Teoria czy praktyka?

Przetłumacz:

Każda karpiowa wyprawa rozpoczyna się od planowania. Pierwszy krok to wybór wody, nad którą spędzimy czas w poszukiwaniu karpi, wybór miejsca na położenie zestawu i wreszcie wybór przynęty i taktyki nęcenia.

Średnia ocen:

Wyjazdowi nad nową, nieznaną nam wodę, towarzyszy zawsze duże podekscytowanie i wielka niewiadoma. Szczególnie, gdy jest to nieznana w środowisku internetowym woda pełna tajemnic, z niezbadanym dnem, z pogłowiem karpia, którego nikt nie zna. Takie wyjazdy zawsze lubiłem najbardziej. Stojąc nad taką wodą po raz pierwszy, każdy karpiarz, który chce nieprzypadkowo łowić cyprinusy, zadaje sobie jedno zasadnicze pytanie: gdzie ich szukać? Odpowiedź jest złożona i zależna od wielu czynników, ale ułatwi nam ją wiedza o tej konkretnej wodzie. Obecnie, gdy rozwinięte są media społecznościowe, wielu wędkarzy, którzy zaczynają przygodę z karpiami, ma tak dużo informacji w sieci. Da się zauważyć pewną niepokojącą tendencję – całkowicie zanika naturalna potrzeba i chęć szukania odpowiedzi na pytania bezpośrednio nad wodą, czyli w miejscu, gdzie ryby przebywają.

Odpowiedni sprzęt ułatwi nam znalezienie miejsc położenia zestawu, jednak do tego potrzebujemy jeszcze wiedzy o rybach i środowisku.

Oczywiście nie ma nic złego, iż wspieramy swoją wiedzę używając licznych mediów, aczkolwiek najlepszą wiedzę daje czas spędzony nad wodą. Wiadomości zdobyte podczas obserwacji jezior i rzek składają się na doświadczenie, które zaprocentuje w przyszłości, przekładając się na efekty. Pozwoli nam stale rozwijać się w hobby. Wymaga to oczywiście osobistego zaangażowania i czasu, ale czy nie jest to nierozerwalna część naszej pasji i czy nie o to właśnie chodzi? Szukanie wiedzy na temat zbiornika od łowiących karpiarzy pomoże nam w szybszym zlokalizowaniu i złowieniu ryby, tylko czy to nie pułapka? Nie mieliście czasem wrażenia, że rady kolegów znad danej wody często wcale się nie sprawdzały, a my uzyskaliśmy świetne efekty robiąc inaczej? Posłużę się przykładem, który zaobserwowałem nad łowiskiem.

Przyjeżdża wielkie auto wyładowane po dach sprzętem.

Nie ma złotych kulek czy zanęt ale zawsze staram się dobierać karpiową kuchnię do pory roku.

Karpiarz ambitnie udaje się na stanowisko, wywozi na pewniaka zestawy, siada i czeka. Cały proces zajmuje mu 30 minut i tylko ilość sprzętu spowalnia karpiarza przed jeszcze szybszą wywózką. Patrząc na to z boku, uświadamiam sobie, iż zapewne bardzo dobrze zna wodę, wielokrotnie już tu łowił i wie, gdzie karpie mają swoje trasy. Ja dzień wcześniej spędziłem kilka godzin na dokładnym sondowaniu dna, sprawdzaniu miejscówek, obserwacji, ale pytań dalej nasuwa mi się mnóstwo. Spokojnie czekam, co będzie się działo na naszych stanowiskach. On – stały bywalec, ja – człowiek, który kompletnie nie zna tej wody. Dwie doby później po kilku holach karpi na moim stanowisku i dalszych obserwacjach zaczynałem poznawać zbiornik. Miałem pojęcie o charakterze dna, głębokości.

Obserwowanie wody i analizowanie sytuacji, czyli krok do obrania odpowiedniej taktyki.

