaby dziadków, wujków, ojców itd. będących wędkarzami. Z pewnością nieraz słyszeliście historie o ich wędkarskich przygodach z lat młodości. Przemysł wędkarski nie był wtedy tak rozwinięty, a pojęcia takie jak kulka proteinowa czy pellet najzwyczajniej nie istniały. Niestety nie miałam możliwości, by porozmawiać z moim dziadkiem, który był zapalonym wędkarzem, ponieważ byłam bardzo malutka, gdy odszedł. Całe szczęście mama i babcia wiele razy mi opowiadały o tym, jak dziadek się przygotowywał do wypraw, przyrządzając swoje sekretne przynęty i zanęty z komponentów, które podkradał babci z kuchni bądź zaopatrywał się w nie w sklepie spożywczym. Co prawda czasy się zmieniają, lecz jadłospis ryb nie ulega większej zmianie. Od najdawniejszych czasów w wyposażeniu wędkarzy było można znaleźć makaron, gotowane ziemniaki, wszelkiego rodzaju ziarna, kasze, pieczywo i znacznie więcej produktów. Z czasem wyposażenie to zostało wzbogacone o mięsne specjały, takie jak wątróbka drobiowa i wieprzowa, nerki, serca oraz najdziwniejsze owoce morza, między innymi krewetki, kalmary, ośmiornice, nie wspominając o niezwykle skutecznych rybach – wędzonych makrelach czy tuńczykach w sosie własnym, które okazały się killerami podczas jesiennych wyjazdów nad wodę. Podczas pewnej zasiadki rozmyślałam sobie o tym, dlaczego karpiarze w zasadzie nie stosują i nie mają przekonania do wyżej wspomnianych przysmaków. Może przyczyną jest fakt, że przygotowanie niektórych z nich jest czasochłonne w porównaniu z kupnem paczki kulek bądź pelletu – wtedy należy jedynie otworzyć opakowanie i założyć przynętę na włos.

Wszędobylski jesiotr skusił się na kawałek wątróbki, podanej w plastikowej kulce.
Wszędobylski jesiotr skusił się na kawałek wątróbki, podanej w plastikowej kulce.

Kto nie ryzykuje, ten nie łowi
Po przepięknych i wyjątkowo aktywnych wakacjach nastał wrzesień, a wraz z nim początek nowego roku szkolnego. Niestety czas, jaki mogłam poświęcić na zasiadki w tym okresie, został mocno ograniczony. Siedząc w szkole na lekcjach w głowie mam tylko jedno – karpie. Bardzo dużo myślę o kolejnych zasiadkach i o odpowiednim przygotowaniu się do nich. Podczas kolejnej z nich spróbowaliśmy wraz z Kacprem zapomnieć na jakiś czas o kulkach karpiowych, a w większej mierze skupić się na sklepowych smakołykach. Jak się później okazało, był to strzał w „10”. Może nie złowiliśmy rekordowych okazów, natomiast utwierdziliśmy się w przekonaniu, że warto czasem poeksperymentować, bo jest to fajna zabawa, dzięki której wzbogacamy swoją wiedzę i swój warsztat karpiarski.

Od schyłku lata, przez całą jesień i w zasadzie do dnia dzisiejszego odbyliśmy wyjątkowo dużo zasiadek karpiowych, podczas których główną rolę odgrywały nietypowe przynęty. Niestety nie udało się w pełni zapomnieć o kulkach, których używaliśmy chociażby do nęcenia. Podczas naszych pierwszych zasiadek, na których królowały w większej mierze mięsne smakołyki, fajnie było spróbować czegoś całkiem nowego dla nas.

Zadipowana wątróbka się świetnie sprawdza.
Zadipowana wątróbka się świetnie sprawdza.

Kiedy wieczorem zawitaliśmy nad jezioro, od razu zdecydowaliśmy się zarzucić wędki. Do woreczka PVA trafił drobniutki pellecik, pokruszony paluszek krabowy oraz booster, również w tej nucie smakowej. Na włosie natomiast znalazł się niewielkich rozmiarów nierozpuszczalny woreczek, w którego wnętrzu znajdował się pokruszony i zalany boosterem paluszek krabowy. Kiedy zarzuciliśmy wszystkie wędki, była już dość późna godzina, dochodziła 23.00, byliśmy już więc troszkę zmęczeni. Kilkanaście minut później niesamowitą dawkę energii zaoferowała nam wyjąca na cały dom centralka. Szybko zbiegliśmy na dół i pobiegliśmy do wędek, tym razem była moja kolej holowania. Po upływie kilku minut piękny karp znalazł się już na macie. Był to średniej wielkości misiek, który wywołał u nas niesamowicie wielką radochę, ponieważ udało nam się go złowić na dość nietypową przynętę. Był to mój pierwszy, lecz nie ostatni karp, jakiego udało mi się złowić przy użyciu takiego specyfiku. W późniejszym czasie, podczas kolejnych zasiadek, nie próżnowaliśmy i również łowiliśmy na mięsne specjały, które sprawdzały się rewelacyjnie.

