Łamanie zasad

Przetłumacz:

Wyczekujemy słonecznych dni, a każdy słoneczny dzień wczesną wiosną przynosi zmiany, zarówno nad, jak i pod wodą. Przyroda po okresie stagnacji powoli zaczyna odżywać, również i my, miłośnicy wędkarstwa, z dużą dawką podekscytowania spoglądamy za okno.

Średnia ocen:

Nowy sezon, nowe pomysły i nowe teorie na przechytrzenie tych karpi, których nie udało nam się złowić w poprzednim sezonie, snują nam się w głowie. Tworzymy sobie twórczy plan działań, wymyślamy nowe techniki, sprzęt kilkakrotnie już zdążyliśmy przeglądnąć podczas zimowej przerwy, więc pozostaje tylko spakować się i – jeżeli aura na to pozwala – wyruszyć na karpiową zasiadkę. Ale zaraz... gdzie? Jakie przygotować przynęty i zanęty na pierwsze karpie w tym roku? W tym artykule chciałbym skupić się głównie na przynęcie, bo miejsce położenia zestawów to temat na zupełnie osobny artykuł i inną analizę.

Drobna mieszanka do PVA na bazie zanęty, dopalona słodką melasą - tyle wystarczy wczesną wiosną.

Może warto coś zmienić?

Pytań jak zawsze nasuwa się sporo, szukamy na nie odpowiedzi i tylko utarte od lat przekonania, co do słuszności wielu karpiowych teorii, nie pozwalają nam na złamanie stosowanych do tej pory zasad. A może warto coś zmienić? Może nasze sposoby na wiosenne karpie do tej pory niekoniecznie nas zadowalały? Pomimo tego, iż nie zawsze warto iść pod prąd i podważać fundamenty karpiowej wiedzy, z powodzeniem stosowane i sprawdzone od lat, to warto przeanalizować, czy niektóre z nich, powtarzane i kopiowane, nie wymagają odświeżenia, zmiany lub zastosowania czegoś zupełnie odwrotnego, czegoś, czego do tej pory w naszej „karpiowej karierze” nie wypróbowaliśmy, właśnie z tego powodu, iż trudno było nam złamać podstawowe zasady stosowane przy wiosennych zasiadkach. Stereotypów i taktyk na wiosenne przynęty jest cała masa, między innymi przekonań o stosowaniu niewielkiej wielkości kulek, odpowiednich smaków, drobnych zanęt, delikatnego aromatyzowania czy wreszcie bardzo delikatnych, „odchudzonych” zestawów.

Każdy słoneczny dzień wiosenny przynosi zmiany nad i pod wodą.

Przeanalizujmy konkretny przykład

Wiele z podanych wyżej teorii jest jak najbardziej słuszna i można im zaufać, ale są takie kwestie, dotyczące szczególnie tematu przynęt i zanęt stosowanych wiosną, z którymi osobiście nie do końca się zgadzam i z którymi warto trochę poeksperymentować, czego doświadczam od kilku sezonów z pozytywnym skutkiem. Przeanalizujmy konkretny przykład i temat drobnych przynęt stosowanych według opinii wielu karpiarzy o tej porze roku. Z racji tego, iż wiosną w zimnej wodzie mamy niewielką ilość naturalnego pokarmu i niewielką ilość roślinności zanurzonej, w diecie ryb dominują larwy muchówki z rodziny ochotkowatych, które ryby wygrzebują z mułu. Larwa ochotki jest niewielka i słuszne byłoby stosowanie równie niewielkich rozmiarów przynęt tak, aby jak najbardziej zbliżyć się wyglądem naszej przynęty do naturalnego pokarmu i w ten sposób nie wzbudzać nieufności ryb.

Ciekawski karp- efekt kombinacji przynętowych i łamania wiosennych "zasad", czyli duży bałwanek z kulek 20 mm.

Celowo pomijam tu sam smak i zapach samej przynęty, do tego jeszcze wrócimy. I tu należy przemyśleć ważną kwestię i zadać sobie pytanie, czy karpie, mające do wyboru wspomnianą larwę ochotki czy inny naturalny pokarm występujący w osadach dennych i nasze kulki, rzeczywiście wybiorą nasze kulki? Czy jesteśmy w stanie przechytrzyć te cwane ryby stosując swoje przynęty, w tym przypadku kulki proteinowe teoretycznie zbliżone do naturalnego pokarmu? Otóż, nie zawsze. Żadna kulka proteinowa, wyrobiona nawet z najbardziej naturalnych, wysokiej jakości składników, mączek czy też innych super dodatków, nie może równać się z naturalnym pokarmem występującym w środowisku wodnym, w tym konkretnym przypadku, z naturalną, żywą ochotką występującą w naszym łowisku. Karp zawsze wybierze znany mu pokarm naturalny. Oczywiście, stosując w miksie do naszych kulek odpowiednie dodatki, takie jak np. hemoglobina, której obecność w larwie ochotki nadaje jej intensywny, czerwony kolor, możemy zbliżyć się do pokarmu, który karp zna i czasem uda nam się skusić niejednego cyprinusa do zassania naszej kulki, to tak naprawdę nie jesteśmy w stanie konkurować i przebić się przez jej naturalny pierwowzór, występujący w dużych ilościach na dnie zbiorników wodnych. Sytuacja ta dotyczy szczególnie krótkich zasiadek, zwłaszcza wiosennych, kiedy nie używamy dużej ilości zanęty i nie przyzwyczajamy długotrwale karpi do jednego rodzaju pokarmu.

Zaawansowana wiosna, czyli powoli przechodzimy z drobnej zanęty na grubsze frakcje.