W notatniku rozrysowałem całą mapkę interesujących miejsc. Nadszedł dzień, gdy kolega z sąsiedniego stanowiska, u którego nic się nie działo, odwiedził mnie zaciekawiony. Jakie było zdziwienie, gdy dowiedział się, iż jestem pierwszy raz nad tą wodą. On również, ale wiedzę na temat zbiornika zdobył, zadając pytanie na jednym z internetowych forów. Efektem był… brak efektów. Oczywiście nie ma w tym nic złego, ponieważ wiele czynników mogło wówczas wpłynąć na wynik połowu. Moim celem nie jest krytykowanie takiego zachowania, a raczej uświadomienie zagrożenia wynikającego z błędnych analiz i sugerowania się błędnymi podpowiedziami od osób, które są karpiarzami, jednakże wybitnie internetowymi. Zdobywając wiedzę tylko z jednego niesprawdzonego źródła niejako tracimy całą zabawę i przyjemność z tropienia ryb. Także opinie innych, często niepotwierdzone praktyką, które danej wody o zgrozo nigdy nie widziały, mogą nas źle nastawić, zmylić i całkowicie rozleniwić. Pytania zadawane w mediach i forach internetowych najczęściej nastawione są na uzyskanie niezawodnej recepty na złowienie karpia w danym zbiorniku. Nigdy jednak nie pomogą nam w zdobyciu wiedzy, przyczyniającej się do regularnego łowienia tych wspaniałych ryb w przyszłości.

Duża woda wymaga wielu przygotowań, nie łatwo jest znaleźć żerujące ryby, obserwacja pomaga.

A od czego zacząć badanie i analizowanie wody, nad którą jeszcze nigdy nie byliśmy? Jeśli poważnie podchodzimy do zasiadki, polecam, abyście odbyli kilka rekonesansów nad wodę. Tu jak najbardziej pomoże nam technika. Wcześniej możemy zbadać teren posługując się mapą w google, sprawdzić odległości od brzegu do brzegu, dojazdy. Zdjęcia akwenu z góry pomogą nam zlokalizować ciekawe miejsca. W czystych zbiornikach, gdzie woda jest przejrzysta, często górki podwodne widać ze zdjęć satelitarnych. Jeżeli nasza karpiowa wyprawa nie ma być jednorazowa, warto poświęcić trochę czasu na obserwację wody i opracowanie planu. Osobiście zazwyczaj obchodzę cały akwen dookoła, jeżeli są takie możliwości, aby sprawdzić wszystkie potencjalne miejscówki. Zaglądam w każdą zatoczkę, szukam roślinności, sprawdzam rodzaj dna. To ważne, na jakim podłożu położę swoje zestawy.

Efekt zmiany sposobu nęcenia i odpowiedniej przynęty.

Czy będzie to muł, czy żwir, czy może dno pokryte małżami. Sprawdzam głębokości za pomocą markera lub na pontonie z echosondą. Analizuję ukształtowanie linii brzegowej pod kątem tras żerowania karpi i ewentualnych już istniejących stanowisk wędkarskich, które mogłyby mi przeszkadzać. Zazwyczaj omijam oklepane miejsca z wytartą trawą. Tam zawsze jest tłok, którego nie lubię i który przeszkadza w osiąganiu wyznaczonych celów. Jeśli znajdę oddalone od brzegu zatopione konary czy podwodne górki, dokładnie sprawdzam, co jest dookoła, jak ukształtowane jest dno, czy górki nie mają bardzo ostrych spadów lub czy są na nich półeczki do położenia zestawu. Wszystkie czynności rozpoznania są nierozerwalnie związane z wędkarstwem karpiowym i są częścią każdej karpiowej zasiadki.

Karpiowanie to nie tylko hole ryb i fotki z tymi największymi, do czego dążą teraz młodzi. Wielkość złowionej ryby nie zawsze jest miarą naszego doświadczenia i wiedzy, ale regularność w połowach już tak. Karpiowanie to zespół czynności związanych ze zdobywaniem praktycznej wiedzy, która po pewnym czasie przełoży się na efekty. Tego procesu nie da się na siłę przyspieszyć, bo składają się na niego: przygotowania do zasiadki, analiza pogody, badanie środowiska karpi, godziny spędzone nad wodą w poszukiwaniu oznak żerowania ryb i analizowaniu tego, co się zdarzyło. Tylko wtedy nasze efekty nie będą dziełem przypadku, a karpie nauczymy się łowić regularnie. Wszystkie działania przyniosą ogromną satysfakcję, zadowolenie i radość bez niezdrowej rywalizacji. Sucha teoretyczna wiedza internetowa z pewnością pozwoli nam wstępnie poznać temat, którym się interesujemy, ale tylko kontakt z żywą wodą, środowiskiem, nasze porażki i czas spędzony nad danym zbiornikiem pozwolą nam w pełni wykorzystać możliwości naszego sprzętu i przyczynią się do sukcesów. Wtedy spełnieni i zadowoleni będziemy wracać z zasiadki, nawet jeśli czasem okaże się, iż nic nie udało się złowić.

Skomentuj