Czy sprzęt łowi ryby?

Przetłumacz:

Czy dzisiaj, kiedy sklepowe półki uginają się pod ciężarem coraz to nowszych akcesoriów, ktoś jeszcze rozmyśla, czy i dlaczego ta cała masa produktów jest mu w ogóle potrzebna. Czy wpływa pozytywnie na karpiowe sukcesy?

Średnia ocen:

Odpowiedź na pytanie postawione w tytule tego artykułu jest dalece złożona, ale postaram się ją znaleźć. Zacznijmy od zastanowienia się lub raczej stwierdzenia, czy sprzęt wędkarski jest wędkarzowi potrzebny i czy ten sprzęt pomoże w złowieniu karpia? Tutaj jednoznacznie należy odpowiedzieć, że tak! Oczywistym i bezspornym jest to, że bez wędki, kołowrotka czy przynęty nie będziemy w ogóle w stanie wędkować. Całe wędkarstwo kojarzy się nam głównie z osobą wędkującą, czyli używającą sprzętu wędkarskiego jako narzędzia do połowu ryb. Pomijam tu kwestie ideologiczne, iż wędkarstwo jest nastawione na obcowanie z przyrodą i rekreacją, a nie pozyskanie ryby jako produktu konsumpcyjnego, ale to temat na osobny artykuł. A więc jednoznacznie stwierdzamy, iż sprzęt jest niezbędny do tego, aby skutecznie łowić ryby, aby w ogóle łowić ryby. Należy zadać sobie pytania, jak bardzo sprzęt pomaga nam w osiągnięciu celu, jakie ilości sprzętu są nam potrzebne, aby skutecznie łowić ryby, i wreszcie, jaki to ma być sprzęt?

Początki

W latach mojego dzieciństwa ilość sprzętu dostępnego na rynku w Polsce była znikoma. Opieraliśmy się na topornym sprzęcie zza wschodniej granicy, wszystko było uniwersalne, wyboru nie mieliśmy. Ciężkie wędki z pełnego włókna szklanego czy niewiadomego pochodzenia kompozyty w wędziskach teleskopowych. Kołowrotki metalowe lub z tworzywa – osobiście używałem modelu bez rolki na kabłąku, tylko z metalową prowadnicą. Wyobraźcie sobie, jak to wszystko skręcało nam żyłki! Czy to przeszkadzało wówczas w skutecznym łowieniu ryb? Czy w tamtych czasach wędkarstwo z powodu braku odpowiedniego wyposażenia było nieciekawe, czy wręcz nieprzyjemne? Otóż nie! Zapewne młodsze pokolenie zdumiewa się na widok starych fotografii wędkarskich sprzed kilkunastu lat. Przy obecnej dostępności i mnogości różnego rodzaju sprzętu, czy to typowo do połowu, czy biwakowego, dziwić może fakt, iż w tamtych latach czerpanie radości, przyjemności z wędkarskich wypraw, pomimo braków sprzętowych, było tak samo ważne i efektywne jak dzisiaj.

Każdy złowiony karp to zwieńczenie naszej zasiadki, niezależnie od użytego sprzętu do jego złowienia.

Niektórzy z tęsknotą wspominają, iż było lepiej. Czasem pokierowane jest to sentymentem do własnej młodości, czasem faktycznym stanem ówczesnej zasobności w ryby naszych wód. A jak to było z naszymi efektami w czasach ubogich w profesjonalny sprzęt? Otóż sięgając pamięcią do czasu, kiedy zaczynałem wędkarstwo karpiowe, braki w sprzęcie w ogóle nie ograniczały nas w skutecznym połowie tych ryb. Pierwsze sukcesy typowo karpiowe były zasługą dziesiątek godzin i dni spędzonych nad wodą, nad analizą środowiska wodnego, nad poznawaniem zwyczajów ryb, bieganiem po brzegu, oglądaniem tego, co dzieje się w wodzie. Sprzęt wówczas tylko pomagał przy łowieniu, to była marginalna część karpiowej nazwijmy to... filozofii. Skutecznie łowiło się pierwsze karpie na wędki teleskopowe, na najprostsze przynęty, często zrobione bezpośrednio nad wodą, które składały się zaledwie z trzech, czterech składników. Nikt wtedy zbytnio nie koncentrował się na samym sprzęcie, a raczej na rybie, na wodzie, na środowisku, w którym ona pływała. Po prostu nie mieliśmy wtedy głowy zaprzątniętej czymś, co nie było dostępne. To pozytywnie wpływało na efekty, bo jak wiadomo, nie sprzęt, a my łowimy i najważniejsze, z technicznego punktu widzenia, zawsze będzie miejsce położenia zestawu i przyjemność obcowania z przyrodą. Potrzeby oczywiście były, tak jak dzisiaj, łowiąc czasem w ekstremalnych warunkach pogodowych, potrzebujemy profesjonalnego sprzętu, aby nie marznąć na rybach, aby przyjemnie, komfortowo przygotować posiłek nad wodą, wygodnie się wyspać. Gdy zaczynałem karpiową przygodę, pierwsze nocki odbywały się w turystycznym, ciasnym namiocie.