Odwrotna taktyka

A zatem co możemy zrobić? Tu polemizowałbym z bezwzględną teorią stosowania w okresie wiosennym tylko małych rozmiarów przynęt. Raczej pokusiłbym się o stwierdzenie, iż zastosowanie zupełnie odwrotnej taktyki, czyli dużych przynęt, i to zupełnie nieprzypominających swoim wyglądem czy smakiem naturalnego pokarmu, czyli w tym konkretnym przypadku larwy ochotki, skusi karpia do brania. Ale dlaczego? Częściowo odpowiedzieliśmy sobie na to pytanie, iż nie jesteśmy w stanie w stu procentach konkurować naszymi kulkami, mimo wielu starań przy ich tworzeniu, z naturalnym pokarmem, w związku z tym musimy inaczej wyróżnić naszą przynętę. Co możemy wykorzystać? Jak wiemy, karp jest rybą bardzo ciekawską. Z moich obserwacji wnioskuję, iż większość zachowań ryb spowodowana jest ich zaciekawieniem, a nie tylko chęcią zdobywania pokarmu. Patrząc na to, jak często łowione są karpie na sztuczne przynęty, wręcz plastikowe jak kukurydza pływająca czy kulki pop-up, które jak wiadomo nie są wypełnione naturalnymi składnikami, a które cała rzesza karpiarzy stosuje praktycznie wszędzie i zawsze, nasuwa się stwierdzenie, iż pobierają ten pokarm, który jest dla nich zupełnie nienaturalny, z czystej ciekawości.

Każda ryba o tej porze roku przynosi wiele satysfakcji.

Właśnie po analizie tych zagadnień wiosną wypróbowałem czegoś odwrotnego – z powodzeniem sprawdzały mi się kulki 20 mm dodatkowo podbite kulką pop-up czy też tonące bałwanki, czyli wizualnie dość dużych rozmiarów przynęty. Ten wynik potwierdziłem na kilku zbiornikach. Także smak moich kulek nie był wcale stonowany, co przeczy poglądom o słuszności stosowania neutralnie, delikatnie pachnących przynęt w okresie, w którym nie występuje naturalnie wysokie stężenie biomasy w zbiorniku wytwarzającej intensywny aromat, przez który musielibyśmy się przebijać naszymi zapachami. Przez ostatnie dwa sezony stosowałem wczesną wiosną kulki o intensywnych, często dość ostrych aromatach czosnku, pomarańczy, ostrego kraba czy truskawki z pieprzem, którymi karpie, wbrew temu co wcześniej myślałem, interesowały się z podwojoną siłą. Dodam też, iż teoria stosowania kulek o profilu owocowym w miesiącach letnich i kulek o profilu mięsnym w miesiącach zimowych już dawno została obalona i nijak ma się do rzeczywistości nad wodą.

Drobne zmielone kulki do PVA, zanęta dalej pozostaje drobna w przeciwieństwie do przynęty.

Mało tego, nie dość, że stosowałem dużych rozmiarów kulki o intensywnym zapachu wcale niezbliżonym do naturalnego pokarmu, to jeszcze dodatkowo stosowałem dopalacze w postaci przeróżnych zalew, m.in. boosterów, liquidów i dipów. Kulki zalane dipem na kilka tygodni przed zasiadką są naprawdę bardzo intensywne, co nie zniechęcało karpi do zassania takiej przynęty, wręcz odwrotnie – udało się tym sposobem skusić do brania wiele ryb i sądzę, iż w tym konkretnym przypadku, czyli podczas wiosennej, krótkiej zasiadki, karpie pobierały taką przynętę z czystej ciekawości, niezależnie od tego, czy w tym czasie poszukiwały pokarmu. W temacie samych zanęt stosowanych o tej porze roku całkowicie zgadzam się z tym, iż nie powinniśmy przesadzać z ilością, jak i wielkością frakcji zanęty. Bardzo skuteczne są zatem wszelkiego rodzaju drobne mikropellety o dowolnych smakach. Sama technika podania zanęty może być dwojaka, jeśli mamy możliwość, delikatnie rozpraszamy pellet dookoła naszego zestawu lub stosujemy punktowe podanie zanęty przy pomocy materiałów PVA. Skuteczniejsze wydaje mi się jednak rozproszenie drobnej zanęty dookoła zestawu, nie nasyci to karpia a przyciągnie zapachem, wzbudzi jego ciekawość.

Mieszanie zapachów i kombinacje przynętowe zaciekawią karpie.

Podsumowując nasze rozważania dodajmy, iż wszystko, co zaobserwujemy, jest wynikiem wielu godzin spędzonych nad wodą i tylko wnioski wyciągnięte z wielu zasiadek o podobnej porze roku mogą być wykładnią nowych teorii. Czasem ciężko się przełamać i zmienić swoje dotychczasowe przyzwyczajenia i utarte przez lata poglądy, ale czy w karpiowaniu nie o to właśnie chodzi, aby cały czas coś rozwijać, zmieniać i szukać nowych sposobów, rozwiązań i technik na przechytrzenie karpia. Rzecz jasna nie zawsze i nie wszędzie taka czy inna taktyka się sprawdza, nasze wyniki uzależnione są od bardzo wielu czynników, na temat których również warto polemizować i debatować, ale to już temat na osobny artykuł. Nie zawsze wrócimy z zasiadki zmęczeni wieloma holami, ale zawsze będziemy w pełni zadowoleni i usatysfakcjonowani, jeśli wypróbujemy inne niż do tej pory sposoby, a jak uda nam się złowić kilka karpi łamiąc przy tym utarte stereotypy, to już mamy pełnię szczęścia, czego wszystkim życzę.

Bałwanek na lekkim dywanie z micropelletu może skusić karpia do zassania, niekoniecznie z głodu.

Skomentuj