Amurowe fanaberie
Amurowe fanaberie

Przetłumacz:

Lato to pora roku, kiedy woda w zbiornikach osiąga najwyższą temperaturę, roślinność podwodna jest bardzo bogata, a wielu z nas za cel swojej wyprawy bierze długą, złocistą torpedę, która zwie się amurem białym.

Średnia ocen:

Jedni amury kochają za niesamowitą waleczność i nieobliczalność podczas holu, inni traktują jako nielubiany przyłów. Dla mnie są czymś więcej niż pasją i podczas wielu zasiadek głównym celem wyprawy.

Pora roku

Wiosna, lato, a może jesień? Kiedy najlepiej wybrać się na spotkanie z azjatyckim przybyszem? Każda pora daje inne możliwości.

Jeśli miałbym osobiście stwierdzić, kiedy amury są najbardziej żarłoczne, a co za tym idzie mamy szansę na największą liczbę brań, to postawiłbym na wiosnę. Początek aktywności jest w głównej mierze zależny od tego, jak szybko opuściła nas zima, a właściwie zagościła na dobre wiosna. Temperatura wody, przy której zaczynają żerować, jest wyższa od tej, w której przyjęło się zaczynać łowić karpie. Z własnych doświadczeń mogę założyć, że musi ona wynosić minimalnie dwanaście, trzynaście stopni Celsjusza. Największą liczbę brań miewałem, gdy temperatura wody gwałtownie rosła i osiągała magiczną piętnastkę. Wtedy ryby były najbardziej aktywne, a ich apetyt był nie do okiełznania. Śmiało mogę stwierdzić, że nie ma takiej ilości zanęty, której stado, liczące kilka osobników, nie potrafiłoby wyczyścić. Niestety większość ryb, które o tej porze lądują na naszych matach, nie należy do rekordowych i są zazwyczaj małe albo średnie.

Dlaczego tak się dzieje, że tak trudno o tej porze roku złowić rekordowy okaz? Po pierwsze, aktywność mniejszych azjatów jest tak duża, że większe, pojedyncze sztuki są bardziej ostrożne i nie chcąc ryzykować obtarć, zderzeń z innymi rybami, po prostu omijają nęcone miejsca albo pływają po ich obrębie. Po drugie, wiosną waga ryb jest najmniejsza w skali całego roku. Są one wychudzone po zimie i osiągnięcie maksymalnej wagi zajmuje im trochę czasu. Latem wygląda to trochę inaczej. O tej porze roku możemy spodziewać się zarówno brań dużych, jak i mniejszych egzemplarzy.

W większości ryby nabrały już odpowiedniej masy, obżerając się przez dłuższy czas, więc z końcem lata mamy szansę na naprawdę pięknego, wypasionego azjatę. Co do aktywności i intensywności żerowania zaobserwowałem, że jest ona zróżnicowana i zależna w głównej mierze od pogody i warunków atmosferycznych. Wielokrotnie spotykałem się z sytuacją, kiedy ryby pływały w obrębie zanęconego miejsca, a nie chciały pobierać pokarmu. Najczęściej takie zachowanie występuje podczas dużych upałów.

Amury uwielbiają wygrzewać się, wystawiając przy tym płetwę grzbietową i ogonową. Widok jest nieziemski. Warto zaopatrzyć się w lornetkę i śledzić ich trasy, bo zazwyczaj są one zbieżne z tymi, podczas pokonywania których szukają pożywienia.Jesień to pora, w której wielu z nas odpuszcza łowienie amurów i zaczyna polowanie na jesiennego karpia.

Jest to duży błąd, ponieważ w tym okresie mamy okazję zapolować na naprawdę duży okaz. Przykładowo, ryba, która wiosną ważyła około dwudziestu pięciu kilogramów, jesienią może mieć grubo ponad trzydziestkę. Amury to straszne żarłoki. Potrafią dziennie zjadać po kilkanaście kilogramów pokarmu. Pamiętajmy, że o tej porze roku, jeśli siądziemy zbyt późno, gdy noce staną się bardzo zimne z minusowymi temperaturami, z każdym dniem szansa na złowienie amura będzie coraz mniejsza. Ważne, żeby uchwycić przełom, odpowiedni moment, kiedy kończy się lato i zaczyna złota polska jesień. Wtedy woda nagrzewana jest w ciągu dnia promieniami słonecznymi, a w nocy pojawiają się pierwsze ochłodzenia. To impuls i ostrzeżenie dla tych ryb, że mają ostatnią szansę najeść się przed zimą.

Piękne złociste +20.
Piękne złociste +20.

Płytko

Jedna z moich pierwszych zasiadek amurowych miała miejsce około dwudziestu lat temu, a pomimo to pamiętam ją z najmniejszymi szczegółami. Był to mały zbiornik o powierzchni około sześciu hektarów. Nie był on najgłębszy, bo maksymalna głębokość sięgała trzech metrów. Usytuowany w dolinie, dzięki czemu można było go obserwować z góry w całej okazałości. Spacerując z moim tatą dojrzeliśmy piękne, długie ryby, które wygrzewały się w miejscu oznaczonym tabliczką z napisem tarlisko. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że są to amury. Przypuszczałem, że to pełnołuskie karpie. Po kilku wieczorach obserwacji, zauważyliśmy, że po całych dniach wygrzewania ryby wieczorami przenosiły się w inne części zbiornika. Po kilku dniach poznaliśmy szlaki, którymi się przemieszczały. Przez środek zbiornika przebiegało wypłycenie.