Żaden, nawet najnowszej marki, statyw nie złowi nam karpia, ale dzisiejszy wybór i dostępność cieszy oko. Nie ma w tym nic złego.

Nie było mowy o wygodnym łóżku karpiowym, o ogrzewaniu, o komfortowej odzieży termicznej. Czy to powstrzymywało nas przed kolejnymi zasiadkami? Oczywiście, że nie, ale coraz bardziej potrzebowaliśmy profesjonalnych produktów, coraz częściej szukaliśmy sprzętu, aby uatrakcyjnić sobie karpiowe, często wielodniowe, zasiadki. Zatem był popyt, była potrzeba i przyszedł wreszcie czas, gdy rynek nam to zapewnił.

Rozwój wędkarstwa

Ostatnie dziesięciolecie to ogromny rozwój wędkarstwa karpiowego w Polsce i tutaj nie ma co polemizować, to fakt. Karpiarstwo bardzo się rozwinęło, jest popularne, modne i bardzo atrakcyjne. Za sprawą przemian i rozwoju w naszym kraju rozwinęły się media wędkarskie, często wyspecjalizowane, a firmy wędkarskie na ogromną skalę wkroczyły na nasz rynek. Ogromne korporacje i ich handlowcy przedstawiają bardzo bogatą ofertę sprzętu wędkarskiego z różnego przedziału cenowego. Na rynku wreszcie mamy pełen wachlarz produktów, praktycznie z każdej dziedziny wędkarstwa. Wędkarstwo oraz – co za tym idzie – sprzęt potrzebny do jego uprawiania przeszły prawdziwe przeobrażenie – od typowo rekreacyjnego po bardzo wyspecjalizowane, profesjonalne, nastawione na połów konkretnym sprzętem, konkretnych gatunków ryb. Coroczne targi wędkarstwa organizowane w kilku miejscach w Polsce, setki wystawców, tysiące odwiedzających – to wszystko wpływa na jeszcze większy rozwój. Rynek nie lubi próżni: jest popyt – jest podaż. Ku uciesze wędkarzy ilość firm rywalizujących o klienta powoduje obniżenie początkowo bardzo wysokich cen. Wszystko stało się dostępne, wszystko jest na wyciągnięcie ręki, ogranicza nas tylko zasobność portfela. Rozwinęły się techniki połowu, a co za tym idzie sprzęt potrzebny do wykorzystania tych technik. Coraz rzadziej wędkarz wychodzący z domu mówi, iż „idzie na ryby”. On jedzie na karpia, wyrusza łowić liny na feeder, wędkarz został sumiarzem, karpiarzem, zawodnikiem wyczynowym, dumnym łowcą amurów. I to wszystko nas bardzo cieszy, pomaga w osiągnięciu wyników, nie ogranicza nas, możemy wędkować praktycznie w każdej porze roku, o każdej porze dnia i nocy, mamy potrzebny do tego sprzęt. Niegroźne są już nam zimne noce, deszczowe dni, bo rynek bogaty jest w produkty i akcesoria biwakowe, turystyczne. Tylko łowić łowić, łowić, ale... no właśnie, czy jest jakieś ale?

Profesjonalny ekwipunek przy długich zasiadkach jest bardzo istotny, ale czy "niezbędny" sprzęt nie ogranicza nas czasami nad wodą przy krótkich wypadach?

Co jest najważniejsze?

Potężna ilość sprzętu wędkarskiego dostępna na rynku pomaga nam w naszym rozwoju. Dzięki niemu potrafimy sięgnąć w najdalsze zakątki naszych wód, potrafimy zbadać dokładnie dno, zdefiniować taktykę, przygotować w szybki i łatwy sposób zanęty i przynęty. Nad wodą jesteśmy przygotowani na każdą ewentualność, na każdą zmianę pogody, jesteśmy uzbrojeni w najnowocześniejszy sprzęt. I nie ma w tym nic złego, korzystajmy z tego, jeśli możemy. Jest w tym tylko jedna pułapka, powiedziałbym zagrożenie, które w bardzo przykry sposób oddziałuje, szczególnie na młodych karpiarzy. O czym mowa? Zilustrujmy to przykładem znad wody. Przyjeżdża zapalony karpiarz nad konkretną wodę w celu spędzenia weekendu nad swoją ulubioną miejscówką. Wielkim busem podjeżdża pod stanowisko, ilość zapakowanego sprzętu w aucie mogłaby posłużyć za towar na miesięczny obrót do niejednego sklepu wędkarskiego. Pewny siebie rozwija się, tylko ogromna ilość sprzętu i gadżetów spowalnia moment zarzucenia wędek w wodę. Setki gadżetów dookoła, ilość kulek i zanęt wystarczyłaby na dwumiesięczną zasiadkę. Sprzętu jest tak dużo, że zaczyna irytować go chaos panujący na stanowisku. Część jest nowa, niedawno zakupiona, bo przecież jest niezbędna, nowości zawsze trzeba zakupić. Wreszcie po 4 godzinach wędki są w wodzie, a on z uśmiechem spogląda na kije i czeka... Czeka na upragniony odjazd karpia. Oczekiwanie na odjazd trwa do ostatnich godzin zasiadki, niestety jego kolejny wypad nad wodę kończy się tylko na oczekiwaniu. Nieubłaganie nadchodzi dzień i godzina pakowania i cały rytuał zaczyna się od nowa.

