Moja jesień na żwirowniach
Moja jesień na żwirowniach

Przetłumacz:

Jeśli miałbym wybrać najlepszą porę roku na karpie, wybrałbym właśnie późną jesień. I nie chodzi mi jedynie o to, że o tej porze roku mamy największe szanse na spotkanie z prawdziwym grubasem, ale przede wszystkim o atmosferę.

Średnia ocen:

Coraz częstsze przymrozki sprawiają, że liści na drzewach z dnia na dzień ubywa, a w powietrzu można poczuć niechybnie zbliżającą się końcówkę sezonu. Przyroda daje nam sygnał, że powinniśmy czym prędzej udać się nad wodę i w pełni wykorzystać te karpiowe ostatki. To właśnie teraz mamy największą szansę pobyć nad wodą sami. Często się zdarza, że cały zbiornik mamy tylko dla siebie. Chyba to jest najpiękniejsze. Nieograniczony wybór karpiowych stołówek daje nam duże pole do popisu. Moimi ulubionymi jesiennymi łowiskami są duże i głębokie zbiorniki pożwirowe. To właśnie na nich spędzam końcówkę karpiowego sezonu.

Właściwa prezentacja zestawu pod wodą jest bardzo ważna przy słabych braniach.
Właściwa prezentacja zestawu pod wodą jest bardzo ważna przy słabych braniach.

Wybór zbiornika

Stając przed wyborem łowiska na moje późnojesienne wypady, staram się kierować kilkoma czynnikami. Pierwszym i chyba najważniejszym jest znajomość wody, na której zamierzam łowić. Wiedza na temat topografii dna zbiornika oraz miejsc, w których na zimę gromadzi się białoryb, zdecydowanie ułatwia mi odnalezienie karpiowych miejscówek, w których będę mógł łowić aż do pierwszego lodu. Karpie w tym okresie przeważnie podążają za innymi rybami spokojnego żeru, dlatego też odnalezienie miejsc, w których przebywają leszcze, z reguły pozwala mi namierzyć również karpie. Jeśli mam taką możliwość, przeważnie staram się wybrać wodę, która znajduje się nieopodal mojego miejsca zamieszkania. Zwłaszcza teraz, kiedy dni są coraz krótsze i nie zawsze udaje mi się wyrwać na kilkudniowy wypad. Taka żwirownia, znajdująca się w promieniu kilku kilometrów od domu, pozwala mi spędzić na rybach choć kilka godzin dziennie.

Zwłaszcza wtedy, kiedy pogoda jest stabilna i są szanse na branie, warto wyskoczyć nad wodę nawet na parę godzin zaraz po pracy.

Listopadowy garbus złowiony przy dodatniej temperaturze podczas niżówki.
Listopadowy garbus złowiony przy dodatniej temperaturze podczas niżówki.

Argumentem mocno przemawiającym za tym jest fakt, że karpie w tym okresie często lubią żerować wieczorową porą. Właściwie najlepsze brania karpi miałem do godziny 22.00. Musimy pamiętać, że na zbiorniku, który wybierzemy, prawdopodobnie zakończymy nasz karpiowy sezon. Z tego też powodu powinniśmy wybrać taką wodę, która jak najdłużej zagwarantuje nam możliwość łowienia. Idealne będą wszelkiego rodzaju zbiorniki o możliwie dużym zróżnicowaniu dna, w których głębokość spada do 4 lub więcej metrów. W tak głębokiej wodzie karpie czują się w miarę komfortowo, nawet wtedy, gdy temperatura powietrza spada poniżej zera. Logiczne jest, że najpóźniej oddają temperaturę zbiorniki większe, o dużej głębokości oraz te osłonięte drzewami od zimnych wiatrów. Pamiętam taką niewielką żwirownię dookoła osłoniętą sosnowym lasem.

Małże - podstawowy pokarm karpi jesienią.
Małże - podstawowy pokarm karpi jesienią.

Choć miała nie więcej niż hektar, to brania mieliśmy systematyczne aż do końca listopada. Jej niewątpliwą zaletą była głębokość wody, która w najgłębszym miejscu wynosiła prawie 5 metrów. Jeśli macie w waszej okolicy zbiorniki, które omijaliście szerokim łukiem ze względu na znaczne głębokości, to właśnie teraz nadeszła pora, by bliżej im się przyjrzeć. Nie bójmy się, gdy nie znajdziemy płytszych górek jak 6 czy 7 metrów. Właśnie o tej porze roku mogą to być idealne żerowiska. Te głębokie żwirowe garby często usiane są koloniami małży, za którymi podążają okazałe karpie. Dobre wyniki miałem również na prostych blatach w okolicach płytszych górek. To właśnie u ich podstawy karpie późną jesienią znajdują dobre warunki do żerowania oraz stabilną temperaturę wody. Gdy głębokość takiego stoku spada do czterech lub więcej metrów, warto postawić tam zestaw. Dno pod takimi twardymi garbami z reguły będzie zamulone ze względu na nanoszone podwodnymi prądami szczątki obumarłych roślin.