Głębokość wynosiła około metra. Pas ciągnął się kilkadziesiąt metrów. Wiedzieliśmy już, że ryby zawsze po wypłynięciu z tarliska kierują się w kierunku tego wypłycenia, gdzie szukają pokarmu. Można to było zauważyć po wystających ogonach większych osobników, jak i po drobnych bąblach wydobywających się na powierzchnię wody. Po sprawdzeniu dna, które okazało się bardzo twarde w porównaniu do pozostałej części zbiornika, postanowiliśmy - uzbrojeni w mocne teleskopy - wyruszyć na dwudniową zasiadkę. Zaskoczenia nie było. Już pierwszej nocy nasze bąbki, bo takie wtedy mieliśmy sygnalizatory, wędrowały do kija, a my mogliśmy się cieszyć z holu tych wspaniałych ryb. Nie zapomnę nigdy, jak pierwszy amur zaparkował w wysokiej trzcinie. Poszedłem za żyłką, aby go odczepić z trzcin. Wtedy ruszył z pełnym impetem, rozcinając mi palec. Bliznę, a zarazem pamiątkę po tym spotkaniu, mam do dnia dzisiejszego. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, na co stać te wspaniałe ryby i co potrafią zafundować karpiarzowi podczas holu.

Zwieńczenie udanej zasiadki - amur +20.
Zwieńczenie udanej zasiadki - amur +20.

A może głęboko

Przez długi czas mojej amurowej przygody bałem się kłaść zestaw w głębszych partiach wody. Teraz wiem, że był to błąd. Dowiedziałem się o tym dopiero, kiedy złowiłem z sześciu metrów pierwszego kilkunastokilogramowego azjatę. Przyznam się, że nie była to zasiadka amurowa. Pod koniec września wybrałem się na jesiennego karpia. Zabrałem ze sobą wszystko, co potrzebne do złowienia dużej ryby o tej porze roku: miękkie kije do holu z pontonu, Ultegry wypchane po samą górę plecionką Power Pro, by móc wywieźć zestaw na kilkaset metrów oraz kulki własnej roboty o smaku squida. To miało zapewnić mi złowienie dużego karpia. Miejsce znajdowało się na spadzie z dwóch do sześciu metrów. Dno było dość miękkie, ale bogate w naturalny pokarm, co gwarantowało mi, że ryby z pewnością je odwiedzają. Nie ukrywam, że udało mi się podczas tej zasiadki złowić kilka ładnych karpi, ale największą niespodzianką były dwa kilkunastokilogramowe amury. Po ich złowieniu długo byłem w szoku, ponieważ zburzyły one mój stereotyp odnośnie idealnej amurowej miejscówki, a jednocześnie otworzyły nowe horyzonty na szukanie tej ryby w głębszych partiach wody.

Duża ilość słodkich kulek to podstawa sukcesu.
Duża ilość słodkich kulek to podstawa sukcesu.

Daleko czy blisko?

Odległość, na jakiej będziemy łowili, nie ma najmniejszego znaczenia. Jest ona zależna głównie od tego, gdzie przemieszczają się ryby. Jeśli wzdłuż linii brzegowej znajduje się pas trzcin, to zapewne będą to miejsce odwiedzały także amury, które ją po prostu uwielbiają. Nie będziemy musieli wtedy wywozić zestawów na duże odległości, tylko skupimy się na precyzji ich podania i zachowaniu ciszy, aby nie spłoszyć ryb.

W zbiornikach ubogich w roślinność zmuszeni jesteśmy szukać miejsc, w których ryby czują się bezpiecznie. Najczęściej znajdują się one daleko od brzegu. Do takich zasiadek powinniśmy się odpowiednio przygotować, ponieważ amur nie zasysa pokarmu w sposób, w jaki robi to karp. Z powodu zastosowania chociażby złej linki głównej możemy w ogóle nie zauważyć brania. Ważna jest także konstrukcja zestawu końcowego, który nawet z kilkuset metrów powinien zapiąć rybę. Wracając do linki głównej, musi być ona jak najmniej rozciągliwa. Do odległości nieprzekraczającej dwustu metrów stosuję żyłkę Shimano Technium, która ze względu na bardzo niską rozciągliwość wskaże nam bez problemu branie amura. Jeśli łowimy na jeszcze większych odległościach, to zmuszeni jesteśmy do nawinięcia na kołowrotki dobrej jakości plecionki, która nie będzie pływała, bo wtedy zbiera ona duże ilości roślin, przez co sygnalizacja będzie także niemożliwa. Ja osobiście preferuję Power Pro.

Przy dalekiej wywózce rozciągliwość linki głównej ma duże znaczenie.
Przy dalekiej wywózce rozciągliwość linki głównej ma duże znaczenie.

Krótki czy długi włos?

Włos to chyba najistotniejszy element naszego zestawu. Nieważne, czy łowimy na kulki, kukurydzę, ale jak daleko znajduje się nasza przynęta od kolanka haka. To właśnie od długości włosa w głównej mierze zależy, czy amur będzie dobrze zapięty. Zbyt długi włos praktycznie zmniejsza nasze szanse do zera. Największą skuteczność mam, kiedy przynęta dotyka łuku kolankowego. Odległość tę można maksymalnie zwiększyć do jednego centymetra. Dzięki temu zabiegowi będziemy mieli pewność, że jeśli w naszym łowisku pojawią się amury, to je złowimy.

Skomentuj