To, co nas łączy
To, co nas łączy

Przetłumacz:

Tysiące nowych rozwiązań, nowych pomysłów i metod zalewa nasze głowy i serca. Lubimy, kiedy wokół nas „świecą” nowości. Kiedy piękne rod pody trzymają na „swych grzbietach” wspaniałe kije, uzbrojone w młynki o „maślanej pracy”.

 

Na ich wielkich szpulach równo nawinięte mienią się zaawansowane technologicznie linki, łączące się z przemyślanymi maskującymi zastawami, a haki łapią karpiową wargę przy najmniejszej próbie posmakowania pachnącej kuleczki. To wszystko sprawia nam niebywałą frajdę i radość. Stajemy się efektywni, pewnie siedzimy w fotelu wiedząc, że wszystko przygotowaliśmy w najdrobniejszych szczegółach i żaden element naszego wyposażenia nie jest przypadkowy. A co najważniejsze – nie zawiedzie nas w czasie zmagań z okazem.

Z drugiej strony istnieją wędkarze, którzy „jadą” na swoim starym, sprawdzonym sprzęcie – kilkunastoletnich teleskopowych kijach, ciężkich kołowrotkach i grubych żyłkach… Nie zobaczymy u nich „swingerów”, centralek, tripodów czy zdalnie sterowanych łódek do wywożenia zanęt i gotowych zestawów karpiowych pod drugi brzeg. Siedzą raczej na małych rozkładanych krzesełkach z bazaru. Wpatrują się w tzw. małpki dyndające na wietrze na wszystkie strony, wędki mają oparte o jakiś korzeń czy starą zardzewiałą podpórkę. Ich zestawy są proste – podstawowy hak z włosem, na włosie pierwsza lepsza kulka z miejscowego sklepu lub gotowana kukurydza z dodatkiem wanilinowego cukru. Nocą przysypiają w przysiadzie na krzesełku lub rozłożonym samochodowym fotelu, koniecznie z otwartą szybą, by w razie brania usłyszeć piszczenie sygnalizatora wprost z podpórki. Czy jednak ci, którzy reprezentują pierwszy wymieniony wyżej styl są lepsi od tych drugich? Czy model kija lub zawieszona na szyi centralka świadczy o kunszcie łowcy? Czy wygodne łóżko w pachnącym namiocie uczyni nas karpiarzami z prawdziwego zdarzenia? Różnimy się od siebie, bo mamy swoje nawyki i poglądy. Mamy swoje marzenia i cosezonowe plany, które wcielamy w życie. Jeden marzy o Rainbow i trójce z przodu, ktoś inny o dwuczęściowej karpiówce i choć trzech wolnych weekendach, które mógłby spędzić nad swoją ukochaną wodą. „Zaszyty” gdzieś wśród zieleni, z dala od zgiełku i spraw codziennych, podczas cichej zasiadki nad dzikim, leśnym stawem. Wiele nas dzieli, ale równie wiele nas łączy! Czy emocje z holu w środku nocy, kiedy wpatrujemy się w mrok, a zmysły wyostrzają się, by „wygrać” pojedynek z szalejącym w wodnych otchłaniach karpiem różnią się od siebie ze względu na kij, który trzymamy w rękach? Czy frajda i wspomnienia z tak emocjonującego holu są mniej „kolorowe”, mniej fajne, bo do brania zbudził nas hałas spadającej z podpórki wędki, a nie dźwięk centralki leżącej na karpiowym łóżku? Mogą dzielić nas sprzęt, poglądy, ubrania, ale to, co robimy, jest takie samo. To, co „każe” nam siedzieć kilka dni w oczekiwaniu na jeden, jedyny odjazd... Co to takiego? Hobby, karpie, przygoda…? Zwą to pasją!!! Właśnie ta pasja jest tu najważniejsza. Miłość do przyrody i chęć zmierzania się z godnym przeciwnikiem, zwycięstwo w „polowaniu”. Potrzeby i emocje tak bardzo zakorzenione w nas od pradziejów. Instynkt łowcy odziedziczony po pierwszych myśliwych, instynkt, który pozwolił nam przetrwać do czasów dzisiejszych. Instynkt, dzięki któremu wozimy w bagażnikach swoich samochodów właśnie ten piękny, nowoczesny sprzęt. Przecież to za sprawą instynktu, chęci złowienia, upolowania karpiarstwo wciąż się rozwija. Tworzone są nowe, lepsze, nowocześniejsze rodzaje „broni”, czyli elementy całego naszego ekwipunku.