Miejsca u podstawy górki, gdzie zaczyna się miękkie dno, to jesienne bankówki.
Miejsca u podstawy górki, gdzie zaczyna się miękkie dno, to jesienne bankówki.

Taktyka na zimne karpie

Kiedy już dokonałem wyboru łowiska, nie pozostaje mi nic innego, jak tylko spakować wędki do auta i ruszać nad wodę. Teraz najważniejszym elementem zasiadki jest taktyka nęcenia. Jeśli dobrze znam wodę, na której będę łowił, często decyduję się na podnęcenie przed zasiadką wcześniej obranych miejsc. Co innego, jeśli jest to mój pierwszy sezon na danej wodzie. Wtedy staram się aktywnie szukać żerujących karpi. O tej porze roku staram się nie przesadzać z zanętą. Kilka garści konopii oraz podobna ilość częściowo pokrojonych kulek, to odpowiednia ilość na jedną miejscówkę. Jeśli chodzi o konopie, to sprawa jest jasna. Co innego, gdy do nęcenia zamierzam użyć kulek proteinowych. Taka przynęta musi być szybko strawna i dobrze pracująca, zwłaszcza teraz, gdy temperatura wody spada bardzo szybko. W zimnej wodzie o temperaturze poniżej 10 stopni mało która kulka dobrze pracuje. Dobrą alternatywą jest zastosowanie rozpuszczalnej pasty, którą oklejamy przynętę lub też ciężarek. Unikam natomiast w tym czasie kukurydzy oraz grubszego pelletu, które potrafią szybko nasycić słabo żerujące karpie. Gdy temperatura wody spada poniżej 6 stopni, wtedy wystarczy jedynie siateczka pva z pokruszonymi kulkami. Jeśli już miałem branie na którejś miejscówce, często przed takim wypadem staram się podrzucić chociaż odrobinę zanęty tak, by jak najdłużej utrzymać i przyzwyczaić karpie do pobierania pokarmu w wybranym miejscu. Zawsze w tak późnym okresie stosuję zasadę, że lepiej sypnąć za mało zanęty, aniżeli przenęcić karpie, które w zimnej wodzie trawią dużo wolniej.

Obumarłe rośliny to miejsca, w których karpie mają jesienią sporo naturalnego pokarmu.
Obumarłe rośliny to miejsca, w których karpie mają jesienią sporo naturalnego pokarmu.

Z wywózki czy z rzutu?

Wybór metody łowienia zależeć będzie od wielu czynników, między innymi od charakterystyki dna zbiornika oraz ewentualnych zaczepów, które napotkamy po drodze do naszej miejscówki. Żwirownie charakteryzują się tym, że podwodne garby lub dołki nie zawsze będą na tyle duże, byśmy mogli skutecznie łowić na nich z rzutu. Duże znaczenie ma odległość, na której znaleźliśmy interesujące nas miejsca. Im dalej będziemy chcieli łowić, tym nasza celność będzie maleć. Jeśli uda nam się znaleźć wystarczająco dużo miejsc, do których bez problemu celnie dorzucimy zestawem, wtedy sytuacja będzie dla nas komfortowa. Odpada bowiem rozkładanie i składanie pontonu, co w sytuacji, kiedy mamy do dyspozycji jedynie kilka godzin nad wodą, pozwala zaoszczędzić sporo czasu, który możemy przeznaczyć na łowienie. Nie będę się tutaj rozpisywał jak skutecznie zanęcić oraz posłać zestaw w wybrane miejsce, bo to już temat na osobny artykuł o łowieniu z rzutu, których w gazetach znajdziemy sporo. Jeśli miejsca, które będziemy obławiać, znajdują się poza zasięgiem naszego rzutu, nie pozostaje nam nic innego jak tylko wywózka. Metoda ta ma niewątpliwie wiele zalet. Przede wszystkim daje nam nieograniczone możliwości wyboru miejscówek. Umożliwia również dokładniejsze położenie zestawu oraz punktowe nęcenie. Obojętnie czy łowię z rzutu, czy też z wywózki, każdy z moich zestawów posyłam w inne miejsce, często na różnych głębokościach. Gdy tylko w którymś z miejsc doczekam się brań, choćby niewielkich leszczy, poświęcam temu miejscu nieco więcej czasu. Nieraz się zdarzało, że po uprzykrzających braniach mniejszych ryb doczekałem się upragnionego karpiowego odjazdu.

Piękny jesienny lustrzeń złowiony po wcześniejszym zanęceniu miejscówki.
Piękny jesienny lustrzeń złowiony po wcześniejszym zanęceniu miejscówki.