Mata karpiowa to niezbędny element wyposażenia, którego nie może zabraknąć.

Ilość sprzętu do spakowania powoduje, iż naszego karpiarza zastaje wieczór, ale ma siłę, bo przecież wyspał się w najlepszym karpiowym łóżku. Trochę pogoda się zepsuła, a w deszczu pakowanie nie należy do przyjemnych. Po drodze coś się połamało, coś się zagubiło – ponownie irytacja zaczyna łapać naszego karpiarza. W trakcie pakowania zastanawia się, co źle zrobił? Dlaczego kolejny wyjazd ma bez kontaktu z rybą? Przecież był przygotowany, miał najnowocześniejszy sprzęt, najnowsze kołowrotki i – co najważniejsze – najlepszy dostępny na rynku statyw pod kije. Przeczytał wszystkie fora z opiniami na temat kulek, jakie zakupił. Dlaczego nie ma ryby, przecież tak marzy o zrobieniu fotek z karpiem dwudziestokilowym, jakich naoglądał się na internetowych stronach? Czego zabrakło naszemu karpiarzowi? O czym zapomniał? Co pomoże mu, poza kilogramami przydatnego mniej lub bardziej sprzętu, w osiąganiu regularnych wyników? Odpowiedź na te pytania cofa nas do wniosków z czasów, o których pisaliśmy powyżej. Ogromna ilość wędkarskiego sprzętu pomaga nam w złowieniu ryby, sprzęt i posiadanie go samo w sobie nie jest niczym złym. Jeśli umiejętnie posługujemy się zakupionym sprzętem, to jego ilość nie ogranicza nas w sensie dosłownym i mamy szansę na regularne łowienie dużych karpi, ale do tego wszystkiego niezbędna jest jeszcze jedna o wiele ważniejsza rzecz – wiedza! Ale nie najważniejsza jest wiedza o najnowszym modelu superwędziska, nie wiedza o superkulkach skutecznych w każdych warunkach i to, gdzie one są produkowane, z wszelkimi sporami w temacie z tym związanymi, które obserwujemy w mediach społecznościowych, lecz wiedza o rybach, o środowisku, o tym, co wpływa na zachowanie ryb w danej wodzie w konkretnych warunkach, przy danej pogodzie, porze roku. Genezę naszych błędów zacznijmy od przemyślenia, co wiemy o wodzie, nad którą jedziemy, co wiemy o środowisku wodnym, jak dokładnie zbadaliśmy miejsce położenia zestawu? Skoro z pełną dozą pewności potrafimy rozróżnić profesjonalnego tripoda od tego niefirmowego słabej jakości, to czy potrafimy rozróżnić małże szczeżuje od małży racicznicy?! Czy zauważamy pewne okresy i związane z tym sytuacje pod wodą, jakie zachodzą w środowisku, na przykład wylinkę raka, tarło ryb, która to wiedza wpłynie na nasz wynik?

Nowoczesny sprzęt, jaki oferuje nam rynek, pomaga w osiągnięciu celu, ale to tylko jeden element z karpiowej układanki, najważniejsza jest wiedza o wodzie i rybach.

Jaką wiedzę powinniśmy najpierw zdobywać, jakie pytania zadawać na forach? Odpowiedź jest oczywista. Wędkarstwo karpiowe w dzisiejszych czasach to ogromny rynek handlowy i medialny, z pełnym, bezproblemowym dostępem do najnowszego sprzętu, co pomaga nam w zdobywaniu umiejętności technicznych. Nauczmy się z tego korzystać w sposób wyważony. Cieszmy się z możliwości używania tych sprzętowych nowinek, z tego, że możemy testować przeróżne gadżety, bo to jest częścią naszego hobby. Ale niech wiedza o najnowszych trendach i modzie karpiowej nie przesłania nam tego, co najważniejsze – wiedzy o naszym środowisku, o rybach. Zacznijmy od poznawania zbiornika wodnego, nad którym będziemy wykorzystywać zakupiony sprzęt. A regularne efekty przyjdą na pewno, czego wszystkim życzę.

Skomentuj