Zaloguj

Wydanie 6/2019

Karpiowy stalking
Karpiowy stalking
Michał Kowalski

Jest wczesny poranek nad zalewem. Słońce zaczyna wschodzić nad horyzontem, a nad wodą unosi się powoli zanikająca już mgła. Tym razem nie siedzę w namiocie, popijając kawkę i czekając na branie. Nie mam na to czasu. Przemierzam staw wokół w poszukiwaniu miejsc, w których mogą czaić się karpie.

Stalking, inaczej łowienie karpi z podchodu, jest metodą dla aktywnych wędkarzy, którzy wolą szukać brań i nie czekać na nie w jednym miejscu. Wbrew pozorom technika ta wymaga wyjątkowo dużo cierpliwości i zaangażowania, nierzadko większych niż w wędkowaniu stacjonarnym. W łowieniu z podchodu szczególnie powinniśmy skupić się na linii przybrzeżnej, wyszukując takie miejsca, jak dołki tuż przy brzegu, powalone drzewa bądź też zatoczki. Często są to miejsca odosobnione i zapomniane, z trudnym dostępem do brzegu, czyli takie strefy, gdzie karpie czują się bezpiecznie. Dlatego też podczas stalkingu należy zachować się bezwzględnie cicho i spokojnie, nie wykonywać gwałtownych ruchów, gdyż nawet mały szelest liści lub chociażby nawet sam nasz cień potrafi spłoszyć rybę, a na jej powrót w to samo miejsce trzeba będzie niestety czekać bardzo długo. Bo karpie wyczuwają podstęp.

Ja osobiście w łowieniu z podchodu wykorzystuję lekkie zestawy, a ilość akcesoriów ograniczam do absolutnego minimum. Ułatwia mi to poruszanie się między stanowiskami łowienia. Odnośnie wędzisk, decyduję się na kompaktowe, z długością nie przekraczającą 3 m i krzywą ugięcia 2,7 lb. Moim zdaniem wędka na tak krótkim dystansie nie może być zbyt sztywna, gdyż groziłoby to utratą ryby. Jednocześnie nie może ona być również zbyt miękka, ponieważ osłabi nam to zacięcie karpia. Dlatego też wędki krótsze dają nam większe pole manewru podczas zastawiania zestawu, no i oczywiście podczas holu ryby. Zestawy końcowe zaś dostosowuję do sytuacji w łowisku. I tu mamy naprawdę olbrzymi wachlarz możliwości, w zależności od tego, czy będziemy łowili z dna, w toni czy też z powierzchni wody. Ja zabieram ze sobą wszystko, bo lubię być przygotowanym do każdej ewentualności. Dobór zestawów to długi temat, który chętnie rozwinę przy innej okazji.

Dobra miejscówka stalkingowa.

Z przyjemnością opiszę wam, jak ja wykorzystuję stalking w praktyce. Oto moja historia z rozpoczęcia sezonu 2019. Jest 4:30 rano. Ostatni raz rzucam okiem na swój ekwipunek w bagażniku samochodu i sprawdzam, czy wszystko jest na miejscu. Podekscytowany nareszcie wyruszam na łowy. Mam do pokonania nie za długi dystans i planuję, że jeszcze przed wschodem słońca będę już na łowisku. Po około 20 minutach jestem już przy wodzie. Niewiele mam do zabrania ze sobą z auta, bo jedynie plecak, wędki, podbierak, małą matę i wiadro z zanętami. Jeszcze jest ciemno… Cieszę się, bo bardzo zależy mi na tym, by przy wschodzie słońca być już przy wodzie na czatach. O tej porze właśnie ryby stają się bardziej aktywne, będę mógł dostrzec ich ruch na tafli wody i z łatwością namierzę miejsca ich przebywania.

Zabieram się więc do pracy i spokojnie chodzę wzdłuż brzegu. Staram się być bardzo cicho i dyskretnie. Obserwując ruch wody wypatruję potencjalnych miejsc, gdzie mogę napotkać karpie. Zwracam uwagę na to, gdzie znajduje się słońce i kierunek wiatru. Temperatura wody ma ogromne znaczenie w żerowaniu ryb - im cieplej, tym lepiej. Chcę, by w ciągu najbliższych godzin moje miejscówki były mocno nasłonecznione. W ten sposób typuję 3 stanowiska. Zacieram ręce. Jestem przekonany, że są one trafne i na pewno będą brania. Każdą z tych miejscówek zasypuję niewielką ilością kulek, tak do 15 sztuk oraz solidną garścią zanęty. Kulki celowo dobrałem w rozmiarze 10-15 mm, gdyż wczesna wiosna jest okresem, kiedy karpie ze względu na niską temperaturę wody nie zawsze chętnie pobierają pokarm. Zanęcone! Mam chwilę na kawkę i papierosa.

Ilość zanęty na 1 miejsce (wczesna wiosna).