Sprzęt i zestawy końcowe

Moje zestawy końcowe do łowienia karpi, zarówno z rzutu jak i z wywózki, w 90 procentach niczym się nie różnią. Najlepiej sprawdziło mi się połączenie krótkiego odcinka miękkiej plecionki od haczyka z dłuższym kawałkiem fluorocarbonu od strony krętlika. Zestaw ten w miejscu łączenia tych dwóch materiałów dociążam lametą ołowianą, stosowaną w wędkarstwie muchowym do dociążania nimf. Można również zastosować elastyczną pastę, jednak ona często lubi spaść podczas łowienia. Im bliżej zimy, tym częściej stosuję zestawy przelotowe z przesuwnym pierścieniem na bocznym montażu. Jeśli łowię metodą rzutową, używam około 50 centymetrowego odcinka leadcora, który zapobiega splątaniu zestawu podczas rzutu. Łowiąc z wywózki, nie jest to konieczne. Jeśli chodzi o linkę główną, to najważniejsze jest, aby nie była zbytnio rozciągliwa. Takie zadanie spełnia plecionka, która pozwala mi zanotować najdelikatniejsze brania oraz podskubywanie przynęty przez inny białoryb. Łowiąc z rzutu, wolę używać mało rozciągliwej żyłki, która w miarę dobrze pokaże mi delikatne branie karpia, a dodatkowo umożliwi łowienie, gdy temperatura powietrza spadnie poniżej zera. Wędki staram się umieszczać na widełkach tak, by ich szczytówki szły w jednej linii z linką główną, co zdecydowanie poprawia sygnalizację brania. Abym mógł jeszcze szybciej zaobserwować moment brania, jako sygnalizatorów mechanicznych zawsze używam hangerów, które wskażą mi najdelikatniejsze brania. Jest to bardzo ważne, gdyż karpie w tak zimnej wodzie często po braniu nie odpływają z miejsca, w którym wzięły i starają się wypluć haczyk, potrząsając w miejscu głową. Branie w takim wypadku często sugeruje nam, że na końcu naszego zestawu mamy niewielkiego leszcza. Nie dajmy się zwieść i na każde podejrzane zachowanie hangera reagujmy natychmiastowym zacięciem. Zapewniam was, że większość moich “późnojesiennych” karpi złowiłem właśnie po takim niepozornym braniu.

Połączenie fluorocarbonu z miękką plecionką na przelotowym ciężarku jest bardzo skuteczne, zwłaszcza jesienią.
Połączenie fluorocarbonu z miękką plecionką na przelotowym ciężarku jest bardzo skuteczne, zwłaszcza jesienią.

Wpływ pogody na żerowanie karpi

Teraz, gdy woda w żwirowniach straciła już swoją wysoką temperaturę, a często wiejące silne wiatry dostarczyły jej spore ilości tlenu, wydaje się, że częste zmiany ciśnienia nie wpływają już tak bardzo na żerowanie karpi, jak miało to miejsce zwłaszcza w okresie letnim. Również same ryby już nie są tak skore do migracji w poszukiwaniu pokarmu i bardziej natlenionej wody. Osobiście najlepsze brania miałem wtedy, gdy temperatura powietrza była dodatnia. Wyżowa pogoda natomiast przynosiła przymrozki i z braniami bywało znacznie gorzej. Często ostatnią deską ratunku w takiej sytuacji okazywało się postawienie zestawów w najgłębszych rowach pomiędzy podwodnymi garbami. W tym okresie staram się wykorzystać każdą wolną chwilę i być nad wodą tak często, jak tylko jest to możliwe. Jak długo możemy polować na późnojesienne grubasy? Odpowiedź nie jest jednoznaczna. Wszystko zależy od tego, jaka populacja ryb zamieszkuje dany zbiornik. Jeśli karpi jest sporo, konkurencja pokarmowa jest duża, to na brania możemy liczyć dopóki tafli wody nie skuje lód. W żwirowniach, w których łowię, populacja ryb jest stosunkowo niewielka, co do ilości pokarmu, który występuje w wodzie. Dlatego też przeważnie kończę sezon wtedy, gdy temperatura wody spadnie poniżej 4 stopni. Najgorsze są mocne, zimne wiatry, które potrafią w ciągu paru nocy schłodzić i wymieszać wodę nawet w dużej żwirowni, co dla mnie oznacza właściwie koniec karpiowego sezonu.

Taka porcja wysokiej jakości kulek to rozsądna dawka na jeden zestaw.
Taka porcja wysokiej jakości kulek to rozsądna dawka na jeden zestaw.

Czy warto?

Myślę, że odpowiedź na to pytanie jest niezwykle prosta – oczywiście, że warto. Zamiast wylegiwać się na kanapie przed telewizorem, spakujmy jeszcze raz nasz karpiowy ekwipunek i ruszajmy nad wodę, gdyż spotkanie z grubym wąsatym miśkiem jest warte nawet sporych wyrzeczeń. Chyba trudno wyobrazić sobie większą nagrodę niż zdjęcie z karpiem w tak wspaniałej scenerii, jaką daje nam późna jesień. Dlatego zachęcam was, byście nie składali jeszcze wędek do szafy i wybrali się na poszukiwanie tłustych i nieco ospałych już bądź co bądź, prawie zimowych karpi. I kiedy w środku nocy wasz namiot okryje warstwa białego puchu, pomyślcie, czy którakolwiek z pozostałych pór roku jest w stanie stworzyć nad wodą tak magiczną atmosferę, jaka towarzyszy późnej jesieni?

Typowa karpiowa stołówka na stoku podwodnego garbu.
Typowa karpiowa stołówka na stoku podwodnego garbu.

Skomentuj