Wymyślamy nowe sprytniejsze „pułapki”, które zastawiamy na nasze karpie czy amury, a później cieszymy się niezmiernie, kiedy okazują się skuteczne. Kiedy przynoszą upragniony efekt w postaci pięknej fotki i kilkudziesięciu kilogramów na karpiowej wadze. Świat się zmienia, niektórzy zostają w tyle, z różnych względów. Inni idą z duchem czasu, bo sprawia im to radość. Ich oczy cieszy piękny sprzęt czy sunąca po falach łódka wioząca górkę pachnących kulek zalanych „magicznym eliksirem”. Jeśli coś nas cieszy, dlaczego sobie tego odmawiać? Przecież to „zdrowe” hobby. Idąc z duchem czasu dobrze jest włożyć na siebie markowe wędkarskie ciuchy i usiąść z kolegami przy wspólnym stoliku, jeśli oczywiście komuś odpowiada taki styl. Szanujmy jednak tych, którzy siadają na swoim stołku, otoczeni często sentymentalnym sprzętem, który wykonuje dla nich wspaniałą pracę. Doceńmy karpiarzy, którzy łowią wspaniałe okazy zapomnianymi już przynętami i technikami, które są im bliskie. Technikami, które przypominają im dzieciństwo czy też dawne, pełne emocji chwile podczas holu okazałych ryb, których wtedy, kiedy oni stawiali swe pierwsze wędkarskie kroki, nie było nawet jak zważyć. Tyle nas łączy. Często nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wspaniałym slangiem wędkarskim się posługujemy. Wiele razy obserwowałem miny postronnych „podsłuchujących”, niewędkujących ludzi, którzy nic nie rozumieją z tej naszej „gadki”. Pop-up, swinger czy cobra brzmią dla nich jak zaklęcia czarnej magii. Wspaniałe jest nasze karpiarstwo, jego przeróżne aspekty, nad którymi często się nawet nie zastanawiamy. Każdemu z nas na pewno nasuwa się teraz na myśl kilka innych karpiowych zagadnień, które nas łączą, nas – karpiarzy. Dzielmy się wiedzą, opiniami, patentami i przemyśleniami. Szczególnie z młodymi adeptami, którzy często na początku swej przygody z „miśkami” mogą być zagubieni w tym „kolorowym” karpiowym świecie. W dobie przesytu informacją w mediach czy Internecie można czasem zbłądzić i obrać zły kierunek.

Najcenniejsze są doświadczenia zbierane nad wodą, podczas godzin spędzonych przy kijach, tego nie zastąpią nawet najnowsze wieści z „Wysp” czy obejrzane cztery filmy na You Tubie. Dlatego wspierajmy młodych, nowych i dzielmy się prawdziwym doświadczeniem znad wody. Szukajmy tego, co nas łączy, co czyni nas karpiarzami. Tego, co pozwala nam czuć się dobrze w wolnych chwilach nad wodą. Czyż nie wspaniale jest przybić piątkę z kompanem tuż po przybyciu w umówione, może nawet wcześniej nęcone, miejsce? Podać rękę nieznajomemu karpiarzowi ze stanowiska obok, wymienić kilka zdań i już po chwili rozmawiać w najlepsze, wspominać zasiadki czy przeglądać fotki okazów na telefonie? Karpie łączą nie tylko nas karpiarzy, ale i pokolenia. Jak to mówią: „w młodych siła”. Uczmy ich szacunku do przyrody, ryb i siebie nawzajem. Uczmy ich i uczmy się od nich. Szukajmy właściwego „kierunku”, wypatrujmy tego co, nas łączy – pielęgnujmy naszą wspólną pasję.

 

Skomentuj