Życiowa zasiadka amurowa
Życiowa zasiadka amurowa

Przetłumacz:

Na początku wiosny poznałem w pracy chłopaka, z którym szybko znaleźliśmy wspólny język. Wędkarstwo! Po kilku dniach rozmów, podczas przerwy obiadowej znaleźliśmy jezioro nieopodal miejsca zamieszkania.

Szukając jakichkolwiek informacji na temat jeziora, wpadliśmy w sieci na zdjęcia pięknych amurów i pomyślałem, że trzeba będzie odwiedzić to miejsce i poszukać odpowiedniej miejscówki, aby wyholować jakąś ładną sztukę.

Łowienie amurów na wschodnim wybrzeżu w USA nie jest tak proste. Większość zbiorników znajduje się na prywatnych terenach, należących do osiedli mieszkalnych lub pól golfowych. Czasami uda nam się namierzyć miejsce i połowić te waleczne ryby, jednak często jesteśmy proszeni o opuszczenie terenu. Niestety wiosna szybko minęła, a z powodu braku czasu i wyjazdu do Polski nie było okazji sprawdzić nowo znalezionego jeziora. W Polsce udało mi się połowić kilka razy na łowisku mojego przyjaciela w Grębowie. Były to ładne sztuki, ale niestety to nie było to czego chciałem. Pragnąłem czegoś większego, bardziej walecznego. Po powrocie, z początkiem lipca, udało mi się znaleźć wolną niedzielę. W piątek po pracy zaproponowałem koledze wyjazd. Pogoda przez ostatni tydzień była dość stabilna z temperaturami do 25 stopni w każdy jeden dzień.

Kolejny piękny amur.
Kolejny piękny amur.

Niedziela zapowiadała się słoneczna, z taką samą temperaturą, wiec warunki wymarzone do wyjazdu. Sobota, jak to u nas karpiarzy, była czasem przygotowania i przeglądania sprzętu. Samochód zapełniony, przynęty spakowane i o 4 rano z pierwszym mruknięciem budzika, podekscytowany nowym wyzwaniem, zerwałem się na równe nogi. Szybka kawa, kanapka w rękę i w drogę po nowe wyzwanie. Po ponad godzinie dojechałem na parking, przy którym mieliśmy zamiar się rozłożyć. Najpierw badanie miejsca, sprawdzenie i wybranie odpowiedniego stanowiska, z którego można łowić. Dno w tym miejscu było łagodne i płaskie. Woda o głębokości od półtora do dwóch metrów.

Amurowe stadko odwiedziło naszą miejscówkę.
Amurowe stadko odwiedziło naszą miejscówkę.

Miejsce było ogólnie dostępne, z parkingiem zaraz obok, więc nie trzeba było nosić daleko sprzętu, co często się nie zdarza. Na tym zbiorniku większość miejsc ma przydrożne parkingi dla ludzi z ławeczkami i trawnikami do przesiadywania. Dlatego wybrałem jeden z nich, na którym rozłożyłem swój sprzęt. Po paru minutach byłem gotowy. Sprzęt rozładowany i rozłożony. Zarzucam na trzy wędki. Na jednym zestawie ląduje kulka z popup o smaku truskawki firmy World Classic Baits. Drugi zestaw – dwa ziarna kukurydzy, wiśnia podbita białym ziarnem popup. A na trzeciej – trzy ziarna słodkiej kukurydzy, podbite połową popupu o zapachu tataraku. Wędki lądują w wybranym przeze mnie miejscu, ponieważ zauważyłem, że w tej części łowiska jest więcej wodorostów.

Piękna torpeda na macie.
Piękna torpeda na macie.