Jeden z późnojesiennych bąków zasmakował w niewielkiej krewetce podanej na włosie.
Jeden z późnojesiennych bąków zasmakował w niewielkiej krewetce podanej na włosie.

Kolejną przynętą, na którą zdecydowanie warto zwrócić uwagę jest wątróbka. Nie ma znaczenia, czy jest ona drobiowa, czy wieprzowa – ryby po prostu ją kochają. Jest ona świetna podczas połowów sumów, aczkolwiek nie tylko one ją kochają, jak się później okazało. Rok temu podczas zawodów World Carp Classic Junior w Czechach każda z drużyn dostała zestaw plastikowych kulek z dziurkami, do których można było włożyć wszystko, co tylko się chciało, począwszy od past, ziaren, pokruszonych kulek, drobnego pelletu, a kończąc na najdziwniejszych rzeczach, na których się skupiliśmy. Pewnie większość osób wzięła te kulki i rzuciła w kąt, nie podchodząc do nich poważne. Ja z Kacprem wręcz przeciwnie - zdecydowaliśmy się na nie łowić. Wystarczyło jedynie pokroić na drobne kawałki wątróbkę wieprzową i zadipować ją w atraktorze o smaku wątróbki i kalmara, a następnie włożyć do małego plastikowego wynalazku i nałożyć go na włos jak zwykłą kulkę proteinową. Dzięki dziurkom aromat dipu stopniowo się uwalniał wabiąc ryby. Natomiast dzięki zastosowaniu plastikowej kulki miękka wątróbka nie spadała z włosa, lecz trzymała się w jednym miejscu. Aby ją wyjąć, należało odkręcić kulkę, a następnie opróżnić z zawartości, więc można było być spokojnym, że nie spadnie nam ona z włosa. W ten sposób przygotowaną kulkę należy założyć na włos, zaczepić worek PVA i można śmiało łowić. Stosując tą metodę udało nam się złowić wiele karpi, w przeróżnych przedziałach wagowych. Począwszy od małych bąków, a kończąc na ładnych rybach, i to nie tylko na samych karpiach. Jesiotry również sobie upodobały tę przynętę, a Kacprowi nawet udało się złowić kilka sztuk pięknych sumów.

Niewielkie bąki z pewnością upodobały sobie wątróbkę.
Niewielkie bąki z pewnością upodobały sobie wątróbkę.

Kolejną - równie atrakcyjną – przynętą są ryby w puszcze, a mianowicie tuńczyk w sosie własnym i makrela w sosie własnym. Sądzę, że inne gatunki ryb byłyby również skuteczne, natomiast my skupiliśmy się jedynie na tych dwóch. W przypadku użycia tego rodzaju mięska niezbędne są wyżej wspomniane plastikowe kulki bądź nierozpuszczalna siateczka, a nawet kawałek pończochy, w którą wkładamy smakołyk, zawiązujemy, a następnie nakładamy na włos. Ta przynęta sama w sobie jest niezwykle aromatyczna, więc nie ma konieczności jej dipowania. Dzięki niej udało nam się złowić najwięcej ryb tej jesieni na różnych jeziorach. Bardzo ucieszył nas jesiotr złowiony podczas kilkugodzinnej zasiadki nad moim ukochanym zbiornikiem PZW. Postanowiliśmy pójść nad wodę. Wzięliśmy wędki. Byliśmy przekonani, że nic nie złowimy. Na obu wędkach założyliśmy plastikowe kulki, w których znajdował się tuńczyk w sosie własnym, a do całości dołączyliśmy mały woreczek PVA z drobnym pelletem Complex-T, który był wymieszany z tuńczykiem. Byłam zdziwiona, kiedy na jednej z wędek pojawił się odjazd. Podczas holu czułam, że nie będzie to karp. Kiedy ryba pokazała się bliżej brzegu, okazało się, że to jesiotr. Byłam bardzo szczęśliwa, ponieważ łowię na tej wodzie od 12 lat, a nikt przede mną nie złowił tego gatunku ryby. 

Cieszę, się, że nasze starania nie poszły na marne i na tak zwykłe przynęty udało nam się złowić wiele ryb. Może ich rozmiary nie były powalające, ale bardzo nas cieszyły. Warto czasem wypróbować coś nowego, albowiem może nas to miło zaskoczyć i wzbogacić naszą wiedzę o nowych przynętach. Już nie mogę się doczekać cieplejszych miesięcy, kiedy będę mogła kontynuować swoją przygodę z nietypowymi przynętami. Chciałabym jeszcze trochę popróbować innych smaków, rodzajów i konsystencji znanych i popularnych produktów spożywczych.

Chciałabym, aby ten artykuł zachęcił brać karpiarską do stosowania różnych przynęt, bo czasami coś, co wydawało się, że nie zasmakuje rybom i się nie sprawdzi może nas pozytywnie zaskoczyć i wzbogacić nasz warsztat.

Zadipowany paluszek krabowy w nierozpuszczalnej siateczce również się świetnie sprawdzał.
Zadipowany paluszek krabowy w nierozpuszczalnej siateczce również się świetnie sprawdzał.

 

Skomentuj