Nadszedł moment, na który czekałem. Powoli podążam w kierunku pierwszego stanowiska. Skradając się ostrożnie, zarzucam swoje 2 wędki na odległość 2-5 metrów od brzegu. Nie chcę ryzykować spłoszeniem ryby, dlatego cofam się kilka kroków i czekam na branie. Nie myślcie sobie, że na tym robota się kończy. Cały czas czujnie obserwuję łowisko, będąc w gotowości do ewentualnego przerzucenia zestawu w lepsze miejsce. W stalkingu jestem mobilny. Po godzinie oczekiwania postanawiam przenieść się na drugie stanowisko, z nadzieją na lepsze wyniki. Zwijam więc zestawy, składam pozostałe akcesoria i ruszam w kierunku powalonego drzewa. Sprawdzam czas, jest już 7.00 rano. Zastawiam zestawy i nie czekam długo na pierwsze efekty, bo już po upływie niespełna 15 minut mam branie. Na wędce czuję, że to jakaś mała ryba. Tak, to karp!! Niewielki, 1,5-kilogramowy, ale i tak jestem szczęśliwy, bo to mój pierwszy karpik w tym sezonie. Nie mogłem nie zrobić pamiątkowego zdjęcia. Po wypuszczeniu malucha z powrotem do wody postanawiam ponownie zmienić miejsce, gdyż tutaj narobiłem już sporo hałasu i prawdopodobnie spłoszyłem ryby. Na następne branie musiałbym zapewne czekać bardzo długo. Idę więc dalej wzdłuż brzegu i szukam nowego miejsca do łowienia. Znalazłem zatoczkę przy brzegu dość głęboką, z łagodnym spadkiem i wystającymi z wody gałęziami. Tak! Tu będzie dobrze!

Miejsce, w którym złapałem moją drugą rybę.

Od razu zasypałem ją kulkami i postawiłem zestawy. Znowu cierpliwie czekam. Nawet nie wiem, kiedy na zegarze pojawiła się już godzina 11.00. Na rybach zawsze ten czas jakoś szybciej mi płynie. Ponieważ pogoda zaczęła się niekorzystnie zmieniać, stwierdziłem, że poczekam jeszcze około jednej godziny, a potem zwinę zestawy. A tu nagle sygnalizator daje znać, że to nie koniec zabawy. Mam jeszcze jednego karpia! Super! Już nie taki mały, bo 5 kg na wadze. Warto było poczekać.

Mimo tak krótkiej zasiadki i wczesnej pory roku udało mi się wypracować dwa brania. To jest właśnie przewaga stalkingu nad standardowym łowieniem stacjonarnym. Możesz zawsze podążać tam, gdzie są ryby, dzięki czemu zyskujesz na czasie. Ponadto przyznam się szczerze, że często tą metodę stosuję nawet łowiąc stacjonarnie. Kiedy widzę, że blisko mojego stacjonowania dzieje się coś w wodzie lub też panuje absolutna „cisza” w miejscach wcześniej wytypowanych, wtedy podsypuję kilkudziesięcioma kulkami blisko brzegu i przestawiam tam jeden z moich zestawów. Tu jednak używam już innego aromatu niż do tej pory. Wielokrotnie system ten mi się sprawdził i przyniósł ciekawe rezultaty w postaci wielu chimerycznych brań. Pamiętaj, że KARPIE LUBIĄ STREFY PRZYBRZEŻE! Złapiesz tu rybę, ale pod warunkiem, że będziesz zachowywał się cicho na stanowisku. Nie rób gwałtownych ruchów i staraj się być oddalonym od linii brzegowej.

Co prawda ja złowiłem tylko 2 karpie na swojej pierwszej zasiadce stalkingowej, jednak poświęciłem na to naprawdę niewiele czasu, a poza tym, jak na tę porę roku i warunki atmosferyczne uważam, że jest to całkiem niezły wynik. Ale uwaga! To dopiero początek sezonu i na pewno jeszcze nie raz będę mieć okazję, by poprawić swoje statystyki. Mam ogromną nadzieję, że zainteresowałem was swoimi doświadczeniami i wyciągnęliście dla siebie ciekawe wnioski i spostrzeżenia.

Oceń artykuł
Średnia ocena artykułu
Skontaktuj się z autorem

USTAWIENIA

Regulamin i polityka prywatności FAQ Dziennik zmian
Wersja 1.0
Korzystanie z aplikacji oznacza akceptację regulaminu. Jeśli jeszcze się z nim nie zapoznałeś, przejdź do zakładki Regulamin i polityka prywatności.
Wydawnictwo AS PRO MEDIA zastrzega sobie prawo do odmowy publikacji reklam i nie odpowiada za ich treść. Żaden materiał z czasopisma nie może być użyty i reprodukowany bez zgody wydawcy. Redakcja zastrzega sobie prawo do skrótów i redagowania zamawianych artykułów.
Świat Karpia, Świat Suma
AS PRO MEDIA
Czytaj czasopismo za darmo!
POBIERZ