Stwierdziłem że będzie to odpowiednie miejsce, gdzie mogą przebywać amury, które są roślinożerne. Na lewo było ich znacznie mniej, więc posłałem tam jeden zestaw, który nie przyniósł żadnych efektów. Większość brań była z miejsca, gdzie roślinność była zdecydowanie większa. Miałem czas zrobić prostą zanetę z płatków method mix. Delikatnie nęcę w miejscach zestawów. Po upływie pół godziny widzę, że na wędce kolegi zaczyna delikatnie odzywać się hamulec kołowrotka. Po kilku minutach widzę, że jest to ładny amur, który idzie w stronę brzegu i podbieraka. Jednak to nie koniec. Ryba nagle odjeżdża i wraca na początkowe miejsce. Po kilku odjazdach w końcu ląduje na macie. Waga wskazuje 9.5 kilograma. Ryba bezpiecznie wraca do wody i skupiam się na swoich wędkach. Po upływie kilku minut jest branie na mojej prawej wędce, z kukurydzą i popupem. Ryba z zaciętością walczy przez dobre parę długich minut, ale w końcu ląduje na mojej macie. Szybka akcja i ważenie. Skala pokazuje trochę ponad 12.7 kg. Z wielkim uśmiechem i dumą na twarzy, po paru zdjęciach i oględzinach, wypuszczam mojego pierwszego złowionego w życiu amura. Przez myśl przebiegła mi poranna trasa na łowisko, kiedy myślałem, aby złowić chociaż jedną sztukę i zapisać to w swoim życiorysie. Byłem bardzo szczęśliwy, że udało mi się złowić pierwszą sztukę i to taką dużą. Od razu przebiegła mi następna myśl: oby to jednak nie był pierwszy i nie ostatni raz dzisiaj i może uda mi się wyłowić coś jeszcze dużo większego? Jest jeszcze dużo czasu do końca dnia, więc szybki obrót i wędki do wody. Długo nie trzeba było czekać, by zaczęła się ostra jazda.

Moje zestawy.
Moje zestawy.

Przerzucenie zestawów i dosłownie po upływie dwóch minut sygnalizator ponownie odzywa się i słychać świst znikającej żyłki z kołowrotka. Kolejna piękna sztuka. Tym razem waga pokazuje lekko ponad 14 kg. Kolejne PB. Po wyciągnięciu 8 sztuk w czasie trzech godzin stwierdziłem, że zacznę łowić na dwie wędki, bo nie jestem w stanie opanować takiej jazdy na trzy zestawy. Kolejne branie, zacięta zdobycz przy holowaniu, a tu już druga wędka zaczęła odjeżdżać. Proszę kolegę o pomoc i zacięcie oraz holowanie ryby. Udało się i obie ryby wyciągnięte. Po raz kolejny PB, waga pokazała 15 kg. Muszę przyznać, że jest to męcząca praca, holowanie jednej za drugą, więc zdecydowałem się na łowienie na jedną wędkę. Do końca dnia udało mi się wyciągnąć 12 pięknych sztuk, z czego 5 zerwało się przy walce. Okazało się, że hak Foxa nie wytrzymywał siły amura i prostował się, co powodowało, że ryby się odczepiały i traciłem moje piękne zdobycze. Do tego słabo zapięte zestawy, obolałe ręce przyczyniły się do tego, że o 2.00 w południe doszedłem do wniosku, że nie dam więcej rady, zwinąłem sprzęt i pojechałem do domu. W drodze powrotnej przez głowę przelatywały mi tysiące myśli. Jechałem nad jezioro z marzeniem o jednej amurowej rybce, a tu takie szczęście mnie spotkało. Trafiło mi się ich dwanaście. Dwanaście zdobyczy, które podbiły moje serce i spowodowały chęć powrotu, by powalczyć i zmęczyć ciało jeszcze niejeden raz.

Przepiękna miejscówka.
Przepiękna miejscówka.

Ta radość, duma i zachwyt zapierały mi dech i z ciężkim sercem oraz obolałym ciałem zmierzałem do domu. Zadowolony przyznałem, że była to jedna z moich najlepszych zasiadek, na których byłem. Na pewno jeszcze nieraz zasiądę tam z przyjaciółmi z Polonia Carp Team USA, aby czerpać radość z łowienia tych pięknych i walecznych ryb, jakimi są amury. Wiem, że są tutaj dużo większe sztuki i mam nadzieję, że uda się wyciągnąć przy kolejnej zasiadce amurowej 30 kg z tego zbiornika. Myślę, że pozostanę przy takiej samej technice łowienia następnym razem. Może spróbuję też położyć zestaw z kulką, aby zobaczyć, w czym degustują te piękne ryby. Czy będzie to to samo jeziorko, czy może inne? Czas pokaże. Jedno jest pewne, nie była to moja pierwsza ani ostatnia zasiadka amurowa i na pewno będę próbował wyciągnąć kolejne i większe sztuki.

Skomentuj